Nie można nim sterować. Wójcik ujawnia kulisy wojny z PZPN

PZPN chciał pozbyć się Wójcika? Sędzia przerywa milczenie

 

Dwa lata dyskwalifikacji były dopiero początkiem. Arkadiusz Kamil Wójcik zabrał głos i ujawnił kulisy swojego konfliktu ze środowiskiem sędziowskim. „Nie można nim sterować”, rozwiązany kontrakt, prokuratura i zarzuty dotyczące traktowania arbitra. Po tej rozmowie pytań do PZPN jest jeszcze więcej.

Wójcik nie ma już kontraktu.

Po decyzji Komisji Ligi wydawało się, że najważniejszym wydarzeniem w całej sprawie jest dwuletnia dyskwalifikacja Arkadiusza Kamila Wójcika.

 

Po sobotniej rozmowie na kanale Weszło wiemy jednak, że sytuacja arbitra jest znacznie poważniejsza.

 

Wójcik ujawnił, że 1 października kurier dostarczył mu dokument dotyczący rozwiązania jego umowy. Jak twierdzi, wniosek o rozwiązanie kontraktu miał zostać sporządzony przez przewodniczącego Kolegium Sędziów Marcina Szulca 6 września, a 23 września zaakceptowany przez zarząd.

Oznacza to, że niezależnie od dwuletniej dyskwalifikacji Wójcik stracił również kontrakt sędziowski.

To bardzo istotna informacja, ponieważ pokazuje, że konsekwencje dla arbitra nie ograniczają się wyłącznie do zakazu prowadzenia spotkań przez określony czas.

„Tą karą chciano się mnie pozbyć”

Jeszcze mocniej brzmi ocena całej sytuacji przedstawiona przez samego Wójcika.

Sędzia powiedział wprost, że jego zdaniem karą chciano pozbyć się go ze struktur PZPN. Przekonywał również, że wcześniej próbował zmieniać sposób funkcjonowania Kolegium Sędziów od środka, zgłaszając problemy w rozmowach i wiadomościach.

 

To oczywiście stanowisko Wójcika, a nie udowodniony fakt. Nie mamy podstaw, aby stwierdzić, że decyzje wobec niego rzeczywiście stanowiły zaplanowany odwet.

 

Jednak po tym, co arbiter ujawnił podczas rozmowy, trudno nie oczekiwać odpowiedzi drugiej strony.

„Nie można nim sterować”

Jednym z najmocniejszych momentów całej rozmowy były słowa dotyczące ubiegłorocznych starań Wójcika o stanowisko przewodniczącego Kolegium Sędziów.

 

Według jego relacji podczas rozmów dotyczących kandydatury na zarządzie PZPN miały pojawiać się argumenty przeciwko jego wyborowi:

 

„Byle nie Wójcik”.

 

„Na Wójcika nic nie mamy”.

 

„Nie można nim sterować”.

 

„Powyrzuca wszystkich”.

 

Wójcik poszedł jeszcze dalej i publicznie zadeklarował, że ma świadków, którzy mogą potwierdzić jego wersję wydarzeń.

 

Trzeba tutaj zachować bardzo wyraźne rozróżnienie. Na ten moment są to twierdzenia Wójcika. Samo stwierdzenie, że posiada świadków, nie oznacza jeszcze potwierdzenia przedstawionej przez niego wersji.

 

Jeżeli jednak takie słowa rzeczywiście padły, szczególnie niepokojąco brzmi stwierdzenie, że potencjalnym problemem miało być to, iż sędzią „nie można sterować”.

 

Dlatego ten fragment rozmowy wymaga odpowiedzi PZPN.

 

Problemy z obsadami. „Bo są inni”

 

Wójcik opowiedział również o swojej sytuacji po powrocie do regularnego sędziowania.

 

Według jego relacji dobrze oceniane występy nie przekładały się na powrót do prowadzenia spotkań Ekstraklasy. Kiedy pytał o przyczynę braku nominacji, miał usłyszeć odpowiedź: „Bo są inni”.

 

Wójcik zwracał uwagę, że obserwował arbitrów popełniających poważne błędy, którzy mimo tego otrzymywali kolejne spotkania już tydzień później.

 

Przedstawił również historię testu biegowego. Po poślizgnięciu się i odczuciu lekkiego bólu Achillesa miał zrezygnować z dalszej części testu, deklarując gotowość do jego ukończenia w innym terminie. Później miał się dowiedzieć, że jednym z powodów braku obsady była… kontuzja.

 

Sam Wójcik twierdzi, że żadnej kontuzji uniemożliwiającej mu sędziowanie nie miał.

 

Ponownie – znamy tutaj przede wszystkim wersję arbitra. Ale liczba przedstawionych przez niego konkretnych sytuacji sprawia, że trudno sprowadzić cały konflikt wyłącznie do afery SMS-owej.

 

Japonia i godzina na decyzję

 

Kolejnym wątkiem przedstawionym przez Wójcika była wymiana sędziowska z Japonią.

 

Według arbitra po kilku tygodniach bez odpowiedzi nagle poinformowano go, że ma około godziny na podjęcie decyzji w sprawie wyjazdu, który miał rozpocząć się dziewięć dni później.

 

Wójcik ma trójkę dzieci, w tym syna z niepełnosprawnością, dlatego tak krótki czas na podjęcie decyzji miał stanowić dla niego poważny problem organizacyjny.

 

Ostatecznie zdecydował się na wyjazd. Wcześniej Marcin Szulc przedstawiał jednak inną perspektywę tej historii – tłumaczył, że Wójcik został zaproponowany jako zastępstwo po rezygnacji innego arbitra i że procedury były prowadzone tak szybko, jak było to możliwe.

 

To jeden z przykładów pokazujących, dlaczego w całej sprawie należy oddzielać zarzuty Wójcika od faktów, które zostały niezależnie potwierdzone.

 

Afera SMS-owa. Wójcik przedstawia swoją wersję

 

Wójcik wrócił również do wydarzeń, które bezpośrednio doprowadziły do jego dwuletniej dyskwalifikacji.

 

17 maja Adrian Siemieniec jako pierwszy skontaktował się z arbitrem. Wiadomość dotyczyła rozmowy z Pawłem Raczkowskim i zawodników Jagiellonii zagrożonych pauzą za żółte kartki.

 

Wójcik odpowiedział trenerowi, zamiast natychmiast uciąć rozmowę. To był jego błąd i tego elementu nie należy pomijać.

 

Później jednak sam przesłał zrzut korespondencji Raczkowskiemu. Dokumenty opisywane przez WP SportoweFakty wskazują, że Raczkowski następnie przekazał sprawę swojemu przełożonemu wraz ze screenami.

 

W rozmowie z Weszło Wójcik tłumaczył, że przesłał wiadomości właśnie dlatego, że nie chciał ukrywać kontaktu ze strony trenera.

 

I tutaj dochodzimy do jednego z największych paradoksów całej historii.

 

Gdyby Wójcik usunął rozmowę i nikomu o niej nie powiedział, być może sprawa nigdy nie ujrzałaby światła dziennego.

 

On jednak przekazał screen.

 

A później właśnie jego zachowanie skończyło się karą dwóch lat dyskwalifikacji.

 

Nie oznacza to, że odpowiedź udzielona Siemieńcowi była prawidłowa. Nie była. Ale przy ocenie intencji arbitra trudno całkowicie pominąć fakt, że sam ujawnił rozmowę innemu sędziemu.

 

Komisja Ligi jak „scena z Psów”

 

Wójcik bardzo krytycznie opisał również swoje przesłuchanie przed Komisją Ligi.

 

Jak mówił, miał wrażenie uczestniczenia w scenie przypominającej komisję weryfikacyjną z filmu „Psy”. Twierdzi również, że podczas postępowania przedstawiano go jako inicjatora kontaktu, choć dostępna korespondencja wskazuje, że pierwszą wiadomość wysłał Adrian Siemieniec.

 

To kolejny element, który powinien zostać dokładnie wyjaśniony.

 

Bo jeśli przy ustalaniu odpowiedzialności rzeczywiście przyjęto błędne założenie dotyczące tego, kto rozpoczął kontakt, może mieć to znaczenie dla oceny całego postępowania.

 

Dwa lata dla Wójcika. Sześć meczów dla Siemieńca

 

Pozostaje również kwestia proporcjonalności kar.

 

Adrian Siemieniec otrzymał sześć meczów dyskwalifikacji i 100 tysięcy złotych kary. Paweł Raczkowski został ukarany kwotą 50 tysięcy złotych.

 

Wójcik otrzymał dwa lata dyskwalifikacji.

 

Już po ogłoszeniu decyzji pojawiły się komentarze podważające proporcjonalność takiego rozstrzygnięcia.

 

Nie oznacza to automatycznie, że każda z tych osób powinna otrzymać identyczną sankcję. Odpowiadały za różne zachowania.

 

Ale różnica jest tak ogromna, że wymaga wyjątkowo przekonującego uzasadnienia.

 

Szczególnie że Wójcik nie tylko został zdyskwalifikowany, ale – jak ujawnił – rozwiązano również jego kontrakt.

 

Prokuratura i wcześniejszy konflikt

 

Nie można również zapominać, że konflikt Wójcika z Kolegium Sędziów rozpoczął się znacznie wcześniej.

 

W lipcu arbiter złożył zawiadomienie do prokuratury, przedstawiając zarzuty dotyczące m.in. mobbingu, gróźb oraz zniesławienia. Informował również, że o problemach miał wcześniej mówić przedstawicielom najwyższych władz PZPN.

 

Druga strona kwestionowała część jego wersji wydarzeń.

 

Dlatego samo zawiadomienie do prokuratury nie może być traktowane jako dowód potwierdzający zarzuty Wójcika.

 

Ale chronologia wydarzeń sprawia, że ten wątek jest istotny dla pełnego obrazu sytuacji.

 

Po tym LIVE PZPN powinien odpowiedzieć

 

Wczorajsza rozmowa nie udowodniła, że przeciwko Arkadiuszowi Kamilowi Wójcikowi zorganizowano akcję mającą zakończyć jego karierę.

 

I nie będziemy tego przedstawiać jako faktu.

 

Ale Wójcik postawił bardzo konkretne zarzuty.

 

Twierdzi, że podczas rozmów dotyczących jego kandydatury miało paść, że „nie można nim sterować”.

 

Twierdzi, że ma na to świadków.

 

Opisuje problemy z obsadami.

 

Przedstawia historię wyjazdu do Japonii.

 

Twierdzi, że dwuletnią karą chciano usunąć go ze struktur PZPN.

 

A dodatkowo ujawnił, że jego kontrakt został rozwiązany.

 

Każdy z tych elementów można próbować wyjaśnić osobno.

 

Problem w tym, że kiedy zestawimy je razem, powstaje obraz konfliktu znacznie większego niż jedna niefortunna wymiana wiadomości z trenerem Jagiellonii.

 

Teraz ruch należy do PZPN

 

Arkadiusz Kamil Wójcik przedstawił swoją wersję publicznie.

 

Padły nazwiska, konkretne sytuacje, daty i bardzo poważne zarzuty.

 

Dlatego teraz potrzebna jest odpowiedź drugiej strony.

 

Nie lakoniczny komunikat.

 

Odpowiedź na konkretne pytania.

 

Czy podczas rozmów o wyborze przewodniczącego rzeczywiście padło stwierdzenie, że Wójcikiem „nie można sterować”?

 

Jeżeli nie – czy PZPN zamierza jednoznacznie temu zaprzeczyć?

 

Dlaczego rozwiązano jego kontrakt?

 

Jakie dokładnie przesłanki uzasadniały dwa lata dyskwalifikacji?

 

Dlaczego według Wójcika przedstawiano go podczas postępowania jako inicjatora kontaktu z Siemieńcem, skoro wiadomość jako pierwszy wysłał trener?

 

I wreszcie – czy wcześniejszy konflikt Wójcika z Kolegium Sędziów miał jakikolwiek wpływ na późniejsze decyzje dotyczące jego kariery?

 

Wójcik przedstawił swoją wersję.

 

Teraz PZPN powinien przedstawić swoją.

 

Bo po tym, co usłyszeliśmy podczas sobotniej rozmowy, pytanie nie brzmi już wyłącznie:

 

„Czy dwa lata dyskwalifikacji to sprawiedliwa kara?”

 

Pojawiło się znacznie poważniejsze:

 

Czy Arkadiusz Kamil Wójcik został ukarany wyłącznie za swój błąd, czy jego konflikt z władzami środowiska sędziowskiego miał wpływ na to, jak potoczyła się jego sprawa?

 

Dopóki nie poznamy przekonujących odpowiedzi, wątpliwości wokół tej historii raczej nie znikną.

 

Wręcz przeciwnie – po wczorajszym LIVE jest ich jeszcze więcej.

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *