Górnik Zabrze stoi przed jednym z najważniejszych meczów ostatnich lat. W czwartek przy Roosevelta Trójkolorowi zmierzą się z Ferencvárosem w rewanżu III rundy eliminacji Ligi Europy. Stawka jest ogromna – awans oznacza nie tylko grę w play-offach tych rozgrywek, ale również gwarancję udziału w fazie ligowej jednego z europejskich pucharów.
Pierwsze spotkanie w Budapeszcie zakończyło się minimalną porażką zabrzan 0:1. Przed rewanżem sytuacja jest więc prosta – Górnik musi odrabiać straty, ale losy rywalizacji pozostają całkowicie otwarte. Jednobramkowe zwycięstwo gospodarzy oznaczać będzie dogrywkę, wygrana różnicą co najmniej dwóch goli da awans bez konieczności rozgrywania dodatkowych 30 minut.
Jeden mecz może zapewnić europejską jesień
Trudno przecenić wagę tego spotkania. Zwycięzca dwumeczu awansuje do ostatniej rundy eliminacji Ligi Europy. Co najważniejsze, drużyna, która dotrze do play-offów LE, ma już zagwarantowane miejsce przynajmniej w fazie ligowej Ligi Konferencji – przegrani w play-offach Ligi Europy trafiają bowiem bezpośrednio do tych rozgrywek.
W przypadku odpadnięcia z Ferencvárosem Górnik również zachowa szansę na europejską jesień, ale będzie musiał wygrać jeszcze jeden dwumecz w play-offach Ligi Konferencji. Czwartkowy awans pozwoliłby więc uniknąć gry z nożem na gardle i już teraz zapewnić sobie co najmniej sześć kolejnych spotkań w Europie.
Ferencváros wie, jak grać takie mecze
Rywal Górnika to klub znacznie bardziej doświadczony na europejskiej scenie. Ferencváros jest 36-krotnym mistrzem Węgier, a przez siedem kolejnych sezonów dominował w swojej lidze. Dopiero w poprzednich rozgrywkach jego serię przerwał Győri ETO.
Węgrzy swoją tegoroczną przygodę z Ligą Europy rozpoczęli od wyeliminowania Vojvodiny – wygrali oba spotkania, a cały dwumecz aż 5:1. Później przyszło zdecydowanie trudniejsze starcie z FC Twente. Ferencváros zwyciężył w Holandii 2:1, a remis 2:2 w Budapeszcie wystarczył do awansu.
To drużyna, której nie trzeba będzie tłumaczyć, jak zachować się pod presją. Górnik musi więc spodziewać się rywala, który przy korzystnym wyniku nie będzie miał powodu do podejmowania nadmiernego ryzyka.
Górnik pokazał już, że w Zabrzu może postawić się faworytowi
Trójkolorowi mają jednak powody do optymizmu. Już podczas rywalizacji z Fenerbahçe pokazali, że na własnym stadionie potrafią grać bez kompleksów z przeciwnikiem dysponującym znacznie większym budżetem. W rewanżu z tureckim gigantem zabrzanie zremisowali 1:1 i do końca pozostawali w grze o doprowadzenie do dogrywki.
Dodatkowo przed spotkaniem z Ferencvárosem drużyna Michala Gašparíka dostała pozytywny impuls na ligowym podwórku. W Radomiu błysnął Federico, pokazując swój instynkt strzelecki. Pierwszego gola w Ekstraklasie zdobył Kacper Urbański, a do podstawowego składu wrócił waleczny Sondre Liseth. W ofensywie trener Górnika ma więc coraz więcej argumentów.
W czwartek nie będzie jednak miejsca na kalkulacje. Ferencváros przyjedzie do Zabrza bronić przewagi, a Górnik potrzebuje bramek. Kluczowe może być pierwsze trafienie – zdobyte odpowiednio wcześnie może całkowicie zmienić obraz spotkania i sprawić, że przy Roosevelta zrobi się naprawdę gorąco.
Do europejskiej jesieni pozostał jeden krok. 90 minut, być może 120. Górnik musi odrobić jedną bramkę i wykorzystać największy atut, którego nie miał tydzień wcześniej – własny stadion.
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.







Dodaj komentarz