Śpiący rycerze spod Jasnej Góry

Kończący pierwszy dzień ligowych zmagań, po długiej przerwie reprezentacyjnej, mecz między Rakowem i GKS-em miał szansę by być sporą niespodzianką. Zakończył się jednak katastrofą dla drużyny gospodarzy i jej kibiców. 

Od pierwszych minut meczu obie ekipy były bardzo aktywne, co chwilę ktoś meldował się z piłką w jednym bądź drugim polu karnym. Jednak przez ponad pół godziny najgroźniejszą sytuacją okazał się niezbyt mocny strzał głową Shkurina, który bez problemu wyłapał Trelowski. 

Z czasem coraz częściej do głosu zaczął dochodzić GKS, którego dominująca pozycja w 34. minucie przyniosła namacalny skutek. Właśnie wtedy do podania Bartosza Nowaka, przecinającego linię zaspanej obrony, dopadł zupełnie niepilnowany Ilia Shkurin. Białorusin sprytną podcinką posłał piłkę nad leżącym już niemal bramkarzem Rakowa, tym samym zdobywając już 7. w tym sezonie gola.

W obliczu niekorzystnego wyniku podopieczni trenera Kaczmarka nie mogli pozostawać dłużni GKS-owi i natychmiast ruszyli do ataku. Już w 37. minucie po nieumiejętnym wybiciu przez Mateusza Kowalczyka, piłka wylądowała pod nogami stojącego na granicy pola karnego Patryka Makucha. Napastnik gospodarzy nie wahając się nawet przez chwili uderzył piłkę z całej siły. Niemożliwa do obrony bomba posłana przez Makucha trafiła w poprzeczkę, po czym wpadła do bramki Kobylaka. 

Zdobywając wyrównującą bramkę Patryk Makuch nie tylko przywrócił do gry swoją drużynę ale i wyrównał swój rekord bramkowy z sezonu 22/23 

Po poznaniu zdobywcy tytuły gola kolejki można było z ekscytacją zasiąść do drugiej połowy. 

Zaraz po gwizdku wznawiającym grę wygórowane po pierwszej połowie oczekiwania kibiców zostały spełnione. Stało się to za sprawą Bartosza Nowaka, który do wcześniejszej asysty dołożył trafienie z rzuty karnego podyktowanego już w 46. minucie spotkania w Częstochowie. Sam rzut karny sprokurowany został przez Jeana Carlosa, który we własnym polu karnym niechcący zablokował piłkę ręką. 

Nie czekając aż przeciwnik zdoła się podnieść GKS wyprowadził kolejny cios. W 57. minucie zamieszany wcześniej w stratę bramki Mateusz Kowalczyk samodzielnie odebrał piłkę w środku pola i nie niepokojony przez kogokolwiek dobiegł do szesnastki gospodarzy. Dokładnym strzałem minął ospałych obrońców Rakowa i pokonał Kacpra Trelowskiego. 

Odpowiedzią gospodarzy na utratę kolejnej bramki były szybkie zmiany personalne. Była to jednak jedyna odpowiedź na jaką było już stać Raków. Pomimo kilku niezłych sytuacji na zmianę wyniku zawodnicy trenera Kaczmarka razili nieskutecznością. Ta postanowiła się na nich dodatkowo zemścić i w pierwszej minucie doliczonego czasu gry Borja Galan umieścił piłkę w bramce Trelowskiego świetnym strzałem głową. 

Niemrawa defensywa, nieskuteczna ofensywa i zaliczający głupie starty środek pola, to właśnie obraz gry Rakowa, który został rozmontowany w drugiej połowie przez GKS Katowice. Wygrana w pięknym stylu z pewnością jeszcze bardziej napędzi Katowiczan, którzy już w poniedziałek rozegrają zaległy mecz z Wieczystą. Budzący szczere pożałowanie i będący w opłakanej sytuacji Raków też zmierzy się z beniaminkiem z Krakowa już w następny piątek. 

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *