Algorytmy spróbowały zajrzeć w przyszłość Ekstraklasy. Na podstawie tysięcy symulacji sezonu powstała prognoza pokazująca, kto ma największe szanse na mistrzostwo, a kto musi drżeć o utrzymanie. Choć do końca rozgrywek pozostało jeszcze dziesięć kolejek, liczby zaczynają już układać się w bardzo wyraźny obraz.
Dane wykorzystane w artykule pochodzą z analiz publikowanych przez matematyka Piotra Klimka na platformie X (Twitter). Od lat tworzy on modele symulujące przebieg sezonu Ekstraklasy, które pozwalają oszacować szanse poszczególnych drużyn na zajęcie konkretnych miejsc w końcowej tabeli.
Przyjrzyjmy się najnowszym wyliczeniom – bo liczby potrafią opowiedzieć o końcówce sezonu naprawdę intrygującą historię.
Ucieczka po mistrzostwo. Cztery drużyny oderwały się od peletonu
Według najnowszych symulacji i modeli statystycznych największym faworytem do mistrzowskiego tytułu jest Jagiellonia Białystok. Zespół z Podlasia, mimo ostatniej bolesnej porażki 0:3 z Lechią Gdańsk, wciąż ma w rękach najmocniejsze karty – szacowane 30,9% szans na końcowe zwycięstwo w lidze. Prognozowana liczba punktów na mecie sezonu to około 57,4 – wynik solidny, ale w obecnej, wyjątkowo wyrównanej Ekstraklasie absolutnie nie dający gwarancji złota.
Za plecami „Jagi” czai się Lech Poznań – obrońca tytułu z poprzedniego sezonu. „Kolejorz” ma obecnie 24,4% szans na powtórzenie mistrzowskiego sukcesu. Trzy punkty straty do lidera tabeli sprawiają, że w Poznaniu wciąż mocno wierzą w obronę korony – choć terminarz i forma ostatnich tygodni każą zachować ostrożność.
Tuż za nimi znajduje się Raków Częstochowa, któremu model daje 20,5% szans na końcowy triumf. Wicemistrz poprzedniego sezonu bardzo powoli wraca do rytmu po odejściu Marka Papszuna, ale wciąż pozostaje w gronie bardzo poważnych kandydatów do tytułu. To zespół, który potrafi wygrywać najważniejsze mecze w decydującej fazie sezonu, dlatego jego notowania wciąż pozostają wysokie.
Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja Zagłębia Lubin, które ma aż 20,8% szans na mistrzostwo. Miedziowi jeszcze jesienią byli postrzegani raczej jako solidny środek tabeli, a tymczasem dziś są jednym z największych zaskoczeń sezonu. Po 24. kolejce Zagłębie ma 41 punktów i minimalną przewagę nad Jagiellonią (38 pkt, ale jeden mecz mniej) oraz Lechem (również 38 pkt). Forma drużyny Leszka Ojrzyńskiego jest imponująca – ostatnie zwycięstwo 3:1 z Piastem Gliwice tylko potwierdziło, że nie jest to chwilowy zryw, lecz realna siła w walce o najwyższe cele.
Cztery zespoły, cztery różne historie, a razem – ponad 96% łącznego prawdopodobieństwa mistrzostwa według symulacji. Pozostałe ekipy (Górnik, Cracovia, GKS) mają już marginalne szanse – matematyka praktycznie zamyka im drzwi do złota.
To, co dzieje się teraz w czołówce, to jeden z najbardziej otwartych i nieprzewidywalnych finiszów Ekstraklasy od wielu lat. Każdy punkt, każda bramka, każdy błąd może wywrócić tę tabelę do góry nogami.
Kto podniesie mistrzowski puchar w maju 2026? Na dziś odpowiedź brzmi: to może być dosłownie ktokolwiek z tej czwórki.
I właśnie dlatego końcówka tego sezonu będzie jedną z najbardziej elektryzujących w historii ligi.
Tak przedstawia się prognozowana tabela końcowa po rozegraniu 24/34 kolejek:
24/34
Silny kwartet z przodu, na dole kreuje się już jeden outsider (jak przegra z Motorem, to jak na moje definitywnie się skreśli).
Na lekkiej czerwieni jakieś 7 zespołów (choć zasadniczo 14 jeszcze musi się oglądać) – spadek Wisły Płock jest dużo bardziej realny niż te 3 lata… pic.twitter.com/HaOeEZJfwy— Piotr Klimek (@pklimek99) March 9, 2026
Dwie drogi do Europy
W tej końcówce sezonu 2025/26 matematyka pokazuje coś naprawdę intrygującego: efekt „podwójnej furtki” do europejskich pucharów. Trzy drużyny – Górnik Zabrze, Raków Częstochowa oraz GKS Katowice – wciąż żyją marzeniem o Pucharze Polski. A to zmienia absolutnie wszystko.
Bo w ich przypadku awans do Europy nie zależy wyłącznie od ligowej tabeli i walki o TOP4. Mają drugą, bardzo realną ścieżkę: wygranie rozgrywek pucharowych. Triumf w Pucharze Polski daje przepustkę do eliminacji Ligi Europy – i w symulacjach to właśnie ta alternatywna droga daje im potężny „boost” w ogólnych szansach na grę za granicą.
Dodatkowo działa tu jeszcze jeden mechanizm, który potęguje chaos w tabeli: jeśli Puchar Polski zgarnie któraś z drużyn z ligowego TOP4, to bilecik do Europy dostaje także zespół z piątego miejsca. To powoduje, że szanse klubów z okolic 5.–7. pozycji nagle rosną lawinowo.
Najbardziej widoczne jest to na przykładzie Górnika Zabrze. W lidze zabrzanie w ostatnich tygodniach wyraźnie zwolnili tempo, a model daje im tylko 16,7% szans na miejsce w czołowej czwórce. Jednocześnie jednak szanse na grę w europejskich pucharach wynoszą aż 47,2%. To niemal trzykrotnie więcej – właśnie dzięki pucharowej ścieżce.
Górnik już w ćwierćfinale sprawił dużą sensację, eliminując mistrza Polski – Lecha Poznań. W półfinale zabrzanie zmierzą się natomiast z III-ligowym Zawiszą Bydgoszcz, który jest jedną z największych niespodzianek tegorocznych rozgrywek. Starcie z dużo niżej notowanym rywalem sprawia, że Górnik jest już praktycznie jedną nogą w finale na Stadionie Narodowym.
Co ciekawe, model uwzględnia nawet ekstremalnie mało prawdopodobne scenariusze – dlatego Zawisza w symulacji wciąż ma symboliczne 0,2% szans na grę w europejskich pucharach. Aby to się wydarzyło, bydgoszczanie musieliby jednak najpierw pokonać w półfinale Górnika, a potem wygrać finał z kolejnym zespołem z Ekstraklasy, co tłumaczy tak mikroskopijne prawdopodobieństwo.
W praktyce oznacza to, że Górnik, Raków i GieKSa mają dwie drogi do celu – i obie są realne.
A to sprawia, że te ostatnie 10 kolejek Ekstraklasy i kwietniowe półfinały Pucharu Polski będą elektryzować kibiców jak rzadko kiedy.
Pożegnanie mistrza?
Najwięcej emocji może jednak przynieść dół tabeli. Z liczb płynie bardzo ciekawa, wręcz szokująca konkluzja. Jeśli spojrzymy na procentowe szanse spadku Piasta Gliwice, Legii Warszawa i Widzewa Łódź, matematyka wskazuje, że prawdopodobieństwo, iż przynajmniej jeden z tych trzech klubów pożegna się z Ekstraklasą, wynosi około 70%!
To o tyle symboliczne, że każdy z tych zespołów w przeszłości sięgał po mistrzostwo Polski. Innymi słowy: jest bardzo realna, wręcz wysoka szansa, że w przyszłym sezonie Ekstraklasa straci jednego z byłych mistrzów kraju.
Najbardziej zagrożony w tej grupie jest Widzew Łódź, którego szanse na spadek model ocenia aż na 48%. Piast Gliwice (23,1%) oraz Legia Warszawa (23,6%) znajdują się nieco wyżej w tabeli prawdopodobieństwa, ale wciąż pozostają w strefie poważnego ryzyka.
Z drugiej strony matematyka zostawia jeszcze pewną przestrzeń na happy end. Scenariusz, w którym cała trójka się utrzyma, ma około 30% szans. To pokazuje, jak niezwykle napięta może być końcówka sezonu – i jak niewiele może dzielić historyczne kluby od bardzo bolesnego spadku.
Jeśli prognozy się sprawdzą, wiosna 2026 roku może zapisać się w kronikach ligi jako ta, w której jeden z dawnych mistrzów Polski runął z hukiem do I ligi.
To nie będzie zwykły spadek.
To będzie wydarzenie z gatunku tych, o których mówi się jeszcze przez dekady.
Nafciarskie deja vu?
Poza historyczną trójką (Piast, Legia, Widzew) prawdziwy horror rozgrywa się w przypadku beniaminków.
Najczarniejszy scenariusz pisze właśnie Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Model szacuje jej szanse na spadek na miażdżące 93,6%. To nie jest już walka o utrzymanie – to praktycznie formalność. Drużyna z Niecieczy, która wróciła do elity z wielkimi nadziejami, tonie w tabeli z przerażającą konsekwencją. Kibice „Słoników” mogą już powoli szykować się na nieunikniony powrót do Betclick 1. Ligi.
Nad Termaliką znajduje się Arka Gdynia z prawdopodobieństwem spadku na poziomie 43,3%. Beniaminek znad Bałtyku miał być rewelacją powrotu do Ekstraklasy – zamiast tego walczy o przetrwanie. Forma na wyjazdach jest katastrofalna, a punkty uciekają szybciej, niż ktokolwiek mógł przewidzieć. Arka wciąż ma jednak w rękach coś, czego Termalica już praktycznie nie ma – realną matematyczną szansę na ucieczkę z dna. Pytanie tylko, czy starczy im charakteru i jakości, by z niej skorzystać.
I wreszcie wisienka na torcie – największa ironia i potencjalny hit memów tego sezonu: Wisła Płock. „Nafciarze” z 17,1% szansą na spadek według modelu? Brzmi niewinnie… dopóki nie przypomnimy sobie, że to właśnie oni byli mistrzem jesieni obecnego sezonu!
Tak – beniaminek, który przezimował na fotelu lidera teraz leci w dół jak kamień. Piąta z rzędu porażka (w tym niedawna bolesna 0:3 u siebie z Arką Gdynią) rzuciła ich w sam środek kryzysu. Scenariusz zaczyna wyglądać przerażająco znajomo: dokładnie tak samo było wiosną 2023 roku – Wisła zimowała wtedy na czele tabeli, by ostatecznie… spaść z hukiem do I ligi.
Historia lubi się powtarzać, a płocczanie są właśnie na najlepszej drodze, by zrobić coś niezwykle zabawnego.
Matematyka jest bezlitosna: szansa, że któryś z beniaminków (a może nawet dwóch) poleci w dół, jest ekstremalnie wysoka. Końcówka sezonu 2025/26 może przynieść nie tylko jeden symboliczny spadek byłego mistrza – ale prawdziwą jatkę na dole tabeli, w której runą marzenia o elicie kilku drużyn naraz.
To nie będzie spokojne wiosenne granie o pietruszkę. To będzie wojna o przetrwanie – z najwyższymi stawkami od lat.
Nieoczekiwana zamiana miejsc
Kiedy spojrzymy na symulacje sprzed rozgrywek i porównamy je z tym, co algorytmy pokazują dziś (marzec 2026), wychodzi historia niemal kinowa. Poniżej prognoza z lipca 2025:
0/34
Udało się zdążyć. Tak zaczniemy coponiedziałkowe tabelki pic.twitter.com/uNz2d91CKB— Piotr Klimek (@pklimek99) July 17, 2025
Legia Warszawa – przed sezonem była stawiana w gronie faworytów do medalu, a nawet tytułu. Model dawał jej wtedy 10,5% szans na mistrzostwo, ponad 62% na jakiekolwiek europejskie puchary i zaledwie 0,5% ryzyka spadku. Klasyczny „pewniak”, którego wszyscy widzieli w górnej połowie tabeli.
Dziś?
23,6% prawdopodobieństwa degradacji. Legia jest w strefie bezpośredniego zagrożenia spadkiem, walczy o każdy punkt, a kibice na Łazienkowskiej przeżywają koszmar, którego nikt nie przewidywał.
Zagłębie Lubin poszło dokładnie odwrotną drogą – i to z prędkością ekspresu. Przed sezonem model widział Miedziowych w dolnej części tabeli: 27,6% ryzyka spadku, zaledwie 4,2% szans na puchary. Typowy „bezpieczny środek”, ewentualnie walka o utrzymanie.
A teraz?
Ponad 20% szans na mistrzostwo, a szansa na grę w Europie przekracza 82%! Zagłębie jest liderem tabeli, gra widowiskowo, wygrywa ważne mecze i sprawia, że Leszek Ojrzyński jest jednym z najbardziej chwalonych trenerów w kraju.
Oba kluby praktycznie zamieniły się miejscami w prognozach algorytmu.
Legia spadła z piedestału na samo dno walki o byt. Zagłębie z outsidera stało się rewelacją i realnym kandydatem do złota.
To jeden z najmocniejszych zwrotów akcji w Ekstraklasie od lat – i idealny dowód, że piłka potrafi napisać scenariusz, którego nie przewidzi nawet najbardziej zaawansowany model.
Widzew – algorytm ostrzegał już wcześniej
Przypadek Widzewa Łódź jest z kolei przykładem na to, że matematyka czasem widzi rzeczy, których my jeszcze nie potrafimy dostrzec. Obecnie łodzianie tkwią w strefie spadkowej z dramatycznym 48% ryzykiem degradacji – to jedna z najwyższych wartości w całej lidze. Co ciekawe: mimo zmiany właściciela i wielomilionowych transferów już przed startem rozgrywek model nie był wobec Widzewa optymistą.
Prognoza mówiła o zaledwie 4,5% szans na jakiekolwiek puchary i aż 25,9% prawdopodobieństwa spadku. Innymi słowy: algorytm już latem 2025 roku ostrzegał – „to może być bardzo trudny sezon”. I miał rację.
Widzew to klasyczny przykład, że czasem prognozy nie są „pesymistyczne” – one po prostu widzą wzorce, których my jeszcze nie potrafimy przyjąć do wiadomości.
Algorytm nie mylił się przed sezonem. Nowy właściciel próbuje to zmienić – i robi to z rozmachem godnym największych europejskich projektów.
Pytanie brzmi: czy te dziesiątki milionów euro wystarczą, by uratować sezon 2025/26… czy dopiero zbudują fundament pod przyszłość? Na dziś matematyka jest bezlitosna, a kibice Widzewa mogą tylko zacisnąć zęby i liczyć, że wiosenna rewolucja finansowa w końcu przełoży się na zwycięską serię.
Bo jeśli nie – to będzie jedna z najdroższych lekcji w historii polskiej piłki.
Matematyka to nie wszystko
Algorytmy liczą procenty, symulują tysiące scenariuszy i dają prognozy z dokładnością do setnych. Ale Ekstraklasa 2025/26 pokazuje, że liczby potrafią być jednocześnie bezlitosne i kompletnie bezradne wobec tego, co dzieje się naprawdę na boisku.
Widzew wydał rekordowe dziesiątki milionów euro, ściągnął gwiazdy z kilku kontynentów, zmienił właściciela na człowieka z globalnego imperium – a mimo to walczy o życie z 48% ryzykiem spadku. Legia z faworyta do tytułu stała się kandydatem do degradacji. Zagłębie Lubin, którego nikt nie brał pod uwagę, dziś gra o mistrzostwo i ma ponad 80% szans na Europę. Górnik dzięki jednej bramce z Lechem ma prawie trzykrotnie większe szanse na puchary niż na podium w lidze.
Forma, charakter, pech, fart, chemia w szatni, decyzje sędziów, jedna czerwona kartka w derbach – to wszystko waży więcej niż najbardziej zaawansowany model.
Na dziesięć kolejek przed końcem nikt nie wie na pewno, kto zostanie mistrzem, kto spadnie, a kto poleci do Europy.
Nawet algorytm nie umie przewidzieć wszystkiego. I właśnie dlatego te ostatnie tygodnie będą tak elektryzujące.
Bo w piłce nożnej matematyka daje prognozy.
Ale to boisko pisze historię.
Jeśli chcecie śledzić takie analizy na bieżąco – z aktualnymi symulacjami, tabelami prawdopodobieństw i ostrymi komentarzami – warto obserwować profil autora tych wyliczeń: @pklimek na platformie X.
Gorąco polecam!
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.







Dodaj komentarz