Augustyniak strzela jak napastnik. Ale Legia potrzebuje od niego czegoś więcej

Rafał Augustyniak znów znalazł drogę do bramki. W klasyku z Widzewem dał Legii prowadzenie, wcześniej trafił przeciwko Radomiakowi i Motorowi. Jak na zawodnika występującego przede wszystkim w defensywie, jego liczby mogą robić wrażenie. Problem w tym, że od Augustyniaka oczekujemy dziś właściwie wszystkiego – bronienia, rozegrania, pojedynków w powietrzu, a coraz częściej również bramek. Czy właśnie dlatego jest jednym z najbardziej specyficznych piłkarzy obecnej Legii?

Dwie minuty, które najlepiej pokazują piłkarskie emocje

19 minuta meczu z Widzewem.

Legia dopięła swego, a na listę strzelców wpisał się Rafał Augustyniak. Wojskowi prowadzili 1:0 i wydawało się, że spotkanie zaczyna układać się po ich myśli.

Minęły jednak zaledwie dwie minuty i było 1:1.

W pierwszych relacjach można było nawet znaleźć informację, że Augustyniak najpierw strzelił do bramki Widzewa, a następnie zaliczył trafienie samobójcze. Ostatecznie gol wyrównujący został jednak zapisany Kamilowi Piątkowskiemu. Oficjalna relacja Legii również wskazuje Augustyniaka jako jedynego strzelca bramki dla Wojskowych.

Warto to wyraźnie zaznaczyć, bo łatwo byłoby po meczu niesłusznie obarczyć Augustyniaka winą za utratę prowadzenia.

A przecież jego występ można rozpatrywać z zupełnie innej strony.

Obrońca? Pomocnik? A może jeden z najskuteczniejszych ludzi Legii?

Augustyniak od dawna jest zawodnikiem trudnym do zamknięcia w jednej szufladce.

Może występować jako defensywny pomocnik, ale w ostatnim czasie Marek Papszun regularnie korzysta z niego w środku defensywy. W tym sezonie Augustyniak jest wręcz żelaznym elementem zespołu – w pierwszych siedmiu spotkaniach ligowych przed starciem z Widzewem rozegrał komplet 630 minut.

A mimo ustawienia tak głęboko potrafi dawać Legii coś, czego nie zawsze oczekujemy od środkowego obrońcy.

Bramki.

W obecnym sezonie ligowym trafił już przeciwko Radomiakowi, a następnie wykorzystał rzut karny w wygranym 3:2 meczu z Motorem Lublin. Do tego dołożył asystę w spotkaniu z Piastem Gliwice.

Teraz przyszła bramka przeciwko Widzewowi.

I przestaje to wyglądać jak przypadek.

17 goli w barwach Legii

Jeszcze ciekawiej robi się, kiedy spojrzymy na całą przygodę Augustyniaka przy Łazienkowskiej.

Od debiutu w sierpniu 2022 roku rozegrał dla Legii 153 oficjalne spotkania i zdobył 17 bramek. W samej Ekstraklasie ma 13 trafień w 103 występach.

Dla zawodnika o profilu defensywnym to naprawdę solidne liczby.

Augustyniak potrafi uderzyć z dystansu.

Dobrze odnajduje się przy stałych fragmentach.

Nie boi się wejść wyżej.

Może wykorzystać rzut karny.

A kiedy dostanie trochę przestrzeni przed polem karnym, przeciwnik nie powinien zostawiać go bez krycia.

To sprawia, że Legia posiada zawodnika, który nawet grając w defensywie, może realnie wpłynąć na wynik po drugiej stronie boiska.

Tylko czy właśnie tego najbardziej potrzebujemy od środkowego obrońcy?

I tutaj zaczyna się ciekawsza dyskusja.

Bo gole Augustyniaka oczywiście cieszą.

Ale gdy występuje jako środkowy obrońca, jego podstawowe zadania znajdują się przecież pod własną bramką.

Legia w ostatnich tygodniach nie zawsze wyglądała defensywnie tak pewnie, jak powinna.

Z Koroną – 1:1.

Z Piastem – 1:1.

Ze Śląskiem – 1:1.

Z Motorem w Pucharze Polski – 0:3.

Z Motorem w lidze – 3:2.

Teraz z Widzewem – ponownie 1:1.

Oczywiście absurdem byłoby przypisywanie wszystkich straconych bramek Augustyniakowi. Futbol defensywny to funkcjonowanie całej formacji i całego zespołu.

Ale warto postawić pytanie:

czy Legia nie potrzebuje od Augustyniaka przede wszystkim stabilności z tyłu, a dopiero później kolejnych bramek?

Łatwo zapamiętać błąd obrońcy

Pozycja środkowego obrońcy jest niewdzięczna.

