Górnik wywozi punkt z Lublina. Na przerwę schodzi jako lider

Nie było piątego ligowego zwycięstwa z rzędu, nie było nawet gola, ale najważniejsza informacja po sobotnim wieczorze jest taka: Górnik Zabrze pozostaje liderem Ekstraklasy.

Trójkolorowi zremisowali na wyjeździe z Motorem Lublin 0:0 i na długą przerwę reprezentacyjną schodzą z samego szczytu tabeli. Niedosyt? Zdecydowanie. Zwłaszcza że zabrzan od zwycięstwa dzieliły centymetry i jedna bardzo kontrowersyjna decyzja sędziego.

Górnik przyjechał do Lublina jako lider i od pierwszych minut wyglądał jak drużyna, która nie zamierza tej pozycji nikomu oddawać. Początek należał do zespołu Michala Gašparíka, a gospodarzy dwukrotnie uratowała konstrukcja bramki.

Najpierw z dystansu uderzył Malthe Højholt. Piłka ominęła Gašpera Tratnika, ale zatrzymała się na słupku. Chwilę później zabrzanie byli jeszcze bliżej. Maksym Chłań spróbował efektownie przelobować bramkarza Motoru i tym razem zabrakło dosłownie kilku centymetrów. Piłka odbiła się od poprzeczki.

Słupek, poprzeczka i wciąż 0:0. Początek sugerował, że gol dla Górnika jest tylko kwestią czasu.

Nie był.

Po mocnym wejściu zabrzan spotkanie zaczęło się wyrównywać. Motor uporządkował grę, zagęścił środek pola i skutecznie ograniczał przestrzeń przed własnym polem karnym. Górnik miał piłkę, próbował przyspieszać, ale z każdą kolejną minutą coraz trudniej było znaleźć drogę pod bramkę Tratnika.

 

Karny?

Najwięcej emocji w pierwszej połowie nie przyniosła jednak żadna efektowna akcja, tylko sytuacja z Janisem Antiste.

W polu karnym Motoru Marek Bartoš nadepnął napastnika Górnika. Kontakt był wyraźny. Antiste znalazł się na murawie, ale gwizdek Pawła Malca milczał. Jedenastki nie było.

I tutaj zaczyna się dyskusja, która po meczu rozgrzała kibiców znacznie bardziej niż sam bezbramkowy remis.

Tłumaczenie, że nadepnięcie mogło być przypadkowe albo że zawodnik Motoru nie widział stopy rywala, niewiele zmienia. Przepisy nie wymagają przecież od zawodnika zamiaru sfaulowania przeciwnika. Liczy się samo przewinienie i sposób, w jaki dochodzi do kontaktu. Jeśli zawodnik zachowuje się nieostrożnie i nadeptuje rywala, arbiter może zakwalifikować to jako faul. Jeśli dzieje się to w polu karnym, konsekwencją powinien być rzut karny.

Paweł Malec sytuację ocenił inaczej. Decyzja pozostała w mocy, a Górnik został bez jedenastki.

To oczywiście nie oznacza, że można cały remis sprowadzić do jednej decyzji arbitra. Górnik miał wystarczająco dużo czasu, żeby znaleźć inną drogę do bramki. Ale przy meczu tak zamkniętym, w którym sytuacji było jak na lekarstwo, właśnie takie detale ważą najwięcej.

 

Po przerwie więcej szachów niż futbolu

Druga połowa była już znacznie bardziej zachowawcza.

Motor miał swoją bardzo dobrą okazję po kontrataku. Gospodarze wyszli dwóch na jednego, ale Mbaye N’Diaye zepsuł podanie do Karola Czubaka i Schulze mógł odetchnąć.

Zabrzanie z kolei coraz częściej odbijali się od dobrze ustawionej defensywy gospodarzy. Gašparík próbował reagować. Na boisku pojawili się Erik Prekop, Paulo Bernardo, Zeidane Inoussa i Yvan Ikia Dimi. Świeża krew nie przyniosła jednak przełomu.

W końcówce Górnik jeszcze raz mocniej zapukał do bramki Motoru. Ondřej Zmrzlý huknął z dystansu, ale Tratnik był na posterunku.

 

0:0 zostało do końca.

Można narzekać na skuteczność. Można żałować słupka Højholta i poprzeczki Chłania. Można wracać do sytuacji Antiste. Ostatecznie Górnik po raz pierwszy w tym sezonie nie wygrał ligowego meczu na wyjeździe, ale jednocześnie po raz kolejny zachował czyste konto i dopisał punkt na trudnym terenie.

A czasami właśnie takie punkty zaczynają wyglądać znacznie lepiej dopiero kilka miesięcy później.

 

Lider wysyła ludzi w świat

Teraz Ekstraklasa na moment schodzi na dalszy plan. I tutaj dochodzimy do czegoś, co jeszcze niedawno w przypadku polskiego klubu brzmiałoby niemal absurdalnie.

Górnik Zabrze wyśle na najbliższe zgrupowania seniorskich reprezentacji narodowych aż ośmiu zawodników.

Kacper Urbański pojedzie na kadrę Polski. Erik Janža na zgrupowanie reprezentacji Słowenii. Michal Sáček został powołany przez Czechów, Maksym Chłań przez Ukrainę, Yvan Ikia Dimi przez Kongo, Peter Federico przez Dominikanę, Janis Antiste przez Martynikę, a Erik Prekop przez Słowację.

Ośmiu.

To rekord w historii Górnika, a najprawdopodobniej również rekord Ekstraklasy pod względem liczby zawodników jednego klubu powołanych jednocześnie do seniorskich reprezentacji narodowych.

Jeszcze kilka lat temu w Zabrzu wydarzeniem było jedno zagraniczne powołanie. Teraz po zakończeniu kolejki trzeba właściwie sprawdzać rozkład lotów.

To też najlepiej pokazuje, jak zmieniła się kadra Górnika. Zabrzanie nie tylko prowadzą w tabeli. Mają w składzie piłkarzy regularnie zauważanych przez selekcjonerów reprezentacji z Europy, Afryki i strefy CONCACAF.

Na przerwę patrzą na wszystkich z góry

Remis w Lublinie przerwał serię czterech kolejnych ligowych zwycięstw Górnika. Nie przerwał jednak najważniejszej serii tego momentu sezonu – kolejki spędzonej na pierwszym miejscu.

Po dziewięciu spotkaniach zabrzanie mają 22 punkty i na przerwę reprezentacyjną schodzą jako lider Ekstraklasy.

Czy w Lublinie można było ugrać więcej? Jasne.

Czy po dwóch trafieniach w obramowanie bramki i kontrowersji z Antiste można czuć niedosyt? Jeszcze jak.

Ale tabela nie pyta, kto trafił w słupek, komu zabrakło centymetrów i kto powinien dostać rzut karny.

Tabela mówi jedno.

Górnik Zabrze jest liderem Ekstraklasy. I przez najbliższe tygodnie nikt mu tego nie odbierze.

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *