Głód zwycięstwa nie wystarczył. Górnik zatrzymany w Łodzi.

Górnik Zabrze po raz kolejny pokazał, że potrafi zdominować przeciwnika, ale nie potrafi przełożyć przewagi na zwycięstwo. Podopieczni Michala Gašparíka zremisowali na wyjeździe z Widzewem Łódź 1:1, choć szczególnie w drugiej połowie mieli wystarczająco dużo okazji, by wrócić do Zabrza z kompletem punktów. Znakomity gol Kacpra Urbańskiego, pechowo stracona bramka i kolejny festiwal niewykorzystanych sytuacji. To obraz piątkowego spotkania lidera Ekstraklasy.
Pechowy gol i kapitalna odpowiedź Urbańskiego
Widzew rozpoczął spotkanie odważnie i już w pierwszych minutach kilkukrotnie zagroził bramce Philippa Schulzego. Gospodarze dopięli swego w 16. minucie. Po dośrodkowaniu Dariana Malesa z rzutu rożnego piłkę głową skierował do siatki Karol Świderski. Sam gol miał jednak dość kuriozalny przebieg.
Przyznam, że początkowo miałem pretensje przede wszystkim do bramkarza Górnika. Po spokojnym przeanalizowaniu całej akcji trudno jednak obarczać Schulzego całą odpowiedzialnością. Duża część winy spada na Erika Janžę, który znalazł się na linii bramkowej, w miejscu utrudniającym interwencję własnemu golkiperowi. Zamiast pomóc, ograniczył mu możliwość skutecznej reakcji. Ostatecznie była to przede wszystkim pechowa sytuacja, w której kilka niefortunnych okoliczności złożyło się na stratę gola.
Do tej sytuacji odniósł się również na pomeczowej konferencji Michal Gašparík:
„Kuriozalne było, że Janža znalazł się na tej linii. Kwestia wzrostu, łatwa piłka, która leciała dłużej. Federico mógł zachować się lepiej, ale decydują często centymetry”.
Stracona bramka nie podłamała jednak zabrzan. Wręcz przeciwnie. Górnik zaczął coraz częściej gościć pod bramką Bartłomieja Drągowskiego. Swoich okazji szukali Sondre Liseth, Peter Federico i Paulo Bernardo, ale gospodarzom udawało się wychodzić z opresji.
Wreszcie w 40. minucie błysnął Kacper Urbański. Pomocnik Górnika otrzymał piłkę od Zeidane’a Inoussy i zdecydował się na uderzenie z dystansu. Futbolówka wpadła do siatki obok bezradnego Drągowskiego. Kapitalny strzał pozwolił Górnikowi wyrównać jeszcze przed przerwą.
Dominacja bez nagrody
Po zmianie stron Górnik jeszcze mocniej zaznaczył swoją przewagę. Zabrzanie potrafili długo utrzymywać się w ataku, sprawnie przenosili piłkę pod pole karne rywali i regularnie zmuszali defensywę Widzewa do interwencji.
Już na początku drugiej połowy bliski szczęścia był Malthe Højlholt, którego uderzenie z ostrego kąta zatrzymało się na słupku. Później swoje szanse mieli między innymi Paulo Bernardo i Peter Federico. Szczególnie ten drugi był aktywny w ofensywie, ale podobnie jak jego koledzy nie znalazł sposobu na pokonanie Drągowskiego.
Gospodarze przez długie fragmenty drugiej połowy byli zmuszeni do obrony. Dopiero w końcówce zdołali stworzyć zagrożenie pod bramką Górnika, jednak ich próby nie przyniosły rozstrzygnięcia.
Co ciekawe, przewagę gości otwarcie przyznał również trener Widzewa, Mateusz Stolarski:
„Nie ma co ukrywać, że Górnik był lepszy, bardziej dominujący w drugiej połowie”.
Szkoleniowiec gospodarzy podkreślał jednocześnie determinację swoich zawodników w blokowaniu strzałów i bronieniu dostępu do bramki.
51 strzałów i zaledwie dwa gole. Górnik ma problem
Dwa ostatnie spotkania Górnika pokazują pewną niepokojącą prawidłowość. Zabrzanie potrafią tworzyć sytuacje, dominować przeciwnika i momentami zamykać go na własnej połowie. Problem zaczyna się w momencie, kiedy trzeba postawić kropkę nad i.
W spotkaniu z Piastem Gliwice Górnik oddał 27 strzałów. W Łodzi dołożył kolejne 24. Łącznie daje to 51 uderzeń i zaledwie dwie zdobyte bramki. To zdecydowanie zbyt mało jak na potencjał ofensywny zespołu, który przewodzi ligowej tabeli.
Czy to zwykły pech? Brak koncentracji w decydujących momentach? A może problem z podejmowaniem właściwych decyzji pod bramką przeciwnika? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.
Nie sposób jednak nie zauważyć, że Górnik w obu spotkaniach stworzył wystarczająco dużo okazji, by sięgnąć po komplet punktów. I właśnie dlatego dwa kolejne remisy pozostawiają tak duży niedosyt.
Sam Michal Gašparík na pomeczowej konferencji również zwrócił uwagę na ten problem:
„Czułem w mojej drużynie głód zwycięstwa. Stwarzamy mnóstwo sytuacji, ale potrzebujemy więcej dokładności. Wiem, że w kolejnych meczach będziemy skuteczni”.
Dwa punkty stracone czy jeden zdobyty?
Z perspektywy Widzewa remis z liderem Ekstraklasy można uznać za wartościowy rezultat. Trudno jednak mówić o pełnym zadowoleniu w Łodzi, gdzie coraz dłuższa seria spotkań bez zwycięstwa zaczyna ciążyć zawodnikom.
Mateusz Stolarski nie ukrywał rozczarowania:
„Jeśli ktoś powiedziałby mi, że przegram raz na pięć meczów, byłbym w miarę usatysfakcjonowany, ale nie że będą aż 4 remisy. Ciągle jesteśmy w rozkroku”.
Górnik znajduje się w zupełnie innym położeniu. Zabrzanie nadal pozostają na czele tabeli, a ich gra daje wiele powodów do optymizmu. Zespół Gašparíka ma pomysł na ofensywę, potrafi narzucić przeciwnikowi własne warunki i konsekwentnie wypracowuje sytuacje strzeleckie.
Nie można jednak w nieskończoność tłumaczyć braku zwycięstw pechem.
Górnik nie potrzebuje rewolucji, bo trudno mieć większe pretensje do samego sposobu gry. Potrzebuje natomiast zdecydowanie więcej spokoju i precyzji w ostatniej fazie akcji.
Pozostaje mieć nadzieję, że Michal Gašparík szybko znajdzie klucz do rozwiązania tego problemu. Bo jeśli jego drużyna zacznie wykorzystywać choćby nieco większą część stwarzanych okazji, rywale mogą mieć naprawdę poważne kłopoty.