Górnik „Niedosyt” Zabrze. Bez klasowego napastnika trudno o Europę

Górnik Zabrze oddał w rewanżu z Ferencvárosem 19 strzałów, ale zdobył tylko jedną bramkę – z rzutu karnego. W całym dwumeczu zabrzanie uderzali 29 razy i ani razu nie trafili do siatki z gry. Trójkolorowym nie zabrakło odwagi, zaangażowania ani pomysłu. Zabrakło klasowego napastnika.

Górnik zremisował z Ferencvárosem 1:1 i po porażce 0:1 w Budapeszcie pożegnał się z eliminacjami Ligi Europy. Po raz kolejny pozostawił jednak po sobie dobre wrażenie i ogromny niedosyt. Węgrzy nie zdominowali zabrzan. Nie stworzyli też wielu okazji. Okazali się po prostu skuteczniejsi w całym dwumeczu.

Trójkolorowi przez większą część rewanżu prowadzili grę. Częściej utrzymywali się przy piłce, wykonywali więcej rzutów rożnych i regularnie przedostawali się pod bramkę Dénesa Dibusza. Problem w tym, że z 19 oddanych strzałów tylko jeden zakończył się golem. Kacper Urbański wykorzystał rzut karny podyktowany po faulu na Paulo Bernardo.

Z gry Górnik nie trafił ani razu.

Górnik Zabrze – Ferencváros | 13.08.2026

 

Prekop pracuje, ale napastnik musi strzelać

Erik Prekop miał swoje okazje. W pierwszej połowie przegrał pojedynek z bramkarzem, a po zmianie stron nie trafił w piłkę kilka metrów przed bramką. Słowak ponownie wykonał jednak mnóstwo pracy poza polem karnym. Przepychał się ze stoperami, utrzymywał futbolówkę i pomagał zespołowi w pressingu.

Tylko że napastnik nie może być rozliczany wyłącznie z wykonanej pracy.

„Prekop ma wykończenie jak mieszkanie w Będzinie” – stwierdził po meczu mój redakcyjny kolega.

Brutalne, ale po takim spotkaniu trudno nie przyznać mu racji. Prekop może wygrywać pojedynki w środku pola i robić miejsce skrzydłowym, lecz w kluczowym momencie musi również potrafić zamienić sytuację na bramkę. Szczególnie gdy kosztował około miliona euro i miał rozwiązać problem Górnika na pozycji numer dziewięć.

Sytuację dodatkowo skomplikowała choroba Sondre Lisetha. Norweg rano poinformował trenera, że nie będzie w stanie wystąpić. Michal Gašparík został więc praktycznie bez alternatywy. Nie miał na ławce napastnika, który mógłby wejść na ostatnie 20–30 minut, zmienić charakter gry albo wykorzystać zmęczenie obrońców Ferencvárosu.

 

Czy Angulo pasowałby do obecnego Górnika?

Wśród kibiców regularnie powraca tęsknota za Igorem Angulo. Trudno się temu dziwić. Hiszpan zdobył dla Górnika 88 bramek w 154 spotkaniach i był najlepszym napastnikiem klubu w XXI wieku. Dostawał piłkę w polu karnym i zazwyczaj wiedział, co z nią zrobić.

Nie jestem jednak przekonany, czy Angulo w swoim najlepszym wydaniu równie dobrze odnalazłby się w obecnym Górniku.

Za jego czasów zabrzanie grali inaczej. Angulo miał przede wszystkim szukać wolnej przestrzeni, urywać się obrońcom i wykańczać akcje tworzone przez Rafała Kurzawę, Damiana Kądziora czy Szymona Żurkowskiego. Nie musiał przez większość meczu walczyć ze stoperami kilkadziesiąt metrów od bramki.

Dzisiaj napastnicy Górnika przez 90 procent czasu przepychają się z obrońcami w środkowej strefie boiska. Muszą uczestniczyć w pressingu, utrzymywać długie podania, grać tyłem do bramki i tworzyć miejsce dla skrzydłowych oraz pomocników. Sam instynkt strzelecki może więc nie wystarczyć.

Górnik nie potrzebuje wyłącznie nowego Angulo. Potrzebuje napastnika łączącego cechy Hiszpana z pracą wykonywaną obecnie przez Prekopa i Lisetha.

 

Lukaku, Haaland albo chociaż Pululu

Oczywiście Romelu Lukaku czy Erling Haaland znajdują się w zupełnie innym piłkarskim świecie. Chodzi jednak o określony profil napastnika: silnego, dynamicznego i jednocześnie skutecznego. Zawodnika, który potrafi wygrać pojedynek ze stoperem, utrzymać piłkę, a chwilę później znaleźć się w odpowiednim miejscu w polu karnym.

W realiach Ekstraklasy takim przykładem może być Afimico Pululu. Nie chodzi nawet o jego wzrost, lecz o siłę, dynamikę i bezwzględność pod bramką. To napastnik zdolny samodzielnie stworzyć sobie sytuację, osłonić futbolówkę i zakończyć akcję mocnym uderzeniem.

Właśnie takiego egzekutora brakuje Górnikowi.

Problem polega na tym, że napastników łączących fizyczność, pracę dla zespołu i regularne zdobywanie bramek jest bardzo niewielu. Dlatego kosztują najwięcej. Klub może stosunkowo łatwo znaleźć zawodnika walecznego albo skutecznego w polu karnym. Znacznie trudniej sprowadzić kogoś posiadającego obie te cechy.

 

Nowy napastnik nadchodzi. Czy będzie egzekutorem?

Jeszcze przed meczem z Ferencvárosem dyrektor sportowy Łukasz Milik zapowiedział podpisanie kontraktu z kolejnym napastnikiem. W sobotni poranek pojawiły się pierwsze konkrety. Jak poinformował portal Transfery.info, do Górnika ma zostać wypożyczony z Sassuolo Janis Antiste. Umowa ma zawierać opcję wykupu, a 23-latek przeszedł już testy medyczne.

CV Francuza wygląda interesująco. Antiste ma za sobą 20 występów w Serie A, a wcześniej reprezentował Toulouse, Spezię, Nürnberg i Rapid Wiedeń. Może występować jako środkowy napastnik, skrzydłowy oraz ofensywny pomocnik.

Niepokoją natomiast jego liczby. W poprzednim sezonie zdobył pięć bramek w 40 spotkaniach, natomiast cała jego dotychczasowa kariera to 28 trafień w 168 meczach. Mierzący 180 centymetrów zawodnik wygląda bardziej na mobilnego i wszechstronnego gracza ofensywnego niż typowego egzekutora pola karnego.

Nie oznacza to, że transfer musi okazać się nieudany. Antiste jest nadal młody, posiada spore doświadczenie i może dobrze odnaleźć się w systemie Gašparíka. Jego dotychczasowe statystyki nie pozwalają jednak uznać go za gwarancję bramek.

 

Przeciwko Monaco sytuacji będzie mniej

Ferencváros wykorzystał rzut rożny. Philipp Schulze odbił strzał głową Kristoffera Zachariassena, piłka trafiła w Michala Sáčka i wpadła do bramki. Jedno zdarzenie wystarczyło, aby przekreślić większość wysiłku gospodarzy.

Górnik miał wcześniej wystarczająco dużo okazji, aby rozstrzygnąć rywalizację. Nie zrobił tego, ponieważ zabrakło mu zawodnika potrafiącego postawić kropkę nad „i”.

Teraz zabrzan czeka dwumecz z AS Monaco w ostatniej rundzie eliminacji Ligi Konferencji. Trójkolorowi prawdopodobnie nie oddadzą w nim 19 strzałów. Być może będą mieli trzy albo cztery naprawdę dobre sytuacje.

I właśnie dlatego potrzebują napastnika, który wykorzysta przynajmniej jedną z nich.

 

Górnik Zabrze – Ferencváros 1:1 (1:0)

Bramki: Kacper Urbański 45+1’ (k.) – Michal Sáček 82’ (sam.)

Pierwszy mecz: 0:1

Dwumecz: 1:2

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *