Raków obnaża Legię przed jej własnymi kibicami.

W starciu mistrza z uczniem niespodziewanie to ten drugi zgarnia pełną pulę. Mistrz zaś zostaje z niczym oprócz dużej ilości materiału do analizy na kilka kolejnych tygodni. 

Od pierwszych minut spotkania widać było, że to drużyna trenera Szwargi chce być stroną dominującą w tym starciu. Nisko wycofaną Legię jedynie sporadycznie stać było na szybo wyprowadzoną kontrę, która i tak rozbijała się o obronę przyjezdnych. 

Defensywna postawa Wojskowych była czymś czego mogliśmy spodziewać się po ekipie Marka Papszuna jeszcze przed meczem. Tym czego jednak nie przewidzieliby nawet najlepsi jasnowidze to fakt, że to właśnie podopieczni trenera Papszuna stracą bramkę jako pierwsi. Jednak dokładnie tak też się stało, gdy w 21. minucie po długim prostopadłym podaniu Frana Tudora do piłki dopadł Patryk Makuch, który płaskim strzałem pokonał bramkarza gospodarzy. Zaliczając 8. trafienie w sezonie Makuch został najlepszym strzelcem wśród polskich zawodników, przeganiając Bartosza Nowaka i Karola Czubaka. 

Nowy najlepszy polski snajper przed kolejną świetną sytuacją stanął w 33. minucie. Dobiegł do odbitej przez Otto Hindricha piłki i mając okazję pokonać podnoszącego się jeszcze bramkarza jedynie obił słupek. 

Do końca pierwszej połowy ani Raków ani Legia nie wykreowały sobie już tak dogodnej sytuacji jak te Makucha i pomimo doliczenia łącznie 5 minut wynik nie uległ już zmianie. 

Przegrywająca ekipa gospodarzy zapewne usłyszała kilka gorzkich słów ze strony szkoleniowca w przerwie. Reprymenda trenera szybko przyniosła skutek, ponieważ już w 56. minucie wrzucona w pole karne Rakowa piłka znalazła Kacpra Chodynę, który potężnym strzałem umieścił ją w siatce gości.  

Remisowy wynik nie utrzymywał się jednak zbyt długo. Dwie minuty po trafieniu Chodyny, Raków po raz kolejny objął prowadzenie za sprawą zabójczo precyzyjnego strzału Ericka Otieno. Kenijczyk nie miał zamiaru poprzestać jedynie na golu i trzy minuty później dołożył asystę do trafienia Oliwiera Kwiatkowskiego. 

Otwarty w 53. minucie przez Kacpra Chodynę worek z bramkami wypluwał z siebie kolejne trafienia. Tym razem jednak były to gole gospodarzy. Kontaktowe trafienie zdobył w 63. minucie Vahan Bichakhchyan, który popisał się na prawdę ładnym strzałem z linii 16. metra. Po kontakcie przyszła pora na wyrównanie, do którego doszło za sprawą trafienia Deziela Jr. Obrońca stołecznej ekipy pokonał Tarika Karicia strzałem głową po rzucie rożnym. Radość kibiców przy Łazienkowskiej nie trwała jednak zbyt długo, ponieważ gol nie został uznany. 

Jeżeli nieuznany gol Deziela Jr. nie okazał się wystarczającym ciosem dla Wojskowych, niewątpliwie kolejna stracona bramka byłaby już uderzeniem nokautującym dla gospodarzy. Trafienie, które już niemalże wyłączyło Legionistów z gry nadeszło w 72. minucie. Właśnie wtedy po zamieszaniu w polu karnym Legii piłka trafiła do Oliwera Kwiatkowskiego, który mając przed sobą jedynie bramkarza przeciwników pewnie skierował piłkę do jego bramki. 

Przedostatni ligowy mecz przed przerwą reprezentacyjną niespodziewanie wygrywa Raków Częstochowa dobitnie obnażając słabości Legii. Drużyna ze stolicy ma teraz dużo czasu by przeanalizować swoje błędy i wymyślić jak mogłaby zacząć gonić coraz bardziej uciekający jej czub tabeli.

GŁOS CZYTELNIKÓW

DYSKUSJA.

GŁOS CZYTELNIKÓW

DYSKUSJA.

0 komentarzy
0 komentarzy

Na razie cisza. Rozpocznij dyskusję!