Trzy mecze, zero punktów. Co się dzieje niedobrego z Rakowem Częstochowa?

W niedzielne popołudnie Raków Częstochowa przegrał na wyjeździe z Cracovią 1:2. Dla podopiecznych Dawida Kroczka jest to trzecia porażka ligowa w obecnym sezonie, w efekcie czego „Medaliki” z zerowym dorobkiem punktowym zamykają aktualnie tabelę PKO BP Ekstraklasy.

Częstochowski falstart czy to już duży krzyys?

Raków Częstochowa w dotychczasowych trzech rozegranych spotkaniach ligowych gra dość przewidywalnie – wszystkie jego mecze kończą się porażkami 1:2. Zarówno ze Śląskiem Wrocław, jak i z Cracovią ekipa spod Jasnej Góry potrafiła pierwsza strzelić gola, by potem wszystko zepsuć i pozwolić przeciwnikom cieszyć się ze zdobytych punktów.

Na obecną chwilę gołym okiem widać, że Raków Częstochowa chce za wszelką cenę awansować do fazy ligowej Ligi Konferencji UEFA. Problem w tym, że jego styl gry jest okropny, a defensywa wygląda jak dziury na polskich drogach. Jeśli tak dalej pójdzie, sam Dawid Kroczek może już w sierpniu stracić posadę. Patrząc na letnie transfery dokonane w Częstochowie, zarząd klubu również nie pomógł swojemu trenerowi.

Z klubu odeszła chociażby największa gwiazda Rakowa w ostatniej kampanii – norweski napastnik Jonatan Braut Brunes, który przeszedł do czeskiej Sparty Praga za 6 milionów euro (kwota ta po dodatkowych bonusach może wzrosnąć do 7,5 miliona euro). Dla samego Rakowa był to drugi najwyższy transfer wychodzący w historii, zaraz po Chorwacie Ante Crnacu, który w sierpniu 2024 roku trafił do Norwich City za 11 milionów euro. Do tego trzeba dodać odejście portugalskiego napastnika Leonardo Rochy za 1,1 miliona euro do japońskiego JEF United Ichihara Chiba oraz sprzedaż młodzieżowego reprezentanta Polski, Ariela Mosóra, za 500 tysięcy euro do Korony Kielce. Częstochowski klub opuścili też za darmo jedni z najbardziej zasłużonych graczy w historii drużyny: Zoran Arsenić (trafił do Legii Warszawa) oraz Ivi López (przeszedł do greckiego Iraklisu Saloniki).

A kto trafił na Limanowskiego? Zastępcą Brunesa został były gracz Legii Warszawa i 61-krotny reprezentant Azerbejdżanu, Mahir Emreli, wypożyczony do końca sezonu z drugobundesligowego 1. FC Kaiserslautern. Za 750 tysięcy euro z MTK Budapest pozyskano Adina Molnara, a w ostatnich dniach drużynę Dawida Kroczka wzmocnił 5-krotny reprezentant Czarnogóry, Marko Perović. Aby wyciągnąć go z hiszpańskiej UD Almeríi, trzeba było zapłacić milion euro. Dodatkowo w ramach wolnego transferu z francuskiego SM Caen trafił 25-letni środkowy obrońca z Wybrzeża Kości Słoniowej, Dieudonné Gaucho Debohi. Łącznie za kwotę 400 tysięcy euro z pierwszoligowych zespołów (Polonii Bytom i Ruchu Chorzów) do Częstochowy przenieśli się Oskar Kwiatkowski i Jakub Jendryka. Na deser, w ramach wzmocnienia bramki, z Bośni i Hercegowiny sprowadzono 20-letniego młodzieżowego reprezentanta tego kraju, Tarika Karicia.

Jak to wygląda na samym boisku? Po prostu fatalnie i beznadziejnie. Emreli, mimo ogromnego doświadczenia w europejskich pucharach i na różnych boiskach Europy, nie jest napastnikiem w typie Brunesa, który gwarantuje po 15 goli w sezonie. Oczywiście uda mu się parę razy pokonać bramkarzy rywali, ale tylko w sezonach 2020/21 i 2023/24 przekroczył barierę dwucyfrowej liczby bramek, co o czymś świadczy. Nie można mu jednak odmówić dużego zaangażowania – w przeciwieństwie do innych graczy Rakowa, choćby Jeana Carlosa. Ten ostatni wydaje się w bardzo dużym stopniu odpowiedzialny za stratę goli w eliminacjach do Ligi Konferencji UEFA, jak i w lidze. Pozyskanie Debohiego na razie można uznać za klops – linia obrony jest bardzo słabo skonsolidowana, a przeciwnicy bez problemu pokonują Kacpera Trelowskiego. Co do Kwiatkowskiego i Jendryki, ciężko coś powiedzieć, bo grają za mało lub w ogóle – jak były gracz Ruchu Chorzów, który dziś znów znalazł się na ławce rezerwowych. I to mimo faktu, że Jean Carlos jest daleko od optymalnej formy, Erick Otieno nie był gotowy na 90 minut, a na pozycji lewego pomocnika musiał wystąpić Michael Ameyaw.

Gdy w lutym 2024 roku Raków również nie punktował regularnie (co zakończyło się 7. miejscem w lidze, brakiem pucharów i zwolnieniem Dawida Szwargi oraz ponownym powrotem Marka Papszuna do Częstochowy) wlaściciel Rakowa Częstochowa – Michał Świerczewski pisał na X, że Raków stał się ligowym średniakiem. Dziś wydaje się, że nawet jeśli uda im się wygrać w dwumeczu z chorwackim Hajdukiem Split i awansują do fazy ligowej Ligi Konferencji UEFA, to rozgrywki ligowe mogą być dla tego zespołu gwoździem do trumny. Jeżeli nic się w Częstochowie nie zmieni, zamiast walki o europejskie puchary w kolejnej kampanii, Raków będzie musiał drżeć o ligowy byt. Trzeba też przyznać, że odkąd do Legii Warszawa odszedł Marek Papszun, ani Łukasz Tomczyk, ani teraz Dawid Kroczek nie potrafią nawiązać do sukcesów obecnego trenera 15-krotnego Mistrza Polski.

GŁOS CZYTELNIKÓW

DYSKUSJA.

GŁOS CZYTELNIKÓW

DYSKUSJA.

0 komentarzy
0 komentarzy

Na razie cisza. Rozpocznij dyskusję!