253 dni czekania i magiczna moc Marka Papszuna. Legia zwycięża z Pogonią w Szczecinie!

253 dni czekania i magiczna moc Marka Papszuna. Legia zwycięża z Pogonią w Szczecinie!

W poniedziałek wielkanocny w słonecznej aurze odbył się mecz 27. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Na stadionie im. Floriana Krygiera w Szczecinie stawiła się Legia Warszawa oraz Pogoń Szczecin. Pierwszy gwizdek rozbrzmiał o godzinie 17:30, a każda z drużyn miała swój własny plan na to spotkanie.
 

Szokująca passa Legii i względny spokój Portowców.
 

Drużyna ze stolicy zajmuje aktualnie 15. miejsce w tabeli Ekstraklasy i znajduje się poza strefą spadkową – Wojskowi mimo to muszą pozostać skupieni. Scenariusz wypadnięcia z najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce wciąż pozostaje realny. Statystyki stoją po stronie Legii Warszawa: siedem meczów z rzędu bez porażki i rekordowa liczba zwycięstw z Pogonią w rywalizacji dwóch drużyn w Ekstraklasie napawają kibiców optymizmem. Patrząc na ciągnące się od dłuższego czasu problemy Legii, Portowcy mogliby czuć się spokojni, jednak ich sytuacja jest równie niestabilna co rywali. Zaledwie cztery punkty przewagi nad drużynami ze strefy spadkowej nie dają im jeszcze gwarancji pewnego utrzymania.
 

Pierwsza połowa w rękach Legionistów.
 

Początkowe przewidywania przebiegu meczu wskazywały na wyrównaną rywalizację. Legia Warszawa szybko zmieniła tę narrację. Mileta Rajović, po dośrodkowaniu piłki przez Patryka Kuna, oddał bardzo obiecujący strzał głową, który finalnie został obroniony przez Valentina Cojocaru. W 22. minucie meczu kibice ze Szczecina odetchnęli z ulgą, gdy kolejna akcja Legii nie zmieniła wyniku spotkania. Dzięki podwójnej interwencji bramkarza, który zatrzymał strzał Bichakhchyana, a następnie dobitkę Adamskiego, wciąż był remis. Ku niepocieszeniu gospodarzy, gra szybko przybrała inny przebieg zdarzeń. Rajović wykorzystując zamieszanie na polu karnym, w 32. minucie strzelił pierwszego gola dla Legii w tym spotkaniu. Do końca pierwszej połowy drużyna z Warszawy kontrolowała grę i tym samym utrzymała przewagę.
 

Czy opłacało się czekać 253 dni?
 

Druga połowa rozpoczęła się zdecydowanie intensywniej. Już w 47. minucie dublet zanotował Rajović. Gospodarze próbowali odpowiedzieć na ataki rywala, jednak nieskutecznie. Najbliżej poprawy swojej sytuacji byli w doliczonym czasie gry, gdy Leonardo Koutris przeprowadził obiecującą akcję, która skończyła się trafieniem w słupek. Tym razem Pogoni Szczecin zabrakło skuteczności i odrobiny szczęścia, bo wynik do  końca meczu pozostał niezmieniony. Legia natomiast ma co świętować. Wojskowi zaliczyli pierwszy triumf wyjazdowy od 27 lipca 2025, czyli czekali na niego aż 253 dni!
 

Pewne zwycięstwo Legii, ale czy na pewno?

Mecz zakończył się wynikiem 0:2, jednak jego triumfatorzy mają pewne powody do zmartwień. Dwóch piłkarzy z drużyny – Radovan Pankov i Wahan Bichakhchyan nie dokończyło meczu. Pankov zszedł z boiska w 86. minucie i zastąpiony został przez Artura Jędrzejczyka. Biczachczjan zakomunikował potencjalny uraz mięśnia czworogłowego w 58. minucie, zaraz po oddaniu strzału w kierunku bramki przeciwnika.

 

Zasługa Papszuna.

 

Legia w tym spotkaniu była bardzo konsekwentna, co odbiło się na końcowym wyniku meczu. Pojawiają się głosy o poprawie gry i większej konsekwencji ze strony zawodników, a coraz więcej pochwał płynie w stronę Marka Papszuna. Jedno jest pewne – na ostateczny osąd jeszcze za wcześnie, a Legia Warszawa mimo poprawy nie może jeszcze spocząć na laurach.

 

Pogoń Szczecin – Legia Warszawa 0:2 (0:1)
Bramki: Rajović (32′, 46′)

Pogoń Szczecin: Cojocaru – Borges, Loncar, Keramitsis, Mendy (46′ Koutris) – Acosta (58′ Cuić), Ulvestad, Grosicki (84′ Czapliński), Greenwood (73′ Agger) – Mukairu, Angielski (46′ Ława)

Legia Warszawa: Hindrich – Piątkowski, Augustyniak, Pankov (86′ Jędrzejczyk) – Wszołek, Elitim, Szymański, Kun (86′ Reca) – Biczachczjan (60′ K. Urbański), Rajović (90+3′ Krasniqi), Adamski

 

 

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *