Koszmar, który wraca jak bumerang. Pucharowe przekleństwo Wisły Kraków

Wisła Kraków już w pierwszej rundzie STS Pucharu Polski zakończyła swoją przygodę po wyjazdowej porażce z pierwszoligową Odrą Opole 1:2. Tym samym podopieczni Mariusza Jopa mogą już w 100% skupić się tylko i wyłącznie na rozgrywkach PKO BP Ekstraklasy.

Niechlubna statystyka

Nie będę opisywać tu podsumowania całego spotkania, ponieważ nie ma zbytnio dużego sensu. Tak naprawdę inspiracją do napisania tego tekstu był tweet Szymona Nurczyka na platformie X, który doskonale podsumował ostatnie poczynania Wisły Kraków w krajowym pucharze od sezonu 18/19 do dnia dzisiejszego. Ta statystyka jest przerażająca: nie licząc sensacyjnego zwycięstwa w Pucharze Polski w sezonie 23/24 (jako zespół pierwszoligowy), „Biała Gwiazda” w ośmiu ostatnich sezonach aż sześciokrotnie odpadała z zespołami z niższych lig. Były to takie drużyny jak: Błękitni Stargard Szczeciński, KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, Olimpia Grudziądz, Motor Lublin, Polonia Warszawa, Zawisza Bydgoszcz, a we wtorek do tego grona dołączyła Odra Opole prowadzona przez Łukasza Tomczyka.

Te same popełnione błędy

Przejdźmy dalej. Trener Mariusz Jop, odpadając z Pucharu Polski w roli pierwszego trenera Wisły Kraków, zawsze robił to w dziwnych okolicznościach. W sezonie 24/25, w 1/8 finału z Polonią Warszawa, krakowska drużyna prowadziła do przerwy 2:0 po dublecie Frederico Duarte. Jak mawiał były selekcjoner reprezentacji Polski, Czesław Michniewicz – 2:0 to niebezpieczny wynik. Wisła Kraków kompletnie o tym zapomniała i na drugą część meczu wyszła odmieniona, stracąc dwa gole w ciągu dwóch minut, przez co „Czarne Koszule” doprowadziły do dogrywki. Co ciekawe, trener Jop zdecydował się wtedy wprowadzić na boisko swoją największą gwiazdę  – Angela Rodado, który w końcówce pierwszej części dogrywki zmarnował rzut karny (w świetnym stylu obronił go bramkarz Polonii – Mateusz Kuchta). Niewykorzystane sytuacje się mszczą i dwie minuty później podopieczni Mariusza Pawlaka za sprawą Bartłomieja Poczobuta zadali ostateczny cios, wyrzucając krakowską ekipę z turnieju.

W zeszłym sezonie – również w 1/8 finału – „Biała Gwiazda” pojechała do Bydgoszczy, aby zmierzyć się z trzecioligowym Zawiszą Bydgoszcz. Wyjściowy skład był nieco zrotowany, a w ataku zagrał Albańczyk – Ardit Nikaj, który w 25. minucie zdobył bramkę dla Wisły. Wszystko wyglądało dobrze do momentu, gdy kilka minut później Mariusz Kutwa sfaulował w polu karnym gracza gospodarzy. Po analizie VAR sędzia główny – Damian Kos, podyktował rzut karny, którego pewnym wykonawcą okazał się kapitan Zawiszy, Maciej Kona. Jednak to, co wydarzyło się pomiędzy 53. a 64. minutą meczu, trudno racjonalnie opisać. W tym czasie Zawisza trzykrotnie pokonał bramkarza Wisły, Kamila Brodę – raz bezpośrednio z rzutu rożnego i dwukrotnie po dośrodkowaniach z rzutów wolnych. Obrońcy, jak i sam bramkarz Wisły, nie wiedzieli, co się dzieje na boisku. Efekt był taki, że to Zawisza Bydgoszcz grał dalej, a Wisła Kraków znów musiała obejść się smakiem.

No i we wtorkowe popołudnie nadeszło starcie z pierwszoligową Odrą Opole. Początek znów był dobry, ponieważ w 16. minucie strzałem z dystansu bramkarza Odry pokonał skrzydłowy Maciej Kuziemka. Wszystko zmienił jednak faul Marko Bozicia w 31. minucie spotkania, który po analizie VAR zakończył się czerwoną kartką zamiast żółtej. A potem zaczęła się walka o przetrwanie i ogromna panika. Doprowadziło to do błędu Patryka Letkiewicza w 52. minucie i gola napastnika Odry, Patryka Szysza. Osiem minut później, po błędzie Igbekeme, Letkiewicza pokonał inny napastnik – Michał Feliks. Dodatkowo cztery minuty później uraz kolana zgłosił sam bramkarz Wisły, którego musiał zastąpić debiutant 24-letni – Bartosz Neugebauer, grający na co dzień w trzecioligowych rezerwach. Trener Jop próbował ratować sytuację, wpuszczając na boisko m.in. Kacpra Dudę czy Jordiego Sáncheza, jednak nic to nie dało. Wisła Kraków po raz pierwszy od porażki 15 sierpnia 2020 roku z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski zakończyła pucharowe zmagania już na pierwszej rundzie.

Piłkarze z rezerwy bez formy

Ciężko ocenić, czy któryś z graczy po tym przegranym meczu przybliżył się do pierwszego składu. Może krok do przodu wykonał Kuziemka, po którym było widać, że mocno się stara, aby zmienić niekorzystny wynik. W przeciwieństwie do Wiktora Biedrzyckiego, który w wielu sytuacjach – wiedząc, że wynik jest niekorzystny – wolał dyskutować z piłkarzami rywali lub z sędzią, zamiast zacząć działać. Do tego podejmował wiele złych decyzji, m.in. grając na krótko do Letkiewicza, który o tym meczu zapewne chce jak najszybciej zapomnieć (liczba popełnionych przez niego błędów mogłaby się nie zmieścić na palcach jednej ręki). Wracając do Biedrzyckiego czy Kutwy – obaj gracze pokazali dobitnie, że nie nadają się obecnie do gry w pierwszej jedenastce „Białej Gwiazdy”. Dodatkowo trzeba wspomnieć o słabej dyspozycji samego Angela Rodado. Hiszpan się starał, jednak gołym okiem widać, że nie przepracował w pełni okresu przygotowawczego. Dla 29-letniego Hiszpana przerwa reprezentacyjna na przełomie września i października może być idealną okazją do powrotu do dawnej formy z czasów gry w Betclic 1. Lidze.

Już w sobotę Wisła Kraków w ramach rozgrywek PKO BP Ekstraklasy zmierzy się na wyjeździe z Koroną Kielce. Szymon Nurczyk opisał również, jak Wisła prezentowała się w lidze bezpośrednio po porażkach w pucharze. Te statystyki są niestety mizerne – mecze kończyły się porażkami albo remisami. Wygląda więc na to, że pełne skupienie się na samej lidze po takiej porażce może zająć podopiecznym Mariusza Jopa nieco więcej czasu niż tylko kilka dni.

Trudne tygodnie przed Letkiewiczem

Na koniec wracając do Patryka Letkiewicza, który był dziś antybohaterem w zespole Wisły Kraków. W poprzednich przegranych starciach pucharowych – z Polonią Warszawa i Zawiszą Bydgoszcz – w bramce stali kolejno:  Anton Cziczkan i Kamil Broda, którzy z końcem sezonu 25/26 opuścili krakowski klub i do dziś nie mogą znaleźć nowych pracodawców. Jak wiadomo, po przybyciu Marcela Łubika sam Letkiewicz jest aktualnie numerem dwa w hierarchii bramkarzy Wisły Kraków. Musi jednak wiedzieć, że gdy pojawia się okazja do zaprezentowania swoich umiejętności, wypada wypaść jak najlepiej. We wtorek w Opolu dostaliśmy natomiast ostateczną odpowiedź na to, że dyskusja o tym, czy w bramce Wisły powinien stać Łubik, czy Letkiewicz, jest kompletnie bezpodstawna – dzieli ich po prostu przepaść.

Miejmy nadzieję, że dla 20-latka ten 1 września 2026 roku będzie okazją do głębokich przemyśleń i szukania lepszych rozwiązań na boisku. Granie na krótko do najbliższego obrońcy przy głębokim pressingu rywali może skończyć się fatalną stratą i głupio straconą bramką – o czym sam Letkiewicz wie doskonale jeszcze z czasów gry na poziomie Betclic 1. Ligi. Na pewno nie był to dla Letkiewicza ostatni występ w koszulce „Białej Gwiazdy”, jednak w swoim podejściu musi w końcu coś zmienić, aby iść do przodu, a nie zaliczać regres.

 

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *