110 lat historii na jednej murawie. Wyjątkowe święto Legii przy Łazienkowskiej.

Są mecze, po których najważniejszy jest wynik. Są też takie, w których po ostatnim gwizdku analizujemy tabelę, punkty, błędy czy decyzje trenera. W niedzielę przy Łazienkowskiej żadna z tych rzeczy nie miała większego znaczenia.

6 września Legia Warszawa świętowała swoje 110-lecie. Na murawie Stadionu Wojska Polskiego ponownie pojawili się zawodnicy, którzy przez kolejne dekady tworzyli historię klubu. Ponad 70 byłych legionistów, kilka pokoleń, tysiące wspomnień i jedno miejsce, które wszystkich ich połączyło – Łazienkowska 3.

Miałem możliwość oglądania tego spotkania na miejscu z akredytacją medialną i muszę przyznać, że był to jeden z tych dni, podczas których wynik naprawdę schodzi na dalszy plan.

Zawodnicy, których pamiętamy. I ci, których wcześniej znaliśmy tylko z historii

Chyba największą wartością tego spotkania była możliwość zobaczenia obok siebie zawodników z kompletnie różnych okresów historii Legii.

Na murawie pojawili się między innymi Miroslav Radović, Nemanja Nikolić, Vadis Odjidja-Ofoe, Roger Guerreiro, Łukasz Fabiański, Artur Jędrzejczyk, Danijel Ljuboja, Michał Kucharczyk, Dariusz Dziekanowski, Wojciech Kowalczyk, Leszek Pisz czy Marek Saganowski.

I właśnie będąc na stadionie, można było poczuć coś, czego nie oddaje zwykła lista nazwisk.

Jednych człowiek oglądał przez lata.

Pamięta ich gole, mecze, mistrzostwa, europejskie wieczory czy konkretne sytuacje z Łazienkowskiej.

Innych – szczególnie tych reprezentujących wcześniejsze pokolenia – znał głównie z opowieści, archiwalnych nagrań i historii klubu.

A tego dnia wszyscy znaleźli się na jednym boisku.

Dla mnie właśnie to było w tym jubileuszu najciekawsze. Fajnie było ponownie zobaczyć zawodników, których samemu kiedyś oglądało się w barwach Legii, ale równie interesujące było zobaczenie na własne oczy tych, których wcześniej nie miało się okazji oglądać na żywo.

110 lat historii nagle przestało być tylko liczbą.

Rado i Nikolić – pewne rzeczy się nie zmieniają

Choć wynik był tego dnia sprawą drugorzędną, sami zawodnicy nie przyjechali na Łazienkowską wyłącznie po to, żeby pomachać kibicom.

Były gole, efektowne zagrania i sporo emocji.

Miroslav Radović szybko przypomniał kibicom o swoich umiejętnościach i otworzył wynik spotkania. Później swoje strzelanie rozpoczął Nemanja Nikolić.

A kiedy Nikolić zaczyna strzelać przy Łazienkowskiej, najwyraźniej nawet upływ czasu niewiele zmienia.

Były napastnik Legii zakończył spotkanie z hat-trickiem. Do siatki trafił również Michal Hubnik, a drużyna Radovicia ostatecznie zwyciężyła 5:2.

Było w tym sporo nostalgii. Człowiek patrzył na konkretne zagrania i przez moment mógł przypomnieć sobie czasy, kiedy ci sami zawodnicy regularnie wybiegali przy Ł3 w ligowych czy europejskich spotkaniach.

Jędza zrobił to po swojemu

Jednym z momentów, który szczególnie zapamiętam, była bramka Artura Jędrzejczyka.

Jeszcze w pierwszej tercji Jędza dostał okazję z rzutu karnego. Do piłki podchodził przy skandowanym przez trybuny nazwisku, ale uderzył w poprzeczkę.

Później się zrehabilitował.

I zrobił to naprawdę efektownie.

Jędrzejczyk znalazł się przed bramkarzem i zamiast uderzać na siłę, ładnie przerzucił nad nim piłkę.

Gol.

1:3.

Może nie była to bramka decydująca o wyniku, ale z mojej perspektywy zdecydowanie jeden z najfajniejszych momentów całego spotkania.

