Są numery, które po zakończeniu sezonu po prostu zmieniają właściciela. Jeden piłkarz odchodzi, drugi przychodzi, a na jego plecach pojawia się ta sama liczba. Są jednak też takie numery, które z czasem zaczynają znaczyć coś więcej. W Górniku Zabrze właśnie taki los może czekać „dziesiątkę” Lukasa Podolskiego.
W niedzielę na platformie X zastanawiałem się, co klub powinien zrobić z numerem 10 po zakończeniu kariery mistrza świata.
„Numer 10 po Podolskim — oddać kolejnemu piłkarzowi czy zastrzec na zawsze? Ja mam wrażenie, że po jego odejściu ten numer już nigdy nie będzie »zwykłą dziesiątką«” – napisałem.
Na wpis odpowiedział Michał Siara, członek zarządu Górnika. I zdradził, że w klubie decyzja – przynajmniej na razie – już zapadła.
Gwoli informacji to decyzją Zarządu, na dzisiaj tego numeru nikt nie dostanie. Kiedyś może wrócimy do tematu… https://t.co/498o25ZAHT
— Michał Siara (@SiaraMichal) August 23, 2026
To ważne rozróżnienie: nie oznacza ono jeszcze, że numer 10 został w Górniku oficjalnie zastrzeżony na zawsze. Klub zostawia sobie otwartą furtkę. Jednocześnie przekaz jest jasny – bezpośrednio po Podolskim nikt nie wybiegnie przy Roosevelta z „dziesiątką” na plecach.
I chyba trudno wyobrazić sobie inne rozwiązanie.
Podolski przez niemal całą swoją wielką karierę budował markę właśnie wokół tej liczby. LP10 dawno przestało być jedynie zestawieniem inicjałów i numeru na koszulce. Stało się jego znakiem rozpoznawczym – obecnym w futbolu, biznesie i całym wizerunku mistrza świata.
Dlatego także jego powrót do Zabrza od początku był nierozerwalnie związany z numerem 10. Kiedy spełnił obietnicę i został piłkarzem Górnika, właściwie nikt nie wyobrażał go sobie z inną liczbą na plecach. Z każdym kolejnym sezonem zabrzańska „dziesiątka” coraz mocniej kojarzyła się właśnie z nim.
Nie oznacza to jednak, że historia tego numeru w Górniku zaczęła się wraz z Podolskim. Wręcz przeciwnie.
Z numerem 10 w zabrzańskim klubie występowały wcześniej postacie, których nikomu przedstawiać nie trzeba. Włodzimierz Lubański, Andrzej Szarmach, Erwin Wilczek, Stanisław Oślizło czy Jerzy Brzęczek – to tylko część nazwisk związanych z zabrzańską „dziesiątką”. W późniejszych latach nosili ją również m.in. Rafał Kurzawa czy Łukasz Wolsztyński.
To pokazuje, że numer 10 w Górniku nigdy nie należał do jednego człowieka. Przechodził z pokolenia na pokolenie i pojawiał się na plecach wielu ważnych zawodników. Podolski zrobił jednak coś, co we współczesnym futbolu zdarza się coraz rzadziej – połączył numer ze swoim nazwiskiem tak mocno, że trudno dziś traktować go jak zwykły element kadry.
Być może za kilka lat temat wróci. Być może pojawi się piłkarz, któremu klub ponownie powierzy „10”. W końcu historia Górnika pokazuje, że ten numer należał już do wielu wielkich postaci.
Ale nie teraz.
Pierwszy zawodnik, który założyłby tę koszulkę bezpośrednio po Podolskim, musiałby zmierzyć się nie tylko z oczekiwaniami kibiców, ale też z nieuniknionymi porównaniami. Każde zagranie, każdy gol i każdy słabszy mecz odbywałyby się w cieniu poprzednika.
Dlatego dobrze, że zabrzańska „dziesiątka” na jakiś czas odpocznie.
Czasami pusty numer na liście zawodników mówi o jego poprzednim właścicielu więcej niż kolejna tablica pamiątkowa. A w przypadku Lukasa Podolskiego „10” jeszcze długo nie będzie przy Roosevelta zwykłą liczbą.
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.








Dodaj komentarz