Górnik żyje. Monaco wygrało w Zabrzu, ale sprawa awansu wciąż jest otwarta

AS Monaco przyjechało do Zabrza w roli zdecydowanego faworyta i wyjechało ze zwycięstwem, ale Górnik nie zamierzał kłaniać się bardziej utytułowanemu rywalowi. Trójkolorowi przegrali 2:3 i przed rewanżem w Księstwie mają jedną bramkę do odrobienia. Europejski sen wciąż trwa.

Czwartkowy wieczór przy Roosevelta miał być dla Górnika kolejnym wielkim europejskim testem. Po Fenerbahçe i Ferencvárosi do Zabrza przyjechał przedstawiciel jednej z najmocniejszych lig Europy – AS Monaco. Francuzi dopiero rozpoczynali w tym sezonie grę o europejskie puchary, podczas gdy zabrzanie mieli już za sobą dwa wymagające dwumecze i sześć tygodni grania o stawkę.

 

Monaco uderzyło jako pierwsze

Goście bardzo szybko pokazali, że najmniejszy błąd na tym poziomie może kosztować wiele. W 9. minucie Monaco wyprowadziło błyskawiczny kontratak, Mathys Detourbet dograł do Miki Bieretha, a ten bez przyjęcia pokonał Philippa Schulze.

Górnik jednak nie pękł. Zabrzanie próbowali odpowiadać przede wszystkim uderzeniami z dystansu. Swoich szans szukali Josema i Maksym Chłań, ale na posterunku był doświadczony Lukáš Hrádecký. Tuż przed przerwą groźnie zrobiło się również po technicznym uderzeniu Petera Federico, po którym piłka przeleciała nad poprzeczką.

Monaco miało swoje okazje, ale do szatni schodziło z minimalnym prowadzeniem. Wynik 0:1 pozostawiał Górnika w grze.

 

Siedem minut, które rozpaliły mecz

Po przerwie spotkanie nagle eksplodowało.

W 51. minucie Lamine Camara huknął zza pola karnego i kapitalnym strzałem podwyższył prowadzenie Monaco. Wydawało się, że francuski zespół zaczyna przejmować pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku.

Górnik potrzebował jednak zaledwie dwóch minut, by odpowiedzieć.

Erik Prekop znalazł się w odpowiednim miejscu w polu karnym i pokonał Hrádeckiego. Przy Roosevelta znów zrobiło się gorąco – było już tylko 1:2.

Niestety, zanim zabrzanie na dobre poczuli krew, Monaco ponownie odskoczyło. W 58. minucie Stanis Idumbo precyzyjnie dośrodkował, a Paris Brunner wygrał pojedynek w powietrzu i głową zdobył trzecią bramkę dla gości.

W ciągu zaledwie kilku minut mecz zmienił się w prawdziwą wymianę ciosów.

 

Liseth przywrócił nadzieję

Michał Gašparík zaczął reagować. W 66. minucie na boisku pojawili się Kacper Urbański oraz Sondre Liseth. I to właśnie Norweg sprawił, że przed rewanżem zabrzanie mogą patrzeć na wynik z nadzieją.

W 74. minucie po rzucie rożnym piłka trafiła do Lisetha, który uderzeniem z pola karnego pokonał Hrádeckiego. 2:3.

Górnik ruszył po wyrównanie, ale jednocześnie musiał uważać na kontry Monaco. W końcówce Schulze kapitalnie interweniował po rzucie wolnym Anisa Soubeira, a chwilę później po uderzeniu głową Erica Diera zabrzan uratował słupek.

 

Ostatecznie więcej bramek już nie padło.

Górnik przegrał, ale zdecydowanie nie został znokautowany. Monaco zabiera do Księstwa jednobramkową zaliczkę, a Trójkolorowi – świadomość, że nawet z tak renomowanym rywalem potrafią nawiązać walkę.

 

Wszystko rozstrzygnie się w Monaco

Rewanż odbędzie się w czwartek, 27 sierpnia o godzinie 18:45 na Stade Louis-II. Stawką będzie awans do fazy ligowej Ligi Konferencji.

Przed decydującym spotkaniem Górnik będzie miał czas na regenerację, ponieważ w ten weekend nie rozegra meczu ligowego. Monaco takiego komfortu nie ma – w niedzielę czeka je wyjazdowe spotkanie Ligue 1 z Le Havre.

Jedna bramka. Dziewięćdziesiąt minut. I miejsce w fazie ligowej europejskiego pucharu na szali.

Górnik jedzie do Monaco po coś więcej niż piękną przygodę. Jedzie tam po awans.

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *