Media: Wyciekło, jak Skra Częstochowa traktowała niedysponowanego piłkarza. To nieludzkie!

W wywiadzie dla portalu ,,Weszło”, były zawodnik Skry Częstochowa – Michał Burman – podzielił się swoimi traumatycznymi doświadczeniami z pobytu w częstochowskim klubie. Piłkarz przez dłuższy czas pozostawał niedysponowany z powodu problemów kardiologicznych, a klub w międzyczasie zdołał… zapomnieć o jego istnieniu. Tak, to nie żart!

 

Wszystko zaczęło się od bólu w klatce piersiowej…

Bartłomiej Burman to piłkarz, któremu wróżono niegdyś całkiem ciekawą przyszłość. Po debiucie w Ekstraklasie jako piłkarz Warty Poznań, 24-latek trafił na wypożyczenie do Skry Częstochowa i tam jego kariera nabrała rozpędu. Wszystko szło dobrze aż do maja 2022 roku i dziwnego kłucia w klatce piersiowej. ,,Pod koniec maja, gdy jeszcze trwał sezon i byliśmy przed ostatnim meczem ligowym, przez tydzień czułem kłucie w klatce, nieprzyjemny ból, nawet w spoczynku. Niepokoiło mnie to, myślałem, żeby iść do kardiologa prywatnie, na echo serca. Konsultowałem to w klubie, większość mówiła o nerwobólach, że mi to przejdzie, że szkoda wydawać na badania.” – opowiadał zawodnik w wywiadzie z ,,Weszło”.

 

Ból nie przeszedł, a zawodnik po czasie zmuszony był zakończyć swoją karierę. Pech chciał, że w momencie wykrycia choroby serca zawodnik reprezentował barwy Skry Częstochowa. Ówczesny pierwszoligowiec zgotował mu bowiem prawdziwy koszmar, o którym poniżej. 

Bartłomiej Burman: Prezes nie wiedział, co się dzieje z jego zawodnikiem.

Burman wyznał, że ówczesny wiceprezes klubu – Piotr Wierzbicki – miał na niego najzwyczajniej w świecie ,,wywalone” – ,,Moją sytuację najlepiej oddaje fakt, że po czterech miesiącach, od kiedy zacząłem się badać, jeździć po klinikach w całej Polsce, prezes Wierzbicki nagle zadzwonił i spytał, kiedy pojawię się na treningu, jak z mieszkaniem w Częstochowie. Nawet nie wiedział, co się dzieje z jego zawodnikiem, że mnie w tym mieście od dawna nie ma.” – zakomunikował 24-latek w wywiadzie dla portalu ,,Weszło”.

 

P0krycie kosztów badań? A skąd! ,,Wydałem na badania dziesięć tysięcy złotych z własnej kieszeni. Nie miałem wysokiego kontraktu, Skra przestała płacić, więc w tamtym czasie były to duże pieniądze.” – zakomunikował zawodnik. Klub zapomniał o istnieniu Burmana aż do tego stopnia, że przestała mu płacić. ,,Dopóki byłem brany pod uwagę, otrzymywałem pieniądze z opóźnieniem. Po diagnozie serca temat ucichł. Zagrałem w pierwszym meczu nowego sezonu, więc miałem prawo ubiegać się o pensję za całą rundę. Czekaliśmy na jakąś inicjatywę, aż klub wyjdzie z jakimś pomysłem. Nie wyszedł. To mój menedżer zaproponował kompromis, jakieś spotkanie w połowie. Tyle że ten kontakt wyglądał tak, że przy każdej próbie rozmowy było pięć nieodebranych połączeń. Czasami na odpowiedź czekaliśmy kilka tygodni.” – wypowiedział się piłkarz.

 

Gdy Skra dowiedziała się, że Burman nie da rady kontynuować swojej kariery na profesjonalnym szczeblu, zdecydowała się na znane zagranie ,,pod publiczkę”. Tym samym klub z Częstochowy na długi czas zamiótł sprawę pod dywan, przy okazji ,,pięknie” żegnając swojego zawodnika. ,,Po tym, jak oficjalnie ogłosiłem, że nie będę w stanie dłużej grać na profesjonalnym poziomie, dostałem od klubu zaproszenie na mecz z ŁKS, gdzie odbyło się pożegnanie. Przed meczem dostałem koszulkę, na murawie zbiliśmy piątkę z prezesem i tyle. Z perspektywy czasu odbieram to jako zagranie pod publiczkę. Oklepane zdania, dziękujemy, szanujemy, ale o kwestii finansów nawet nie chcieli rozmawiać. I widziałem po nich, że wiedzą, że im głupio, ale unikają tematu.” – ujawnił 24-latek. 

 

Prezes? Ignorant.

Bartłomiej Burman podzielił się również swoim zdaniem na temat ex. prezesa Skry – Artura Szymczyka – ,,Nie chcę się wypowiadać w imieniu wszystkich, bo nie znam każdej historii, ale wyglądało to tak, że zawodnicy byli przez niego po prostu celowo  ignorowani. Zdarzały się co najwyżej sytuacje, gdy wchodził do szatni po przegranych meczach i komentował naszą grę. Pytał, za co nam płacą, skoro robimy takie wyniki”.

 

Wychodzi więc na to, że Skra wcale nie była mniej patologicznym środowiskiem niż Kotwica Kołobrzeg. W sumie, to schemat w obydwu tych miejscach jest bliźniaczy. Choć klub od tamtego czasu mocno się zmienił, bowiem nie ma w nim już samego Szymczyka, niechęć zawodników – jak z resztą widać – pozostała. No i dobrze! Niech jak najwięcej futbolowych patologii wychodzi na światło dzienne. Dobrze jeszcze, jakby ich sprawcy ponosili ich konsekwencje!

 

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *