Górnik pudłował, Janża zrobił swoje. Wieczysta wyjechała bez punktów i pożegnała trenera.

Górnik Zabrze pokonał Wieczystą Kraków 2:1 i przerwał serię trzech ligowych remisów. Znów długo płacił za nieskuteczność, znów wystawiał cierpliwość kibiców na próbę. Wreszcie w 90. minucie Erik Janża ustawił piłkę, przymierzył z rzutu wolnego i zakończył czekanie.

Zanim przy Roosevelta zaczęła się walka o punkty, stadion uczcił minutą ciszy ofiary tragedii w Krakowie. Na trybunach nie brakowało osób, które dopiero na miejscu poznawały dramatyczne wiadomości. Kiedy pojawiały się pierwsze informacje, byli w drodze na mecz.

Górnik potrzebował zwycięstwa. Po trzech ligowych remisach z rzędu punkt przestał być wynikiem, który można przyjąć ze spokojem. Wieczysta przyjechała natomiast do Zabrza po czterech kolejnych porażkach. Okazja do przełamania była dobra. Trzeba było jeszcze wykorzystać te, które pojawiały się pod bramką.

A z tym gospodarze tradycyjnie już mieli problem.

Pudła Prekopa przestają bawić

Od początku najwięcej zamieszania robił Maksym Chłań. Brał piłkę, ruszał na rywala, szukał strzału. Mateusz Kochalski szybko dostał okazję, żeby się rozgrzać. Kilka okazji, bo Ukrainiec regularnie sprawdzał jego czujność.

W 21. minucie Chłań zrobił jednak wszystko, żeby bramkarz Wieczystej nie miał nic do powiedzenia. Wyłożył piłkę Erikowi Prekopowi, a Słowak z kilku metrów, mając przed sobą niemal pustą bramkę, posłał ją nad poprzeczką.

Takich sytuacji napastnik po prostu nie może marnować.

Wokół Prekopa od dawna trwa dyskusja o cierpliwości, zaufaniu i potrzebnym przełamaniu. Sobotni występ nie dostarczył argumentów jego obrońcom. Już podczas rozgrzewki część kibiców za bramką ostentacyjnie wiwatowała po jego pudłach. Trudno uznać to za pomoc w odbudowie pewności siebie, ale trudno też nie zauważyć, jak mocno wyczerpała się cierpliwość trybun.

Później była jeszcze niefortunna próba opanowania wysokiej piłki, po której Prekop trafił nią we własną twarz. Obrazek gotowy do internetowego obiegu. Górnik potrzebował jednak od swojego napastnika czegoś zupełnie innego.

Dwie minuty i odpowiedź

Niewykorzystane okazje zabolały w 31. minucie. Lucas Piazon uderzył, piłka odbiła się od Maximiliana Dietza i zmyliła Philippa Schulzego. Wieczysta prowadziła, choć wcześniej znacznie więcej pracy miał jej bramkarz.

Górnik nie zdążył na dobre zacząć rozpamiętywać straconego gola. Chłań przedarł się lewą stroną i wycofał do nadbiegającego Ondřeja Zmrzlego. Czech zrobił to, czego wcześniej zabrakło Prekopowi. Trafił. W 33. minucie było już 1:1.

Zmrzlý coraz lepiej odnajduje się po prawej stronie defensywy, gdzie zastępuje kontuzjowanego Michala Sáčka. Nie ogranicza się do pilnowania własnego sektora. Włącza się do ataków, pojawia w polu karnym, daje kolegom dodatkową opcję. Tym razem dał również gola. Jeśli utrzyma taką dyspozycję, powrót Sáčka wcale nie musi oznaczać automatycznej zmiany na tej pozycji.

Przy wyrównaniu znów najwięcej dobrego zrobił Chłań. Dynamiczny, zdecydowany, trudny do zatrzymania. Takiego skrzydłowego kibice pamiętali z poprzedniego sezonu i na takiego czekali w ostatnich tygodniach.

Do przerwy przewaga Górnika wystarczyła jednak tylko na remis.

Dwa pola karne, jedna wielka awantura

Po zmianie stron gospodarze nie ruszyli od razu z kolejnym szturmem. Wieczysta złapała trochę oddechu, a Górnik potrzebował impulsu z ławki.

Moim zdaniem Prekop powinien był zostać w szatni już po pierwszej połowie. Michal Gašparík poczekał do 61. minuty. Wtedy za Słowaka wszedł Janis Antiste, a Kacpra Urbańskiego zastąpił Sondre Liseth.

Zejście Urbańskiego również trudno uznać za zaskoczenie. Pomocnik jest ostatnio w słabszej dyspozycji, a przedłużająca się nieobecność Lukáša Sadílka ogranicza trenerowi możliwości w środku pola.

Dwóch napastników miało pomóc gospodarzom przechylić mecz na swoją stronę. Niedługo później zrobiło się jednak gorąco pod obiema bramkami.

Najpierw w polu karnym Wieczystej upadł Liseth. Zabrzanie domagali się jedenastki, ale Wojciech Myć pozwolił grać dalej. Goście wyprowadzili kontrę. Dietz źle ocenił lot piłki, która przeleciała mu nad głową, a za jego plecami ruszył Lisandro Semedo.

To był znacznie poważniejszy zarzut do obrońcy niż pechowy rykoszet przy pierwszym golu. Zastępujący zawieszonego Rafała Janickiego Niemiec zostawił rywalowi otwartą drogę do bramki.

Semedo niedokładnie przyjął jednak piłkę i dał Janży czas na powrót. Kapitan Górnika wykonał wślizg, zawodnik Wieczystej upadł, a sędzia uznał, że próbował wymusić rzut karny. Pokazał mu drugą żółtą, a następnie czerwoną kartkę.

Tyle że po konsultacji z asystentem Myć wycofał karę. Semedo został na boisku, jedenastki nie było. W jednej akcji oba zespoły domagały się rzutu karnego, a goście przez chwilę grali już w osłabieniu. Ostatecznie wróciliśmy do punktu wyjścia: 1:1 i jedenastu na jedenastu.

Kochalski bronił, Chłań nie odpuszczał

Z czasem Górnik znów zaczął przyciskać. Próbowali Paulo Bernardo i Zmrzlý, kolejne akcje napędzał Chłań. Na drodze regularnie stawał Kochalski.

Bramkarz Wieczystej rozegrał świetne spotkanie. Interweniował przy strzałach, które spokojnie mogły skończyć się golami, i długo utrzymywał gości w grze o punkt. W krakowskim zespole trudno wskazać kogoś, kto zasłużył na równie mocne wyróżnienie.

Po stronie Górnika moim zawodnikiem meczu był Chłań. Miał asystę, powinien mieć przynajmniej drugą, sam również szukał bramki. Nie znikał po nieudanej akcji. Brał piłkę i próbował ponownie.

Dopiero po spotkaniu jego występ zyskał dodatkowy kontekst. W rozmowie z nami opowiedział o śmierci ojca swojej partnerki, który zginął na froncie. Za świetnym występem stał człowiek przeżywający bardzo trudne chwile.

Janża zakończył czekanie

Minuty uciekały, wynik się nie zmieniał. Coraz bliżej był czwarty ligowy remis z rzędu. Co więcej, tuż przed rozstrzygnięciem Semedo jeszcze raz zagroził bramce Schulzego. Górnik zostawiał sobie zdecydowanie zbyt mały margines błędu.

W 90. minucie gospodarze dostali rzut wolny przed polem karnym. Do piłki podszedł Janża.

Kapitan uderzył kapitalnie. Piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki, a przy Roosevelta wybuchła radość. Kochalski tym razem nie był w stanie uratować swojego zespółu od utraty gola.

Górnik wreszcie miał swoje 2:1.

Zwycięstwo nie zmienia oceny wcześniejszych problemów. Zabrzanie zapracowali na trzy punkty, tylko niepotrzebnie kazali sobie na nie czekać do ostatniej minuty regulaminowego czasu. Przy tylu okazjach kapitan nie powinien być zmuszony ratować zespołu strzałem, który trudno będzie powtórzyć na zamówienie.

Po meczu Wieczysta pożegnała Kopicia

Żeljko Kopić na konferencji oceniał występ swojej drużyny dość łagodnie.

„Nie mam zbyt wielu powodów do narzekania na nasz dzisiejszy występ” – mówił szkoleniowiec Wieczystej.

Podkreślał zaangażowanie zawodników i wskazywał, że podaniami za linię obrony Górnika można było ugrać więcej. Jego zespół rzeczywiście miał takie momenty. Przede wszystkim miał jednak Kochalskiego, bez którego wynik mógł wyglądać znacznie gorzej.

Kilka godzin później klub poinformował o zakończeniu współpracy z chorwackim trenerem. Spotkanie w Zabrzu okazało się jego ostatnim na ławce Wieczystej.

Górnik przerwał serię remisów, Wieczysta poniosła piątą ligową porażkę z rzędu. Jedni dostali chwilę oddechu, drudzy zaczynają szukać kolejnego pomysłu na wyjście z kryzysu.

A przy Roosevelta beniaminkowie najwyraźniej mają ustalony wynik. Śląsk, Wisła i teraz Wieczysta. Trzy wizyty, trzy zwycięstwa Górnika po 2:1. Scenariusze się zmieniają. Rachunek na koniec pozostaje ten sam.

GŁOS CZYTELNIKÓW

DYSKUSJA.

GŁOS CZYTELNIKÓW

DYSKUSJA.

0 komentarzy
0 komentarzy

Na razie cisza. Rozpocznij dyskusję!