Niespodzianka czy tradycja? Widzew pokonany po raz szósty z rzędu

W 4. kolejce Ekstraklasy, w samym sercu „Serca Łodzi”, Widzew podejmował Koronę Kielce. Goście przed spotkaniem nie byli stawiani w roli faworyta, jednak po raz kolejny okazali się lepsi od gospodarzy. Korona wygrała w Łodzi 2:1, odnosząc szóste zwycięstwo z rzędu nad Widzewem.

Kibice Widzewa nie ukrywają już swojego rozczarowania. Po zwycięstwie w Białymstoku wydawało się, że drużyna zrobiła krok w dobrą stronę. Spotkanie z Koroną pokazało jednak, że przed zespołem Aleksandara Vukovicia wciąż jest sporo pracy.

Widzew zaczął znakomicie, ale Korona odwróciła losy meczu

Piłkarze Widzewa od początku spotkania ruszyli do zdecydowanych ataków. Gospodarze szybko potwierdzili swoją przewagę golem po rzucie rożnym. Najwyżej w polu karnym wyskoczył Kapuadi i skutecznie skierował piłkę do siatki.

Kibice gospodarzy wpadli w euforię, a Widzew chciał pójść za ciosem. Nie udało się jednak zdobyć drugiej bramki. Z czasem do głosu zaczęła dochodzić Korona.

Kielczanie doprowadzili do wyrównania za sprawą Morgana Fassbendera. Bramka dodała gościom pewności siebie, a Korona zaczęła coraz śmielej atakować bramkę Widzewa.

Jeszcze przed przerwą Fassbender ponownie wpisał się na listę strzelców. Po rzucie wolnym piłka trafiła pod jego nogi, a zawodnik Korony potężnym uderzeniem umieścił ją pod poprzeczką. Kielczanie wyszli na prowadzenie 2:1, a do przerwy to oni dyktowali warunki na boisku.

Drągowski utrzymywał Widzew przy życiu

Druga połowa miała być nową odsłoną i nowym Widzewem. Gospodarze próbowali odwrócić losy spotkania, jednak Korona skutecznie odpierała kolejne ataki.

Widzew miał swoje okazje, ale świetnie w bramce spisywał się Bartłomiej Drągowski. Gdyby nie jego fenomenalne interwencje, wynik mógłby być zdecydowanie wyższy.

Od około 70. minuty Korona zaczęła grać bardziej defensywnie, skupiając się przede wszystkim na utrzymaniu korzystnego rezultatu. W końcówce spotkania Widzew próbował jeszcze mocniej zaatakować, ale kielczanie również mieli swoje szanse na zamknięcie meczu.

Świetną okazję miał świeżo wprowadzony Norbert Barczak. Ponownie jednak na wysokości zadania stanął Drągowski.

Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 1:2. Korona Kielce sensacyjnie wywiozła z Łodzi trzy punkty, a Widzew ponownie musiał uznać wyższość rywala.

Aleksandar Vuković: „Zrobiliśmy krok w tył”

Trener Widzewa Aleksandar Vuković po spotkaniu nie ukrywał rozczarowania.

„Niestety, zamiast kroku do przodu zrobiliśmy krok w tył. Nie tego się spodziewaliśmy. Taka jest piłka, musimy to zaakceptować, choć nie jest to łatwe. Początek, pierwsze dwadzieścia minut, był na najlepszym poziomie u nas w tym sezonie, ale to zdecydowanie za mało. Zwłaszcza że pierwszy moment przeciwnika, który musiał nastąpić, kończy się dwoma bramkami po stałych fragmentach. Zbyt łatwo stracone prowadzenie skutkowało nerwową grą. Nie zrobiliśmy wystarczająco dużo, by wygrać, i tym razem przeciwnik to wykorzystał” – powiedział szkoleniowiec Widzewa.

Jacek Zieliński: „W takich sytuacjach każdy grał za drugiego”

Zadowolenia z wyniku nie krył natomiast trener Korony Kielce Jacek Zieliński. Szkoleniowiec podkreślił, że jego drużyna zdawała sobie sprawę z trudności czekającego ją spotkania.

„Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że przyjeżdżamy na bardzo trudny teren. Po ostatnim zwycięstwie Widzewa w Białymstoku nawet do jaskini lwa. Im dłużej trwał mecz, tym wyglądało to korzystniej dla nas. Początek mieliśmy do zapomnienia. Daliśmy się zaskoczyć po stałym fragmencie. Później jeszcze parę razy było nerwowo. Uporządkowaliśmy grę. Dwie piękne bramki Morgana. Wielkie gratulacje dla niego. To był nieoczywisty transfer, a okazuje się, że to jest to” – mówił Zieliński.

Trener Korony przyznał również, że jego zespół mógł rozstrzygnąć spotkanie wcześniej.

„Mogliśmy zamknąć to spotkanie wcześniej. Bartek Drągowski utrzymał Widzew przy życiu. W końcówce było bardzo nerwowo. Tym większe słowa uznania dla chłopaków, że to dociągnęliśmy. Nie sztuka wygrywać, kiedy wszystko się układa. Właśnie w takich sytuacjach, gdzie czasami coś nie zadziała, ktoś zrobi błąd, jeden grał za drugiego, każdy sobie pomagał. W tym meczu zaprezentowaliśmy się bardzo dobrze jako zespół i to mnie cieszy” – podsumował szkoleniowiec Korony.

Dla Widzewa porażka z Koroną jest kolejnym bolesnym rozdziałem w historii rywalizacji obu zespołów. Łodzianie po raz szósty z rzędu musieli uznać wyższość kielczan. Korona natomiast wyjechała z „Serca Łodzi” z kompletem punktów i kolejnym powodem do optymizmu.

 

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *