„Krakowskim tempem” to seria artykułów Jana Zdechlika – cotygodniowa lub dwutygodniowa kronika piłkarskiego Krakowa, skupiona na trzech klubach: Wiśle Kraków, Wieczystej Kraków i Cracovii – trzech barwach, jednym mieście i tysiącach historii. Zawarte będą cytaty, historie z boiska i wiele wiele innych. Piszemy „Krakowskim tempem”, bo futbol w tym mieście płynie własnym rytmem.
Wisła Kraków: Blamaż w Bydgoszczy i po jeden w Łodzi.
Ostatni mecz (pucharowy): Jeśli ktoś przed meczem Zawisza Bydgoszcz – Wisła Kraków szukał w Pucharze Polski klasycznej historii o dominacji faworyta, to niestety… trafił pod zły adres. Na papierze wszystko się zgadzało: Wisła, lider I ligi, aspiracje, szeroka kadra. Zawisza, trzeci poziom rozgrywkowy i stadion, na którym „Biała Gwiazda” miała jedynie odhaczyć awans. Boisko bardzo szybko zweryfikowało te założenia.
Wisła co prawda zaczęła zgodnie ze scenariuszem i po golu Ardita Nikaja wyszła na prowadzenie, ale był to moment, który tylko uśpił czujność krakowian. Zawisza odpowiedział niemal od razu, Maciej Kona wyrównał z rzutu karnego, a po przerwie gospodarze już się nie oglądali za siebie. Bramki Staniaka, samobój Duarte i kolejne trafienie Kony sprawiły, że sensacja zamieniła się w demonstrację siły. 4:1 dla Zawiszy i Wisła mogła jedynie bezradnie patrzeć, jak pucharowa przygoda dobiega końca.
Powstrzymam się od jakiś brutalniejszych ocen zawodników jeśli chodzi o to spotkanie bo każdemu mogła się podwinąć noga i kibice jak i sztab, mimo takiej porażki zdają sobie sprawę, że celem nr.1 w tym sezonie jest powrót na najwyższy szczebel rozgrywkowy w Polsce mianowicie – Ekstraklasa.
Zawisza zagrał jak drużyna, która chciała tego awansu bardziej, a Wisła jak zespół, który był przekonany, że awans po prostu „się wydarzy”. Puchar Polski po raz kolejny przypomniał, że nie wybacza arogancji, a trzecioligowiec potrafi zrobić więcej zamieszania niż murowany faworyt.
Ostatni mecz (ligowy): Co zaś się tyczy ostatniego meczu przed zimową przerwą – meczu w Łodzi z tamtejszym ŁKS-em, to był to zupełnie inny typ spotkania niż pucharowa wpadka w Bydgoszczy. Tym razem Wisła nie została brutalnie sprowadzona na ziemię, ale też nie wzniosła się na poziom, który pozwoliłby spokojnie zamknąć rok zwycięstwem. Na Stadionie Króla padł remis 1:1, który najlepiej oddaje przebieg tego spotkania: sporo walki, momenty nerwowości i uczucie lekkiego niedosytu po obu stronach.
Mecz zaczął się dla Wisły fatalnie, bo już w pierwszych minutach gospodarze dostali rzut karny, który Artur Crăciun bez problemu zamienił na gola. ŁKS ustawił sobie spotkanie bardzo szybko i przez długi czas konsekwentnie realizował plan polegający na odbiorze i prostych, ale groźnych atakach. Wisła miała piłkę, próbowała narzucić tempo, lecz długo brakowało konkretów i klarownych sytuacji.
Po przerwie obraz gry nieco się zmienił. Krakowianie przycisnęli, a przewaga w posiadaniu piłki w końcu przełożyła się na konkretny efekt. Igor Łasicki doprowadził do wyrównania, dając Wiśle gola, który uspokoił sytuację i pozwolił myśleć nawet o komplecie punktów. Tego jednak już nie udało się dowieźć – końcówka była szarpana, pełna fauli i ostrożności, jakby obie drużyny bardziej bały się stracić niż zyskać.
Ostatecznie Wisła zakończyła rundę remisem na trudnym terenie, a ŁKS mógł mówić o dobrze wykonanej pracy przeciwko faworytowi. Nie było fajerwerków, nie było kompromitacji, ale też zabrakło tej kropki nad „i”, która pozwalałaby spokojnie rozsiąść się przy świątecznym stole. Bo choć punkt w Łodzi to wynik do zaakceptowania, to po takim roku człowiek i tak ma wrażenie, że zamiast deseru znów dostaliśmy tylko dokładkę ziemniaków.
Perspektywy: Po remisie w Łodzi Wisła Kraków wciąż może patrzeć na ligową tabelę z pozycji lidera Betclic 1 Ligi. Przewaga punktowa nad resztą stawki nadal jest wyraźna, a dwa ostatnie mecze bez zwycięstwa nie wywołują jeszcze nerwowych ruchów przy Reymonta. To raczej moment na złapanie oddechu niż sygnał alarmowy. Wisła punktuje regularnie, ma najskuteczniejszego napastnika ligi i szeroką kadrę, która pozwala myśleć o wiośnie bez większych obaw. Jeśli zimowa przerwa zostanie dobrze przepracowana, Biała Gwiazda pozostanie murowanym kandydatem do bezpośredniego awansu.
Transfery: W Wiśle dość niespodziewaną informacją transferową okazało się rozstanie z Igorem Łasickim. Obrońca oraz wice kapitan Białej Gwiazdy rozstał się z drużyną na rzecz GKS-u Tychy. Wisła złożyła mu co prawda ofertę przedłużenia kontraktu jednak przez małą ilość minut jaką otrzymał w Krakowie oraz krótszy kontrakt wybrał ofertę z Tych. Może się to okazać pewnego rodzaju problemem dla Wisły, ponieważ Łasicki był raczej pewnym rezerwowym jeśli chodzi o obronę i przy rotacji wypada w swoim klubie mieć takich zawodników ale nie można się tym martwić w perspektywie właśnie otwierającego się okienka transferowego – jeśli trener Jop uzna, że potrzebuje kolejnego obrońcy, Wisła takowego sprowadzi. Jeśli nie będzie takiej potrzeby, wówczas nie. Wszystko się okaże.
Dodatkowo przy transferach warto wspomnieć o ciekawych plotkach wokół Wisły Kraków. Dość długo mówi się o powrocie Yaw’a Yeboaha, ale są to tylko plotki. Dodatkowo mówi się o ewentualnym transferze Mariana Huj’y z Pogoni Szczecin oraz o transferze Oleg’a Gorina z ŁNZ Czerkasy. Najnowszą pogłoski dotyczą natomiast ewentualnego trensferu Łukasza Zjawińskiego, który byłby niewątpliwym wzmocnieniem linii ataku i stałby się moim zdaniem najlepszym możliwym zmiennikiem dla Angela Rodado, na jakiego Wisła może sobie w tym momencie pozwolić.
Wieczysta Kraków: To czego Wisła nie mogła, skuteczni w Siedlcach.
Ostatni mecz: Wieczysta zakończyła rundę jesienną zwycięstwem 0:2 nad Pogonią Siedlce, odnosząc ważny komplet punktów 6 grudnia. Był to mecz, w którym krakowianie od początku starali się narzucić swoje warunki i nie pozwolili rywalowi rozwinąć skrzydeł. Choć spotkanie nie należało do najbardziej efektownych, Wieczysta zagrała dojrzale, kontrolując tempo i nie wpadając w chaos, który wcześniej bywał jej zmorą. Wygrana z zespołem walczącym o ligowy byt była dobrym akcentem na zakończenie rundy i sygnałem, że drużyna potrafi punktować wtedy, gdy powinna.
Tabela i perspektywy: Zwycięstwo z Pogonią Siedlce pozwoliło Wieczystej zimować w kontakcie z czołówką i podtrzymać realne nadzieje na walkę o miejsca barażowe a nawet przy odrobinie szczęścia, miejsce drugie premiowane bezpośrednim awansem, brakuje im tylko czterech punktów. Zatrudnienie Kazimierza Moskala ma wprowadzić spokój i przewidywalność do zespołu, który jesienią grał nierówno. Kadra nadal wygląda imponująco jak na realia pierwszej ligi, a kluczowe będzie poukładanie relacji i ról w drużynie. Jeśli Wieczysta zacznie regularnie wygrywać mecze „obowiązkowe”, wiosna może być dla niej bardzo interesująca.
Transfery: Wieczysta, jak zwykle, pozostaje jednym z najbardziej obserwowanych klubów na rynku transferowym. Szeroka kadra daje pole do manewru, ale nie można wykluczyć korekt, szczególnie pod kątem wizji nowego trenera. Klub nie musi już udowadniać swoich ambicji głośnymi nazwiskami. Teraz kluczowe będzie to, by transfery i decyzje kadrowe realnie przekładały się na stabilność wyników. Jeśli uda się połączyć jakość z zespołowością, Wieczysta może być jednym z największych wygranych rundy wiosennej, wszystko w ich nogach, rękach i głowach.
Cracovia Kraków: Na koniec rundy, mecz przyjaźni z Mistrzem Polski – w punktach, po jeden…
Ostatni mecz: Cracovia zakończyła rundę jesienną emocjonującym remisem 2:2 z Lechem Poznań przy Kałuży, w spotkaniu 18. kolejki PKO Ekstraklasy, które odbyło się 7 grudnia. Goście objęli prowadzenie w 17. minucie po pewnym wykonaniu rzutu karnego przez Mikaela Ishaka, ale odpowiedź gospodarzy była skuteczna tuż przed przerwą, gdy Mikkel Maigaard doprowadził do wyrównania głową w 44. minucie. Tuż wcześniej, w 39. minucie, Lech musiał kontynuować grę w osłabieniu, ponieważ Pablo Rodríguez obejrzał dwie żółte kartki w krótkim odstępie czasu i został wyrzucony z boiska, co zmieniło dynamikę meczu.
Po przerwie Cracovia utrzymywała inicjatywę i wyszła na prowadzenie w 79. minucie po efektownym strzale z dystansu Mateusza Praszelika. Niestety dla Pasów przewaga nie trwała długo. Już dwie minuty później Ali Gholizadeh precyzyjnym strzałem wyrównał na 2:2, zapewniając Lechowi cenny punkt mimo gry w dziesiątkę przez większość spotkania.
Spotkanie było pełne dramaturgii i pokazało, jak wiele emocji może przynieść przeciętny wynik. Cracovia miała swoje okazje, szczególnie w pierwszej połowie, ale brak precyzji w kluczowych momentach sprawił, że zwycięstwo uciekło tuż przed końcem. Remis 2:2 z wymagającym przeciwnikiem można traktować jako wynik, który podkreśla ambicje Pasów, ale pozostawia też lekki niedosyt.
Perspektywy: Remis z Lechem pozwala Cracovii utrzymać się w środku tabeli Ekstraklasy z komfortem punktowym nad strefą spadkową, ale wciąż z aspiracjami na walkę o górną połowę tabeli. Kluczowe będzie utrzymanie stabilności wiosną, poprawa gry defensywnej i skuteczności w kluczowych momentach. Jeśli Pasy wyciągną wnioski z jesiennych doświadczeń, mogą realnie myśleć o wyższych lokatach, zachowując spokój w środku pola tabeli.
Transfery: Cracovia w zimowym okienku raczej nie planuje rewolucji kadrowej, choć możliwe są pojedyncze ruchy w formacji ofensywnej lub defensywnej. Najważniejszym tematem pozostaje Filip Stojilković, który przyciąga uwagę zagranicznych klubów. Ewentualne oferty mogą postawić Cracovię przed trudną decyzją, ale priorytetem jest utrzymanie trzonu drużyny i wzmocnienie słabszych punktów, aby wiosna mogła być spokojniejsza i bardziej efektywna pod względem wyników.
Artykuł: Jan Zdechlik (PZF)
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.







Dodaj komentarz