Napastnik może zmarnować trzy sytuacje, strzelić czwartą i zostać bohaterem.

Obrońca może rozegrać 89 bardzo dobrych minut, popełnić jeden poważny błąd i właśnie ten moment zostanie zapamiętany.

Augustyniak dodatkowo sam wysoko zawiesił sobie poprzeczkę.

Skoro potrafi zdobywać bramki, kibice zaczynają traktować je niemal jak kolejny element jego obowiązków.

Tymczasem przede wszystkim powinien zapewniać Legii spokój w defensywie.

I tutaj właśnie ocena jego gry robi się znacznie bardziej skomplikowana niż proste:

„strzelił gola, więc zagrał dobrze”.

Paradoks Augustyniaka

Być może właśnie tutaj znajduje się sedno całej dyskusji.

Augustyniak jest zawodnikiem, którego łatwo oceniać skrajnie.

Kiedy zdobywa efektowną bramkę albo daje Legii prowadzenie – słyszymy, jak ważnym jest zawodnikiem.

Kiedy defensywa popełnia błąd – natychmiast pojawiają się pytania o jakość gry z tyłu.

A prawda zapewne znajduje się gdzieś pomiędzy.

Legia posiada defensora, który daje jej ponadprzeciętną wartość ofensywną.

To atut.

Nie problem.

Problem pojawiłby się dopiero wtedy, gdyby ofensywne liczby zaczęły przykrywać niedociągnięcia w podstawowych obowiązkach defensywnych.

I właśnie dlatego Augustyniaka warto oceniać szerzej niż przez pryzmat samych goli.

Papszun mu ufa

Jest jeszcze jeden fakt, którego trudno nie zauważyć.

Augustyniak gra.

I gra bardzo dużo.

W pierwszych siedmiu kolejkach obecnego sezonu Ekstraklasy ani razu nie zszedł z boiska – uzbierał komplet 630 minut. Do tego rozegrał pełne spotkanie Pucharu Polski z Motorem.

To dużo mówi o jego pozycji w drużynie Marka Papszuna.

Trener najwyraźniej mu ufa.

I trudno się temu całkowicie dziwić.

Doświadczenie, uniwersalność, gra w powietrzu, możliwość wystawienia w pomocy i defensywie, a do tego zagrożenie pod bramką przeciwnika.

Takich zawodników trenerzy zazwyczaj cenią.

17 bramek defensora nie bierze się znikąd

Możemy dyskutować o jakości poszczególnych występów Augustyniaka.

Możemy wymagać od niego więcej w defensywie.

Możemy zastanawiać się, czy w dłuższej perspektywie środek obrony jest dla niego optymalną pozycją.

Ale 17 bramek dla Legii nie można zignorować.

Zwłaszcza że nie mówimy o napastniku.

Nie mówimy nawet o ofensywnym pomocniku.

Mówimy o zawodniku, którego pierwszym zadaniem przez dużą część spotkań jest zatrzymywanie przeciwnika.

A jednak regularnie pojawia się również pod jego bramką.

Nie zabierajmy mu tego, czego nie zrobił

I na koniec warto jeszcze raz wrócić do meczu z Widzewem.

Bo to dobry przykład tego, jak szybko może powstać narracja, która później zaczyna żyć własnym życiem.

Augustyniak strzelił na 1:0.

Chwilę później Widzew wyrównał.

W pierwszych doniesieniach samobójcze trafienie przypisywano właśnie Augustyniakowi. Późniejsze relacje wskazują jednak Kamila Piątkowskiego jako autora samobója.

Dlatego krytykujmy Augustyniaka wtedy, kiedy na krytykę zasługuje.

Wymagajmy więcej, kiedy popełnia błędy.

Ale nie dopisujmy mu tych, których nie popełnił.

Bo po wczorajszym klasyku fakty są proste:

Rafał Augustyniak strzelił dla Legii. Nie przeciwko niej.

A większym pytaniem na kolejne tygodnie pozostaje to, czy Legia potrafi wykorzystać jego nietypowe atuty ofensywne, jednocześnie budując wokół niego defensywę wystarczająco solidną do walki o najwyższe cele.

A jak Wy oceniacie Rafała Augustyniaka?

Jest dziś jednym z najważniejszych zawodników Legii, czy od środkowego obrońcy oczekujecie przede wszystkim większej pewności w defensywie?

I gdzie Waszym zdaniem wygląda najlepiej – na środku obrony czy jako defensywny pomocnik?

Dajcie znać w komentarzach. 👇

☕ Wesprzyj moją pracę

Jeśli cenisz moje materiały i chcesz wesprzeć ich dalsze tworzenie, możesz postawić mi symboliczną kawę. Link do wsparcia znajdziesz pod artykułem lub przy moim profilu.

Dzięki za każde wsparcie! 🟢⚪🔴

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *