Górnik jak za dawnych lat! Odczarowana Kałuża, historyczny start.

Górnik Zabrze wygrał z Cracovią 1:0, po prawie 12 latach odczarował stadion przy Kałuży i po sześciu ligowych spotkaniach ma na koncie pięć zwycięstw. Tak dobrze zabrzanie nie rozpoczynali sezonu od… 1964 roku!

Nie był to szczególnie efektowny mecz. Dużo było walki w środku pola, ostrożnej gry i szukania pojedynczych okazji, ale Górnik potrafił wykorzystać swoją szansę i wywiózł z Krakowa komplet punktów. Przy okazji przerwał bardzo długą serię bez zwycięstwa na stadionie Cracovii i po raz pierwszy w tym sezonie zachował czyste konto.

 

Początek dla Cracovii, później Górnik doszedł do głosu

Lepiej w spotkanie weszli gospodarze. Już w piątej minucie Mateusz Klich dostał trochę miejsca przed polem karnym i sprawdził Philippa Schulzego, ale bramkarz Górnika poradził sobie z jego uderzeniem. Chwilę później jeszcze groźniej zrobiło się po akcji Karola Knapa, który minął Schulzego, lecz nie zdołał zakończyć jej dobrym podaniem w kierunku bramki.

Górnik potrzebował trochę czasu, żeby uspokoić grę. Z każdą kolejną minutą zabrzanie wyglądali jednak pewniej i sami zaczęli pojawiać się pod bramką Sebastiana Madejskiego. W 23. minucie z rzutu wolnego próbował Kacper Urbański, a później swoją okazję miał Jarosław Kubicki. Jego strzał obronił bramkarz Cracovii, a dobitka nie przyniosła efektu.

Pierwsza połowa nie obfitowała w sytuacje bramkowe. Obie drużyny miały swoje lepsze fragmenty, ale żadna nie potrafiła przejąć wyraźnej kontroli nad spotkaniem.

Po przerwie Górnik rozpoczął znacznie konkretniej. Już w 47. minucie dwa razy w krótkim odstępie próbował Maksym Chłań. Najpierw jego strzał zatrzymał Madejski, a po chwili Ukrainiec uderzył minimalnie obok słupka.

Chłań był jednym z najbardziej aktywnych zawodników Górnika, choć z czasem Cracovia ponownie zaczęła spychać zabrzan bliżej własnego pola karnego. Gospodarze mieli więcej piłki i szukali miejsca do uderzenia, ale tym razem defensywa Górnika spisywała się znacznie pewniej niż w poprzednich spotkaniach.

Decydująca sytuacja przyszła w końcówce.

 

Karny? Moim zdaniem słuszny

Kacper Urbański dopadł do piłki w polu karnym i próbował zagrać ją w kierunku bramki. Futbolówka trafiła w rękę Gustava Henrikssona, a sędzia Karol Arys po chwili wskazał na jedenasty metr.

Sytuacja od razu wywołała sporo dyskusji. Na pierwszy rzut oka nie była całkowicie oczywista, ale po obejrzeniu powtórek uważam, że decyzja arbitra była prawidłowa.

Ręka Henrikssona nie znajdowała się daleko od tułowia, jednak łokieć był wyraźnie odchylony i powiększał obrys ciała. Do tego obrońca wykonywał ruch w kierunku lecącej piłki. Podobnie ocenił tę sytuację były sędzia Rafał Rostkowski, który zwrócił uwagę właśnie na ułożenie ręki i sposób wykonania interwencji przez zawodnika Cracovii.

Kontrowersja pewnie jeszcze chwilę pożyje, szczególnie w Krakowie. Tyle że z perspektywy przepisów trudno mówić tutaj o prezencie dla Górnika. Urbański dostał swoją szansę i wykorzystał ją bezbłędnie.

Cracovia próbowała jeszcze odpowiedzieć w końcówce, ale zabrzanie nie dali się już zaskoczyć. Schulze zachował czyste konto, a Górnik po raz pierwszy w tym sezonie ligowym zakończył spotkanie bez straconej bramki.

 

Kałuża wreszcie odczarowana

Wygrana w Krakowie ma dla Górnika również wymiar historyczny. Zabrzanie nie potrafili wygrać ligowego meczu przy Kałuży od 24 listopada 2014 roku.

Wtedy zwyciężyli 2:1, a obie bramki zdobył Mateusz Zachara. Od tamtego czasu przyjeżdżali do Krakowa wielokrotnie, ale ani razu nie udało im się wywieźć kompletu punktów. Ta seria zakończyła się dopiero w niedzielę. Po niemal 12 latach Górnik ponownie wygrał na stadionie Cracovii.

Jeszcze ciekawiej wygląda jednak bilans zabrzan na początku całego sezonu.

 

Jak w 1964 roku

Po sześciu rozegranych spotkaniach Górnik ma pięć zwycięstw i jedną porażkę. Ostatni raz zabrzanie rozpoczęli sezon w taki sposób w 1964 roku.

Tamta drużyna wygrała kolejno z Gwardią Warszawa, Zawiszą Bydgoszcz, Ruchem Chorzów, ŁKS-em Łódź i Śląskiem Wrocław. Dopiero w szóstym meczu przegrała 2:5 z Legią Warszawa.

Co ciekawe, sezon zakończył się później mistrzostwem Polski. Oczywiście dzisiaj jest zdecydowanie za wcześnie, żeby na podstawie sześciu spotkań wyciągać daleko idące wnioski. Trudno jednak nie zauważyć, że Górnik zalicza początek sezonu, jakiego w Zabrzu nie widziano od ponad sześciu dekad.

 

Dobry początek często prowadził do podium

Sprawdziłem również, jak w ostatnich dekadach kończyły sezony drużyny, które po pierwszych sześciu rozegranych meczach miały przynajmniej tak dobry bilans jak obecny Górnik.

Takich przypadków było 18. Aż 13 z tych drużyn zakończyło później sezon na podium, a cztery zdobyły mistrzostwo Polski. Statystycznie tak mocny początek bardzo często przekładał się więc na walkę o najwyższe miejsca.

Nie zawsze. Najlepszym przykładem pozostaje Wisła Płock z sezonu 2022/23. Po sześciu kolejkach miała 16 punktów, czyli jeszcze więcej niż obecnie Górnik, a kilka miesięcy później spadła z Ekstraklasy.

Ciekawie wyglądają również dwa przypadki rozpoczęcia sezonu kompletem sześciu zwycięstw. Zarówno Legia Warszawa w sezonie 2007/08, jak i Wisła Kraków w 2009/10 ostatecznie zostały wicemistrzami Polski.

Dobry start niczego więc nie gwarantuje, ale bilans Górnika daje już podstawy, żeby z dużym zainteresowaniem patrzeć na kolejne tygodnie.

 

A teraz lider przyjeżdża na Roosevelta

Po niedzielnych meczach Lech Poznań ma na koncie 16 punktów, a Górnik 15. Oba zespoły rozegrały po sześć spotkań, więc trudno o lepszy moment na ich bezpośrednie starcie.

W sobotę 12 września o 17:30 Lech przyjedzie na Roosevelta. Lider zmierzy się z trzecią drużyną tabeli, a pomiędzy zespołami jest tylko jeden punkt różnicy. Jeszcze kilka tygodni temu można było mówić po prostu o bardzo dobrym wejściu Górnika w sezon. Po pięciu zwycięstwach w sześciu meczach wygląda to już znacznie poważniej.

Zabrzanie odczarowali Kałużę, po raz pierwszy zachowali czyste konto i zanotowali najlepszy start sezonu od 62 lat. W 1964 roku podobny początek skończył się mistrzostwem Polski.

Na razie to tylko ciekawa analogia. Sobotni mecz z Lechem powinien powiedzieć nam nieco więcej o tym, jak wysoko może w tym sezonie mierzyć Górnik.

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *