Jeszcze kilka dni temu wokół Lecha Poznań panowała atmosfera ogromnego rozczarowania. Mistrz Polski roztrwonił trzybramkową przewagę z pierwszego spotkania z AGF Aarhus i po porażce w rewanżu oraz serii rzutów karnych odpadł z eliminacji Ligi Mistrzów. Dla kibiców był to jeden z najbardziej bolesnych europejskich wieczorów ostatnich lat, a przed wyjazdem do Krakowa pojawiało się jedno pytanie – jak drużyna Nielsa Frederiksena zareaguje na tak potężny cios?
Odpowiedź przyszła już w 2. kolejce PKO BP Ekstraklasy. Lech pokonał beniaminka, Wieczystą Kraków, 2:1 i wrócił na zwycięską ścieżkę. Nie było to spotkanie idealne, ale w obecnej sytuacji liczyły się przede wszystkim trzy punkty oraz odbudowanie pewności siebie przed kolejnymi ważnymi meczami w Europie.
Od pierwszego gwizdka poznaniacy starali się narzucić swój styl gry. Lech częściej utrzymywał się przy piłce, cierpliwie budował akcje i szukał przestrzeni między liniami dobrze ustawionej defensywy Wieczystej. Gospodarze nie zamierzali jednak tylko się bronić. Drużyna z Krakowa kilka razy potrafiła zagrozić bramce Kolejorza po szybkich kontratakach i stałych fragmentach gry, przez co spotkanie było zdecydowanie bardziej wyrównane, niż wielu się spodziewało.
Przełamanie nastąpiło w 35. minucie. Yannick Agnero znakomicie odnalazł się przed polem karnym i skutecznym wykończeniem akcji dał Lechowi prowadzenie. Dla napastnika był to niezwykle ważny moment, ponieważ w ostatnich tygodniach często brakowało mu skuteczności. Trafienie dodało poznaniakom pewności siebie, a jeszcze przed przerwą udało się zadać drugi cios.
W 43. minucie wynik podwyższył Allahyar Sayyadmanesh. Irańczyk po raz kolejny pokazał, że bardzo dobrze odnajduje się w ofensywie Kolejorza. Jego bramka sprawiła, że Lech schodził do szatni z dwubramkowym prowadzeniem i wydawało się, że po zmianie stron będzie mógł spokojnie kontrolować przebieg wydarzeń.
Po przerwie obraz gry nieco się zmienił. Wieczysta odważniej ruszyła do ataku, próbując wykorzystać wsparcie własnych kibiców. Lech oddał inicjatywę i skupił się na kontrolowaniu wyniku, co nie zawsze wychodziło idealnie. W 66. minucie kontaktową bramkę zdobył Lucas Piazón, dając gospodarzom nadzieję na odwrócenie losów spotkania. Od tego momentu końcówka zrobiła się bardzo nerwowa.
Wieczysta próbowała doprowadzić do wyrównania, jednak defensywa Lecha nie dopuściła już do utraty kolejnego gola. Poznaniacy nie imponowali już tak jak w pierwszej połowie, ale tym razem potrafili zrobić coś, czego zabrakło kilka dni wcześniej przeciwko Aarhus, czyli utrzymać korzystny wynik do ostatniego gwizdka. To właśnie odporność psychiczna była największym zwycięstwem Kolejorza w tym meczu.
Statystyki również potwierdzały przewagę mistrzów Polski. Lech częściej utrzymywał się przy piłce, stworzył więcej sytuacji bramkowych i był skuteczniejszy pod bramką rywali. Choć końcówka przyniosła sporo emocji, zwycięstwo gości było zasłużone i pozwoliło choć częściowo uspokoić nastroje po katastrofalnym odpadnięciu z eliminacji Ligi Mistrzów.
Oczywiście jedno ligowe zwycięstwo nie wymaże tego, co wydarzyło się przy Bułgarskiej z duńskim Aarhus. Wszyscy wciąż będziemy pamiętać, jak Lech roztrwonił przewagę i stracił szansę na grę o Ligę Mistrzów. Spotkanie z Wieczystą pokazało jednak, że drużyna nie załamała się po tej kompromitacji. Zawodnicy udźwignęli ogromną presję i wykonali pierwszy krok w kierunku odbudowy.
Teraz cała uwaga przenosi się na europejskie puchary. W trzeciej rundzie eliminacji Ligi Europy rywalem Kolejorza będzie KÍ Klaksvík z Wysp Owczych. Zespół z Poznania nie ma już marginesu błędu,
po bolesnej lekcji z Aarhus każdy kolejny dwumecz urasta do rangi najważniejszego meczu sezonu. Jeśli Lech chce wrócić do gry o fazę ligową Ligi Europy, musi potwierdzić, że zwycięstwo nad Wieczystą było początkiem odbudowy, a nie jedynie chwilowym odbiciem po jednym z największych rozczarowań ostatnich lat.
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.







Dodaj komentarz