Szczególnie że zaledwie kilka dni wcześniej Jędza oficjalnie żegnał się przy Łazienkowskiej z Legią jako zawodnik pierwszego zespołu.

A teraz ponownie wybiegł na tę samą murawę – tym razem podczas wielkiego spotkania pokoleń.

Nie tylko sam mecz

Bardzo podobało mi się również to, że organizatorzy nie ograniczyli całego wydarzenia do 90 minut gry.

Spotkanie zostało rozegrane w nietypowym formacie trzech tercji po 30 minut, a pomiędzy nimi cały czas coś działo się na murawie.

Był między innymi konkurs rzutów karnych z udziałem Arkadiusza Malarza, występ Cheer Angels oraz konkurencje z udziałem zawodników i kibiców. W jednej z sytuacji kibice mogli też zobaczyć Łukasza Fabiańskiego ponownie broniącego rzut karny.

Dzięki temu nie było poczucia, że przerwa oznacza po prostu czekanie na powrót zawodników.

Całość była jednym dużym jubileuszowym wydarzeniem.

I z perspektywy stadionu naprawdę dobrze się to oglądało.

Siedem goli, ale wynik był najmniej istotny

Ostatecznie drużyna Miroslava Radovicia wygrała z zespołem Leszka Pisza 5:2.

Radović zdobył jedną bramkę, Nikolić trzy, a Hubnik jedną. Dla drugiego zespołu trafili Jędrzejczyk oraz Cezary Kucharski.

Ale za kilka lat prawdopodobnie niewiele osób będzie pamiętało, czy skończyło się 5:2, 4:2 czy 5:3.

Będziemy za to pamiętać widok tylu byłych legionistów ponownie zakładających koszulkę z „eLką” na piersi.

Radović z piłką przy nodze.

Nikolić znowu strzelający przy Łazienkowskiej.

Fabiański między słupkami.

Jędza próbujący swoich sił w ataku.

Piłkarze różnych pokoleń stojący obok siebie.

I trybuny, które mogły jeszcze raz przywitać ludzi tworzących historię tego klubu.

110 lat zamknięte w jednym popołudniu

Po ostatnim gwizdku obie drużyny otrzymały pamiątkowe medale, kapitanowie wznieśli specjalną paterę przygotowaną z okazji 110-lecia, a uczestnicy wykonali wspólne zdjęcie. Na zakończenie zawodnicy ruszyli jeszcze wokół stadionu, żeby pożegnać się z kibicami.

I to chyba najlepiej podsumowuje całe wydarzenie.

To nie był mecz dwóch drużyn. To było spotkanie kilku pokoleń Legii Warszawa.

Dla starszych kibiców możliwość ponownego zobaczenia swoich dawnych idoli.

Dla młodszych – szansa, żeby po raz pierwszy na własne oczy zobaczyć zawodników znanych wcześniej przede wszystkim z historii.

Dla piłkarzy – możliwość ponownego założenia koszulki z „eLką” na piersi i wyjścia na murawę przy Łazienkowskiej.

A dla mnie, mogącego obserwować to wszystko na miejscu, po prostu bardzo fajne doświadczenie i wydarzenie, które na długo zostanie w pamięci.

Bo piłkarze przychodzą i odchodzą.

Zmieniają się trenerzy.

Zmieniają się drużyny.

Zmieniają się pokolenia kibiców.

Ale od 110 lat jedno pozostaje niezmienne.

Legia Warszawa. 🟢⚪🔴

A Wy kogo najbardziej cieszyliście się zobaczyć ponownie przy Łazienkowskiej?

Który moment jubileuszowego spotkania zapamiętacie najbardziej? I którego z byłych legionistów chcielibyście jeszcze kiedyś zobaczyć z „eLką” na piersi?

Dajcie znać w komentarzach. 👇

☕ Wesprzyj moją pracę

Jeśli cenisz moje materiały i chcesz wesprzeć ich dalsze tworzenie, możesz postawić mi symboliczną kawę. Link do wsparcia znajdziesz pod artykułem lub przy moim profilu.

Dzięki za każde wsparcie! 🟢⚪🔴

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *