Papszun po raz pierwszy naprzeciw Rakowa. Remis w hicie kolejki.

Papszun po raz pierwszy naprzeciw Rakowa. Remis w hicie kolejki.

Na rywalizacje Papszuna ze swoim byłym klubem czekał każdy. Jak zostanie powitany przez przyjezdnych kibiców słynnych Medalików? Co przygotuje, by zaskoczyć swojego następcę i byłych podopiecznych? Wielkie zapowiedzi, skromna rzeczywistość. Poziom i jakość wczorajszego meczu nie były bowiem tym, czego wszyscy oczekiwali. Po dość przeciętnym widowisku drużyny podzieliły się punktami – i zdecydowanie nikogo to nie urządza.

Legia opuszcza strefę spadkową! Ciężka, niemal syzyfowa praca zaczyna się opłacać, jednak przewaga nadal jest minimalna – zaledwie punkt nad szesnastą Arką i dwa nad przedostatnim Widzewem. Raków tymczasem powoli wypisuje się z walki o tytuł. Punkt dla drużyny spod Jasnej Góry efektywnie ratuje jedynie „joga bonito” Nsame we własnym polu karnym.

A co tak właściwie wyczynił Kameruńczyk. Najprawdopodobniej niecelny strzał Repki po rzucie rożnym Nsame ekwilibrystycznie zagrał piłkę pod własną bramkę, gdzie Diaby-Fadiga tylko dopełnił formalności. Było to 13. trafienie Gwinejczyka w 39. występie w sezonie. Jedyny jego strzał na bramkę dał gola, jednak poza tym epizodem jego gra ofensywna była wyraźnie przeciętna.

Po szybkim golu wydawało się, że drużyna trenera Tomczyka pójdzie za ciosem i przyspieszy tempo gry. Nic z tych rzeczy – do przerwy zdecydowanie dominowali Wojskowi. Ich pressing mocno utrudniał grę Częstochowianom, a większa liczba strzałów mogła dać wyrównanie, gdyby Nsame lepiej wykończył okazję głową. Zawodnicy Papszuna stosowali prosty schemat: piłka do Wszołka, wrzutka i nadzieja na coś spektakularnego. Spotkanie było więc przeciętne, przerywane i szarpane, a kibice, pełni nadziei na lepszy futbol wyczekiwali drugiej części wydawało się hitu kolejki.

Jak wyglądała druga połowa? Niestety – bez większych zmian, wciąż bardzo przeciętnie. Raków wrócił na boisko z większą energią, ale paliwa starczyło tylko na kilka minut. Obraz gry pozostał taki sam – goście oddali inicjatywę gospodarzą, a ci nieustannie zasypywali pole karne Oliwiera Zycha kolejnymi wrzutkami. Bramkarz Rakowa wczorajszego wieczoru naliczył ich chyba z milion. Nie mogło się to skończyć dobrze dla Rakowa – sami dopuszczali Wojskowych do tak wielu wrzutek w pole karne, a negatywne skutki w końcu musiały nadejść. Około 70. minuty Nsame oddał strzał po wrzutce, który ręką zatrzymał Ariel Mosór. Sędzia Łukasz Kuźma dłużej biegł do stanowiska VAR niż oglądał sytuację i bez chwili wahania wskazał na jedenasty metr. Rzut karny na gola pewnie zamienił sam Kameruńczyk, który zamiast po umieszczeniu piłki w siatce złapał się za mięsień dwugłowy, chwilę później opuścił boisko.

Raków znów powtarza nieszczęśliwy scenariusz z ćwierćfinałowego starcia z Fiorentiną – zdobyta bramka, oddanie pola rywalowi i w końcu kolejny rozczarowujący rezultat. Goście mieli jeszcze okazje, by ponownie objąć prowadzenie, lecz po sytuacyjnym strzale Brunesa piłka odbiła się od słupka. Poza tym nie padły już groźne sytuacje i mecz zakończył się remisem – wynikiem sprawiedliwym patrząc na obraz meczu i ani trochę nie satysfakcjonującym dla oby dwóch stron. 

Dla obu drużyn brak zwycięstwa komplikuje realizację celów na sezon. Legia nie zdołała odskoczyć od Arki i Widzewa, a Raków traci już sześć punktów do liderującego Lecha. Okoliczność łagodząca w postaci czwartkowego meczu po przerwie reprezentacyjnej straci ważność, kiedy na stadion przy Limanowskiego przyjedzie Widzew. Będzie to okazja do rehabilitacji i potencjalna pomoc dla Legii w walce o utrzymanie.

Legia Warszawa 1-1 Raków Częstochowa

6′ Lamine Diaby-Fadiga 

71′ (K) Jean-Pierre Nsame

Legia Warszawa: Otto Hindrich – Paweł Wszołek (73′ Kacper Chodyna), Kamil Piątkowski, Rafał Augustyniak, Radovan Pankov, Patryk Kun (85′ Arkadiusz Reca) – Wahan Biczachczjan (85′ Kacper Urbański), Juergen Elitim, Damian Szymański, Rafał Adamski – Jean-Pierre Nsame (73′ Mileta Rajović).

Raków Częstochowa: Oliwier Zych – Jean Carlos Silva, Zoran Arsenić (82′ Stratos Svarnas), Bogdan Racovitan, Ariel Mosór, Adriano Amorim – Lamine Diaby-Fadiga (63′ Ivi Lopez), Karol Struski (63′ Paweł Dawidowicz), Oskar Repka, Isak Brusberg (28′ Marko Bulat) – Jonatan Braut Brunes.

 

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *