W poniedziałek wielkanocny w Krakowie nie brakowało emocji. Wisła Kraków zmierzyła się bowiem z Górnikiem Łęczna. Gospodarze byli zdecydowanym faworytem tego spotkania – przed pierwszym gwizdkiem mieli na koncie 53 punkty, zajmowali pozycję lidera tabeli i walczyli o bezpośredni awans do Ekstraklasy. Z kolei Górnik Łęczna rozpaczliwie broni się przed spadkiem, mając zaledwie 21 punktów i zajmując 17. miejsce w tabeli. Mecz zakończył się zwycięstwem gospodarzy, 3:2, jednak nie było to takie zwycięstwo jak wszyscy się spodziewaliśmy. Zamiast przejechania walcem po rywalach była to całkiem równa wymiana ciosów. Mimo przewagi Wisły walka była do ostatniego gwizdka i przy tym była bardzo zacięta.
Od samego początku meczu Wisła narzuciła rywalom wysokie tempo i agresywny pressing. Już w 2. minucie spotkania, po zamieszaniu w polu karnym gości, groźny strzał oddał Wiktor Biedrzycki, jednak piłka o milimetry minęła dalszy słupek bramki. Był to wyraźny sygnał, że gospodarze zamierzają szybko przejąć pełną kontrolę nad przebiegiem gry.
W kolejnych minutach Wisła konsekwentnie utrzymywała się przy piłce i zamykała przeciwnika na jego połowie. Efektem tej przewagi były aż cztery rzuty rożne oraz groźny wrzut z autu wykonywany tuż przy linii końcowej. Każda z tych sytuacji wprowadzała spore zamieszanie w szeregach defensywy Górnika, który miał duże problemy z oddaleniem zagrożenia.
Napór gospodarzy był wyraźny – Wisła dominowała zarówno pod względem posiadania piłki, jak i liczby sytuacji podbramkowych, podczas gdy Górnik Łęczna skupiał się głównie na defensywie i próbach przetrwania trudnych pierwszych minut spotkania.
Jednak, jak doskonale wiemy, piłka nożna bywa bardzo przewrotna. Mimo wyraźnej przewagi gospodarzy to właśnie goście jako pierwsi zadali cios. W 11. minucie spotkania zawodnicy Górnik Łęczna wykorzystali błąd linii defensywnej Wisła Kraków i wyszli na prowadzenie.
Akcja rozegrała się błyskawicznie – goście przeprowadzili kontratak w sytuacji dwóch na jednego, całkowicie zaskakując defensywę Wisły. Napastnicy Górnika zachowali spokój i bez większych problemów wykorzystali stuprocentową okazję. Piłkę do siatki pewnym strzałem skierował Spacil, dając swojej drużynie niespodziewane prowadzenie.
Gol ten był dużym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę przebieg pierwszych minut, w których to Wisła dominowała i stwarzała kolejne sytuacje podbramkowe.
Mimo straty bramki Wisła Kraków nadal dominowała w przebiegu spotkania. Kolejne minuty to nieustanne ataki gospodarzy, którzy raz po raz tworzyli groźne sytuacje pod bramką rywali. Napór Wisły był wyraźny – gospodarze oddawali kolejne strzały i utrzymywali przeciwnika w głębokiej defensywie.
W końcu ich wysiłki przyniosły efekt. Po jednej z akcji piłka trafiła do Frederico Duarte, który zdecydował się na odważny strzał z dużej odległości. Portugalczyk uderzył potężnie z około 30 metrów, a piłka wpadła do siatki, nie dając szans bramkarzowi Górnika.
Była to bramka wyjątkowej urody, która dała Wiśle zasłużone wyrównanie i ponownie rozgrzała kibiców zgromadzonych na stadionie. Dodatkowym smaczkiem był fakt, że bramka padła dokładnie w 19 minucie i 6 sekundzie co w tradycji Wisły Kraków jest stałym elementem każdego meczu domowego.
W kolejnych minutach obie drużyny przeprowadzały groźne akcje, a gra wyraźnie się wyrównała. W 24. minucie świetną okazję miał Ángel Rodado, który znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, jednak nie zdołał oddać celnego strzału i piłka minęła bramkę gości.
Chwilę później Górnik Łęczna odpowiedział serią niebezpiecznych kontrataków, pokazując, że potrafi skutecznie zagrozić defensywie gospodarzy. Ich wysiłki przyniosły pożądany efekt w 28. minucie spotkania – po rzucie rożnym najlepiej w polu karnym odnalazł się Mateusz Hołownia, który skierował piłkę do siatki i ponownie wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie.
Wisła Kraków znów została zmuszona do odrabiania strat, jednak podobnie jak wcześniej, zareagowała bardzo szybko. Już dziewięć minut później gospodarze doprowadzili do wyrównania – po zamieszaniu w polu karnym skutecznym strzałem z bliskiej odległości popisał się Marko Božić, przywracając remis i ponownie rozpalając emocje na stadionie w Krakowie.
Remis także nie utrzymał się zbyt długo ponieważ już w 3 minuty później bramkę dla gospodarzy zdobył Ertlthaler i po raz pierwszy w tym meczu Wisła wyszła na prowadzenie.
Ten wynik utrzymał się już do końca pierwszej połowy i po prawdziwym rolercosterze emocji dla fanów obu ekip mogliśmy wszyscy udać się na 15 minut zasłużonej przerwy.
Dość dużym zaskoczeniem była zmiana w drużynie gości ponieważ z boiska zeszli obaj zdobywcy bramek: Spacil oraz Hołownia.
Po przerwie mecz toczył się zdecydowanie wolniej niż w pierwszej połowie. Strzałów po obu stronach było mniej a i one bardziej niecelne. Wisła nadal jednak była siłą przeważającą i raz po raz zagrażała bramce rywali. Gra z szybkich kontrataków raz po jednej i raz po drugiej stronie stała się bardziej pozycyjna i wyglądała jak „oblężenie twierdzy”.
Złą wiadomością dla kibiców Wisły jest wymuszona zmiana w 58. minucie spotkania. Wiktor Biedrzycki ucierpiał bez kontaktu z rywalem czy piłką i od razu został zmieniony. Niestety kontuzja wyglądała na poważną. Dobrą informacją jest to, że na boisku zameldował się Alan Uryga, który z miejsca stał się w tym meczu liderem defensywy. Nie przegrał nawet pojedynku biegowego a jak wszyscy kibice Białej Gwiazdy wiedzą – Uryga szybkobiegaczem nie jest.
Tempo tego meczu przyspieszyło dopiero w 77 minucie kiedy to Angel Rodado oddał bardzo groźny strzał z daleka a minutę później Deja postraszył krakowskie gołębie siedzące na dachu stadionu.
Najbardziej martwi chyba jednak kontuzja Angela Rodado, z perspektywy trybun wyglądało to jak odnowienie się jego wcześniejszego urazu ale pewność co do długości absencji możemy mieć dopiero po badaniach lekarskich.
Finalnie mecz zakończył się zwycięstwem Wisły Kraków 3:2.
Wisła przybliżyła się tym meczem do upragnionego awansu a Górnikowi spadek coraz śmielej zagląda w oczy.
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.







Dodaj komentarz