Sobotni wieczór był dla Pogoni Szczecin okazją do świętowania 78. rocznicy powstania klubu. Trybuny wypełniły się wizerunkami klubowych ikon — Floriana Krygiera, Ediego Andradiny, Radosława Majdana i wielu innych. Święto szybko straciło jednak swój blask. Dla gospodarzy był to wieczór do zapomnienia, choć Lech w końcówce próbował jeszcze symbolicznie dorzucić kilka prezentów.
To była absolutna deklasacja. Lech przyjechał na nie swoje święto, zabrali „szampany” i trzy punkty, a Pogoń nie miała nic do powiedzenia. Jedynie Valentin Cojocaru uchronił gospodarzy przed jeszcze wyższą porażką — Rumun był tego wieczoru fenomenalny. Mikael Ishak nie miał z nim łatwego zadania, a bramkarz Pogoni kilkukrotnie wygrywał pojedynki oko w oko z postawnym Szwedem. Ostatecznie zakończył spotkanie z aż dziewięcioma udanymi interwencjami i aż trudno wyobrazić sobie, jak wysokich rozmiarów mogła być porażka, gdyby nie jego znakomita postawa. Mimo to pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem gości, jednak w tej sytuacji trudno obwiniać Cojocaru. Po strzale Kozubala piłka odbiła się jeszcze od interweniującego Biegańskiego, co całkowicie zmyliło bramkarza i pozbawiło go szans na skuteczną reakcję.
Kozubaaaal! Piłka na dłużej zawisła w powietrzu, ale w końcu wylądowała w siatce 💪
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/WKEIJUC95Y
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 18, 2026
Druga połowa rozpoczęła się w podobnym tonie. Lech błyskawicznie stworzył kolejną znakomitą okazję — po interwencji Cojocaru piłka trafiła do Luisa Palmy, który wyłożył ją Patrikowi Walemarkowi na praktycznie pustą bramkę, lecz Szwed fatalnie spudłował. Okradziony wcześniej z asysty Honduranin nie zakończył jednak meczu bez konkretów — około kwadransa później znakomicie wykorzystał kontratak napędzony przez Gholizadeha i w sytuacji sam na sam trafił do siatki. Z minuty na minutę obraz gry się nie zmieniał — Lech z dużą łatwością dochodził do sytuacji, obnażając bezradność Pogoni. Rozwiązania Thomasa Thomasberga nie przynosiły efektu, a zmiana ustawienia znacząco nie wpłynęła na obraz gry Portowców. Zespół Nielsa Frederiksena prezentował wyraźnie wyższy poziom. Dopiero końcówka dała gospodarzom odrobinę nadziei. Po dośrodkowaniu Kellyna Acosty piłka spadła pod nogi Mukairu, który wykorzystał zamieszanie w obronie Lecha i zdobył bramkę. Z jednostronnego meczu w krótkim czasie zrobiła się nerwowa końcówka.
Pogoń się nie poddaje! Mukairu z golem kontaktowym! ⚽
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/CuxzJ6dZFa
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 18, 2026
W samej końcowej fazie spotkania największe emocje wzbudziła sytuacja z udziałem debiutującego między słupkami Plamena Andrejewa, który zastępował kontuzjowanego Bartosza Mrozka. Bułgarski bramkarz padł na boisko, sygnalizując problemy mięśniowe. Problem polegał na tym, że trener Niels Frederiksen wykorzystał już wszystkie pięć zmian, co oznaczało, że w przypadku braku możliwości dalszej gry Andreewa na bramkę musiałby powędrować zawodnik z pola. Już chyba viralem stała się rozmowa Antoniego Kozubala z Robertem Gumnym, w której wstępnie ustalali, który z nich w takiej sytuacji założy rękawice bramkarskie. Ostatecznie Bułgar zacisnął zęby i zdecydował się kontynuować spotkanie w 100. minucie zaliczając również udaną interwencję, która w przypadku takich dolegliwości sporo go kosztowała.
Robert Gumny zagrał dobrze na stoperze, to na bramce też by dał radę 😃 pic.twitter.com/7qjdv69Qxh
— Krzysztof Marciniak (@Marciniak_k) April 18, 2026
– Było widać, że skurcze go złapały, może ze zmęczenia, może z nerwów. Ale brawo dla niego, stanął na wysokości zadania i „bez nogi” wybronił nam sytuację stuprocentową – mówił na łamach klubowych mediów Robert Gumny.
Zostając przy byłym zawodniku Augsburga, również jemu należą się spore słowa uznania. Robert Gumny z konieczności wystąpił na pozycji stopera, łatając lukę po nieobecnych Skrzypczaku i Miliću, i poradził sobie z tym zadaniem naprawdę solidnie. To wyraźny plus przy jego nazwisku i wartościowa opcja na przyszłość w razie problemów kadrowych.
Wywiezione ze Szczecina trzy punkty pozwalają Lechowi utrzymać trójpunktową przewagę nad Górnikiem Zabrze. W kontekście zbliżającego się finału Pucharu Polski i szerokiej kadry Kolejorza może to być różnica większa, niż wskazuje tabela. Po drugiej stronie Pogoń kończy jubileuszowy wieczór z rosnącymi obawami o utrzymanie, choć sytuację łagodzi fakt, że aż sześć drużyn ma obecnie po 37 punktów. Dolne rejony tabeli wyglądają w tym momencie jak absolutny chaos.
Pogoń Szczecin 1-2 Lech Poznań
35′ Antoni Kozubal
62′ Luis Palma
80′ Paul Mukairu
Pogoń Szczecin: Cojocaru – Keramitsis, Loncar (54. Agger), Szalai, Borges (85. Koutris) – Ulvestad, Acosta, Biegański (69. Czapliński) – Ława (85. N’Diaye) – Mukairu, Grosicki (54. Angielski)
Lech Poznań: Andrejew – Pereira, Gumny, Mońka, Gurgul – Kozubal, Rodriguez (46. Jagiełło) – Gholizadeh (79. Ismaheel), Walemark (63. Ouma), Palma (63. Hakans) – Ishak (71. Agnero)
TOP 3 wg punktacji Fantasy Ekstraklasa:
1. Luis Palma (Lech Poznań) – 8 pkt.
2. Paul Mukairu (Pogoń Szczecin) – 7 pkt.
3. Ali Gholizadeh (Lech Poznań) – 6 pkt.
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.







Dodaj komentarz