Demolka w meczu Betclic 3. Ligi! Broń Radom zmiażdżona przez rezerwy Legii.

Piłkarze Broni Radom rozpoczęli listopadowe granie chyba najgorzej jak tylko mogli. ,,Broniarze” w Warszawie przegrali z rezerwami Legii aż 0:7. Co ciekawe, to największy rozmiar porażki w tym sezonie trzeciej ligi (dwa mecze zakończyły się identycznym rezultatem).

 

Legia II – Broń: Lanie, jakich mało.

Legia II Warszawa bardzo dobrze spisuje się w rozgrywkach trzeciej ligi. Stołeczni dotychczas przegrali dwa razy (najmniej w lidze) oraz mają na swoim koncie najwięcej zwycięstw (wraz z Ząbkovią Ząbki i Wartą Sieradz) – jedenaście. Dziś, ekipa prowadzona przez 34-letniego Filipa Raczkowskiego, pokonała Broń Radom. Zrobiła to w sposób niezwykle widowiskowy, pakując Radomianom aż siedem goli. Ci nie odpowiedzieli ani jednym trafieniem. 

 

Losy tej rywalizacji zamknięte były już po 45 minutach. Legijna ,,dwójka” prowadziła wówczas aż 5:0, a do siatki Broni trafiali: Dawid Kierdowicz (dublet), Cyprian Pchełka, Adam Ryczkowski i Pascal Mozie. Po przerwie efektowny już dorobek bramkowy warszawskiej drużyny zwiększył się o dwa dodatkowe gole. Na listę strzelców wpisali się: ponownie Cyprian Pchełka oraz Przemysław Mizera. Dzięki zwycięstwu, Legioniści awansowali na pierwsze miejsce w tabeli wyprzedzając wyżej wspomnianą Ząbkovię Ząbki i Warte Sieradz. 

 

Co ciekawe, to już trzeci w tym sezonie trzeciej ligi mecz, który zakończył się wynikiem 7:0. Wcześniej, taki rezultat miał miejsce w spotkaniach Znicza Biała Piska z KS-em CK Troszyn i Starowic Dolnych przeciwko Lechii Zielona Góra (w obu przypadkach zwyciężali goście).

Młodzi, ambitni i… niedocenieni

Patrząc na tak dobre wyniki, osobiście dziwi mnie, że żaden z etatowych graczy Legii II Warszawa nie dostał swojej szansy w pierwszej drużynie. Ani jeden z zawodników, którzy zagrali dziś przeciwko Broni, nie dostali w sezonie 2025/26 ani jednej minuty w pierwszej drużynie. No cóż, w stolicy ewidentnie wolą stawiać na beznadziejnych Kacpra Chodynę czy Patryka Kuna, niż na klubową młodzież. To bardzo, ale to bardzo smutne…

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *