Nadzieja była. Lech wraca z Lizbony bez punktów.

Lech Poznań nie sprawił niespodzianki w Lizbonie. W 4. kolejce fazy ligowej Ligi Europy Kolejorz przegrał na wyjeździe z Benficą 1:3. Mistrzowie Polski długo nie potrafili znaleźć sposobu na gospodarzy, a kiedy po trafieniu Leo Bengtssona pojawiła się nadzieja na odrobienie strat, portugalski gigant w samej końcówce pozbawił poznaniaków złudzeń.
Spotkanie na Estádio da Luz rozpoczęło się najgorzej, jak mogło dla podopiecznych Nielsa Frederiksena. Już w 6. minucie Benfica wykorzystała zamieszanie w polu karnym Lecha. Po dośrodkowaniu Andreasa Schjelderupa Mateusz Lis nie zdołał skutecznie opanować piłki, a do odbitej futbolówki dopadł Rafa Silva, otwierając wynik spotkania.
W kolejnych minutach gospodarze kontrolowali przebieg rywalizacji. Lech miał wyraźne problemy z wyprowadzeniem piłki spod pressingu i rzadko potrafił zagrozić bramce Anatolija Trubina. Benfica była zespołem konkretniejszym, szybszym i lepiej zorganizowanym. Poznaniacy mogli mówić o szczęściu, że do szatni schodzili tylko z jednobramkową stratą. Tuż przed przerwą po jednej z akcji gospodarzy Terry Yegbe interweniował na tyle niefortunnie, że piłka odbiła się od poprzeczki.
Po zmianie stron Lech próbował odważniej ruszyć do przodu. Wreszcie pojawiły się akcje, które mogły sprawić problemy portugalskiej defensywie. Szczególnie groźnie zrobiło się po uderzeniu głową Patrika Wålemarka, jednak Anatolij Trubin popisał się dobrą interwencją.
Niestety, kiedy wydawało się, że Kolejorz zaczyna łapać odpowiedni rytm, Benfica zadała kolejny cios. W 67. minucie Gianluca Prestianni, który chwilę wcześniej pojawił się na murawie, przeprowadził indywidualną akcję lewą stroną boiska. Argentyńczyk poradził sobie z Joelem Pereirą i precyzyjnym strzałem podwyższył prowadzenie gospodarzy na 2:0.
Lech nie zamierzał jednak składać broni. W 72. minucie poznaniacy otrzymali prezent od defensywy Benfiki. Enzo Barrenechea popełnił fatalny błąd przy rozegraniu piłki, podając ją wprost pod nogi Leo Bengtssona. Szwed nie zastanawiał się długo i bez przyjęcia umieścił futbolówkę w pustej bramce. Nagle zrobiło się 2:1, a Kolejorz ponownie uwierzył, że może wywieźć z Lizbony coś więcej.
Ostatnie minuty przyniosły próbę poszukiwania wyrównującego trafienia, ale Benfica nie zamierzała pozwolić sobie na utratę kontroli nad spotkaniem. Gospodarze ponownie ruszyli do ataku i w 90. minucie przypieczętowali zwycięstwo. Heorhij Sudakow wykorzystał przestrzeń w defensywie Lecha i precyzyjnym uderzeniem ustalił wynik na 3:1.
Dla poznaniaków był to szczególnie bolesny moment. Po bramce Bengtssona pojawiła się realna nadzieja na walkę o remis, jednak ostatecznie różnica klas i jakość indywidualna gospodarzy okazały się decydujące.
Porażka w Lizbonie po raz kolejny pokazała, jak duża jest różnica pomiędzy grą Lecha na krajowym podwórku a jego występami w europejskich pucharach. W Ekstraklasie poznaniacy potrafią dominować i narzucać własne warunki, ale na arenie międzynarodowej wciąż mają problemy z intensywnością, organizacją defensywy i utrzymaniem odpowiedniego poziomu przez pełne 90 minut.
Po czterech kolejkach fazy ligowej Ligi Europy Lech ma na koncie zaledwie jeden punkt, zdobyty w starciu z Sunderlandem. Trzy porażki sprawiają, że sytuacja mistrzów Polski w tabeli staje się bardzo trudna.
Kolejna okazja do poprawienia dorobku punktowego już 26 listopada. Tym razem Lech uda się do Belgii, gdzie zmierzy się z Royale Union Saint-Gilloise. Jeśli poznaniacy nadal marzą o przedłużeniu swojej przygody w Lidze Europy, margines błędu praktycznie się wyczerpał.