Jakub Kamiński przeżywa ciężki czas po transferze do Benfiki Lizbona. Po powrocie pierwszoplanowych gwiazd do zespołu polski skrzydłowy został zepchnięty do roli głębokiego rezerwowego. Konkurencję na swojej pozycji ma ogromną, ale o tym Polak wiedział w momencie transferu. Co w takim razie jest „nie tak” z polskim skrzydłowym?
Sezon 2025/26 był naprawdę udany w wykonaniu Jakuba Kamińskiego. Na wypożyczeniu w FC Koeln Polak stał się liderem drużyny i „prawą ręką” trenera na boisku. To m.in dzięki jego postawie „Die Geißböcke” utrzymali się w Bundeslidze. W 34 ligowych spotkaniach 24-latek zdobył 7 bramek, do których dorzucił 3 asysty. Co więcej, był jednym z najciężej pracujących zawodników w całej lidze będąc w topie niektórych statystyk dotyczących pressingu czy kilometrów przebiegniętych na niemieckich boiskach. Kamiński wdarł się również do podstawowego składu Reprezentacji Polski. Oprócz wybiegania i ogromnego zaangażowania potrafił też dawać jakość i zrozumienie taktycznie, co pozwalało mu być jednym z najsolidniejszych punktów naszej kadry.
Latem FC Koeln zdecydowało się na wykup Polaka z Wolfsburga. Po świetnym sezonie, na stole władz klubu z Kolonii pojawiło się wiele ofert z bardzo mocnych europejskich marek. Zainteresowanymi usługami polskiego skrzydłowego miały być m.in Brighton, Newcastle czy RB Lipsk. Kamiński zdecydował się jednak na transfer do Benfiki Lizbona.
Lizbona: nie tak gładko jak w Porto
Przenosiny do stolicy Portugalii oznaczały dołączenie do licznego grona Polaków grających już od jakiegoś czasu w ojczyźnie Cristiano Ronaldo. Być może to właśnie dobre występy Bednarka, Kiwiora czy Oskara Pietuszewskiego skłoniły włodarzy Benfiki do wyłożenia 17 mln euro na Kamińskiego. Wychowanek Lecha Poznań nie ma jednak tyle szczęścia co jego rodacy jeśli chodzi o wejście do drużyny.
Początkowo korzystał na tym, że część piłkarzy w pierwszych meczach sezonu odpoczywała jeszcze po mistrzostwach świata. Wystąpił od pierwszej minuty w obu spotkaniach dwumeczu z Saint Gallen w kwalifikacjach do Ligi Europy, notując nawet asystę w rewanżu Estadio Da Luz. Niestety po powrocie Lukebakio, Prestianiego i Schjelderupa w 5 następnych spotkaniach przebywał na boisku przez zaledwie 22 minuty.
🇵🇱 Jakub Kamiński zagrał TYLKO 22 MINUTY w 5 meczach 🇵🇹 Benfiki!
⏰ 6 minut z 🇩🇰 Aarhus
❌ Ławka z 🇵🇹 Casa Pia
⏰ 11 minut z 🏴 Hearts
❌ Ławka z 🇵🇹 Viseu
⏰ 5 minut z 🏴 HeartsPolak ❌ NIE MOŻE na razie przekonać do siebie trenera!
ℹ️Wiedza o Wygrywaniu pic.twitter.com/dEEBItel49
— Newsy.Sportu (@Newsy_Sportu) August 25, 2026
Od pierwszych spotkań dało się wyczuć, że Polakowi nie udało się zrobić dobrego pierwszego wrażenia na kibicach „Encarnados”. Po debiucie media i kibice oceniając występ nowego skrzydłowego zaznaczały, że widać zaangażowanie ale brakuje konkretów z piłką przy nodze.
„Był aktywny i starał się utrzymywać szerokość gry, ale wciąż brakuje mu wielu elementów — przede wszystkim umiejętności robienia różnicy w pojedynkach. Nie można odmówić mu zaangażowania, jednak niewiele z tego wynikało” — napisał „Record”, który w skali 1-6, wystawił Kamińskiemu ocenę 2.
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.







Dodaj komentarz