Legia Warszawa urządziła przy Łazienkowskiej prawdziwy pokaz siły. Wojskowi rozbili Radomiaka Radom aż 5:0, zdobywając trzy bramki już w pierwszych 17 minutach. Dwa trafienia zanotował Bartosz Kapustka, a swój debiut w barwach Legii zaliczył Jan Kuchta.
Legia potrzebowała odpowiedzi. Dostała ją z nawiązką
Przed spotkaniem z Radomiakiem wiele mówiło się o tym, że Legia powinna odpowiedzieć na remis 1:1 z Koroną Kielce. Punkt zdobyty na wyjeździe nie był tragedią, ale zarówno styl gry, jak i końcowy rezultat pozostawiły pewien niedosyt.
Marek Papszun oczekiwał poprawy. I właśnie ją otrzymał.
Chyba jednak mało kto spodziewał się, że odpowiedź będzie aż tak efektowna.
Od pierwszego gwizdka Legia wyglądała jak zespół, który dokładnie wie, po co wyszedł na murawę. Nie było długiego badania przeciwnika ani spokojnego wchodzenia w spotkanie.
Wojskowi ruszyli do ataku.
Po 17 minutach było już 3:0.
Radomiak właściwie nie zdążył rozpocząć meczu, a znalazł się już w sytuacji niemal beznadziejnej.
Trzy gole w 17 minut. Legia rozpoczęła koncert
Pierwszy cios gospodarze wyprowadzili już w 7. minucie.
Na listę strzelców wpisał się Michal Ševčík. Dla Czecha był to wyjątkowy moment – pierwszy ligowy występ w barwach Wojskowych i od razu bramka.
Kibice nie zdążyli jeszcze dobrze nacieszyć się prowadzeniem, a Legia uderzyła ponownie.
W 10. minucie było już 2:0. Tym razem bramkę zdobył Rafał Augustyniak.
I to nadal nie był koniec.
Minęło zaledwie siedem kolejnych minut i na tablicy wyników pojawiło się 3:0. Do siatki trafił Rafał Adamski.
Trzy bramki w siedemnaście minut.
Trudno wyobrazić sobie lepsze rozpoczęcie domowego spotkania.
Radomiak na kolanach, ale Legia nie odpuszczała
Przy wyniku 3:0 można było spodziewać się, że gospodarze uspokoją grę i skoncentrują się przede wszystkim na kontrolowaniu wydarzeń na murawie.
Legia rzeczywiście kontrolowała spotkanie, ale nie zamierzała całkowicie rezygnować z kolejnych ataków.
Tuż przed przerwą nadszedł kolejny cios.
W 44. minucie Bartosz Kapustka zdobył czwartą bramkę dla Wojskowych.
4:0 do przerwy.
W zasadzie już wtedy pytanie nie brzmiało, czy Legia wygra. Bardziej interesujące było to, jak wysoko zakończy się to spotkanie.
Radomiak miał ogromne problemy w defensywie. Bardzo trudny wieczór przeżywał również bramkarz gości, który przy części bramek zdecydowanie mógł zachować się lepiej.
Nie odbiera to jednak Legii świetnego występu. Wojskowi bezwzględnie wykorzystywali niemal każdy poważniejszy błąd przeciwnika.
Kapustka nie miał jeszcze dość
Jeżeli ktoś liczył, że po zmianie stron Legia zadowoli się czterobramkowym prowadzeniem, szybko został wyprowadzony z błędu.
W 51. minucie Paweł Wszołek dograł do Bartosza Kapustki, a pomocnik Legii po raz drugi tego wieczoru pokonał bramkarza Radomiaka.
5:0.
Kapustka miał już na swoim koncie dublet, a Wojskowi mogli spokojnie kontrolować pozostałą część spotkania.
Występ kapitana z pewnością będzie jednym z obrazków, które pozostaną w pamięci po tym meczu.
Dwie bramki w zwycięstwie 5:0 mówią same za siebie.
Jan Kuchta zadebiutował w Legii
Na ten moment czekało wielu kibiców.
Przed spotkaniem jednym z największych znaków zapytania było to, czy Jan Kuchta zadebiutuje w barwach Legii Warszawa.
Odpowiedź poznaliśmy w drugiej połowie.
W 56. minucie Czech zastąpił Rafała Adamskiego i po raz pierwszy pojawił się na murawie jako zawodnik Wojskowych.
Nie był to oczywiście mecz, na podstawie którego należy wydawać poważniejsze oceny dotyczące nowego napastnika.
Kuchta wszedł przy wyniku 5:0, kiedy losy spotkania były już rozstrzygnięte, a jego tempo naturalnie zaczynało spadać.
Najważniejsze jest jednak jedno – pierwsze minuty ma już za sobą.
Teraz zaczyna się właściwa walka o miejsce w ofensywie Legii.
Nie tylko Kuchta. Wieczór debiutantów
Jan Kuchta nie był jedynym zawodnikiem, dla którego spotkanie z Radomiakiem miało szczególne znaczenie.
W Legii zadebiutowali również Michal Ševčík oraz Erik Mikanowicz.
Ševčík zrobił to w najlepszy możliwy sposób – zdobywając bramkę już w siódmej minucie spotkania.
Mikanowicz pojawił się natomiast na murawie w końcówce, zastępując Pawła Wszołka.
Trzech debiutantów podczas jednego wieczoru i jeden z nich od razu z golem.
Dla sztabu szkoleniowego to kolejny pozytywny element piątkowego spotkania.
Radomiak praktycznie bez argumentów
Trzeba powiedzieć również o postawie przeciwnika.
Radomiak rozegrał bardzo słabe spotkanie, szczególnie w defensywie. Goście popełniali błędy, pozostawiali Legii przestrzeń i kompletnie nie potrafili odpowiedzieć na bardzo intensywny początek gospodarzy.
Również w ofensywie niewiele byli w stanie zaproponować.
Najpoważniejszą interwencję Otto Hindrich zanotował dopiero w drugiej połowie, kiedy musiał zatrzymać mocne uderzenie Rafała Wolskiego z rzutu wolnego.
Legia przez większość spotkania nie musiała więc poważnie martwić się o własną bramkę.
I właśnie to może być jednym z najbardziej pozytywnych wniosków.
Nie tylko pięć strzelonych goli, ale również czyste konto i pełna kontrola spotkania.
Mecz przyjaźni tylko na trybunach
Spotkania Legii z Radomiakiem mają szczególny charakter ze względu na przyjazne relacje pomiędzy środowiskami kibicowskimi obu klubów.
Na trybunach mogła być przyjaźń.
Na murawie sentymentów nie było.
Legia potraktowała przeciwnika dokładnie tak, jak powinna drużyna walcząca o najwyższe cele – wykorzystała jego słabości i nie pozwoliła mu wrócić do spotkania.
Przy wyniku 3:0 można było odpuścić.
Przy 4:0 można było pomyśleć już wyłącznie o końcowym gwizdku.
Legia dołożyła piątego gola.
I właśnie takiej bezwzględności kibice oczekują od zespołu aspirującego do walki o mistrzostwo Polski.
Łazienkowska dostała wieczór, na jaki czekała
Jeszcze przed meczem pisaliśmy o tym, jak ważne jest wsparcie płynące z trybun.
Tym razem piłkarze bardzo szybko dali kibicom powody do świętowania.
Gol.
Drugi.
Trzeci.
A wszystko przed upływem 20 minut.
Przy takim przebiegu spotkania atmosfera przy Łazienkowskiej mogła być już tylko lepsza.
To był jeden z tych wieczorów, podczas których kibic nie musi nerwowo zerkać na zegarek i zastanawiać się, czy jednobramkowe prowadzenie uda się dowieźć do końca.
Tym razem można było po prostu cieszyć się grą Legii.
Dziesięć punktów na dwanaście możliwych
Po czterech kolejkach Legia pozostaje niepokonana.
Bilans?
Trzy zwycięstwa, jeden remis i 10 punktów.
Początek sezonu pod względem punktowym trudno więc ocenić inaczej niż bardzo pozytywnie.
Oczywiście sezon dopiero się rozpoczął. Nikt przy Łazienkowskiej nie powinien rozdawać medali w połowie sierpnia.
Ale jeżeli chcemy oceniać początek sezonu drużyny Marka Papszuna, powodów do zadowolenia nie brakuje.
10 punktów z 12 możliwych. Brak porażki. A teraz zwycięstwo 5:0.
To bardzo solidny fundament pod kolejne tygodnie sezonu.
Jedno 5:0 nie daje mistrzostwa
Po takim spotkaniu bardzo łatwo wpaść w euforię.
Nie należy jednak po jednym meczu wyciągać zbyt daleko idących wniosków.
Tak samo jak po remisie z Koroną nie należało ogłaszać kryzysu, tak po rozbiciu Radomiaka nie należy jeszcze wręczać Legii mistrzowskiego pucharu.
Sezon ligowy jest maratonem.
Jeszcze wielokrotnie przyjdą spotkania, w których Legia będzie musiała cierpieć. Będą mecze, w których pierwsza bramka nie wpadnie po siedmiu minutach, a przeciwnik nie popełni tylu błędów.
Ale piątkowe 5:0 pokazało coś bardzo ważnego.
Ta drużyna potrafi być bezwzględna.
Kiedy przeciwnik popełnia błąd – wykorzystać go.
Kiedy pojawia się okazja na drugiego gola – strzelić drugiego.
Kiedy można zamknąć spotkanie – zrobić to jak najszybciej.
Właśnie tak powinna zachowywać się drużyna, która chce walczyć o najwyższe cele.
Pięć goli, trzy punkty i znakomity wieczór przy Ł3
Legia Warszawa 5:0 Radomiak Radom.
Ševčík.
Augustyniak.
Adamski.
Kapustka.
Kapustka.
Pięć bramek. Czyste konto. Debiut Jana Kuchty. Komplet punktów.
Trudno było wymarzyć sobie lepszy piątkowy wieczór przy Łazienkowskiej.
Teraz najważniejsze, żeby ten występ nie pozostał jednorazowym pokazem.
Bo mistrzostwa nie zdobywa się jednym zwycięstwem 5:0.
Zdobywa się je wtedy, kiedy po takim meczu w kolejnym spotkaniu wychodzi się na boisko z dokładnie taką samą koncentracją, determinacją i głodem zwycięstwa.
Legia zrobiła swoje.
I zrobiła to w imponującym stylu.
A jak Wy oceniacie występ Wojskowych? Kto był Waszym zawodnikiem meczu? I co sądzicie o pierwszych minutach Jana Kuchty w Legii?
Dajcie znać w komentarzach.
☕ Podobał Ci się artykuł?
Jeśli cenisz moje materiały i chcesz wesprzeć ich dalsze tworzenie, możesz postawić mi symboliczną kawę.
Link do wsparcia znajdziesz pod artykułem lub przy moim profilu.
Dzięki za każde wsparcie i do zobaczenia przy Łazienkowskiej! ⚪🔴
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.








Dodaj komentarz