„Kończymy najgorszy mecz w tym sezonie w Ekstraklasie” – tymi słowami spotkanie w Łodzi podsumował Rafał Dębiński, który w piątkowy wieczór zasiadał na stanowisku komentatorskim — czego z całego serca mu współczuję.
Ci, którzy liczyli, że po przełamaniu z Wisłą Płock Widzew wreszcie zacznie seryjnie punktować, szybko stracili złudzenia. Trudno uwierzyć, że zespół sprzed zimowej przebudowy mógłby zagrać znacznie gorzej. Cracovia nie pozwoliła łodzianom na wiele, ale sama w ataku również niewiele pokazała.
Pierwsza połowa postanowiła sprawdzić jak dużo zniesie kibic oglądający to spotkanie, no cóż, wyzwanie z tych trudniejszych. Jedyna naprawdę warta odnotowania sytuacja w pierwszej połowie zakończyła się spalonym – na olbrzymie szczęście dla Drągowskiego. Po rajdzie Zahiroleslama piłka przeszła mu między nogami z taką lekkością, że aż trudno w to uwierzyć. Umówmy się: bramkarz mający być gwiazdą drużyny po prostu nie może pozwolić, żeby coś takiego wpadło do siatki. A tu? Los się do niego uśmiechnął i jedyny moment, który mógłby wzbudzić emocje, zakończył się niczym.
Po takich fragmentach meczu trudno nie spojrzeć na poszczególnych zawodników i zastanowić się, kto naprawdę trzymał zespół w ryzach. W tym kontekście szczególnie wyróżniał się Przemysław Wiśniewski. Reprezentant Polski pokazał się z tej strony, na którą czekali kibice – jako najlepszego obrońcę w lidze. Solidna defensywa, próby ofensywne, bardzo dobry występ 27-latka.
Druga połowa była równie bezpłciowa co pierwsza. Widzew próbował przejąć inicjatywę, ale jego akcje były tak jałowe, że trudno wskazać nawet minimalnie ciekawą sytuację. Szczęścia z rzutu wolnego próbował Juljan Shehu, jednak przy dalszym słupku pewnie interweniował Sebastian Madejski. Warto wspomnieć, że drużynie przyjezdnych po raz pierwszy mogliśmy zobaczyć sprowadzonego z MLS Wiktora Bogacza, po którym Cracovia naprawdę sporo sobie obiecuje. Niestety, młody Polak nie dokończył meczu – zszedł z kontuzją, więc na pierwszy poważniejszy sprawdzian przyjdzie nam jeszcze poczekać.
Nie doczekamy się goli w Łodzi? 👀
Druga połowa wyjątkowo spokojna – czy któraś z ekip podkręci tempo w samej końcówce? 🔥
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/JlYJS0hUaH
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) February 20, 2026
Zimowe wzmocnienia Widzewa prezentują się różnie. Nie pierwszy już raz świetną formę pokazuje Lukas Lerager, który znakomicie wywiązywał się ze swoich zadań w środku pola. Rekord transferowy Ekstraklasy, Hilary Gong… eee a właściwie Osman Bukari – jeśli w pierwszej połowie miał przebłyski, to wygląda na to, że na drugą połowę chyba nie wyszedł z szatni.
– Bardzo trudny mecz. Stan boiska nie był najlepszy dla obu zespołów. Podstawowym planem na dzisiejsze spotkanie była wola walki, zgarnianie drugich piłek, agresja. Tożsamość drużyny. I to pokazaliśmy. Pokazaliśmy „widzewski charakter”, co mnie cieszy i napawa dumą – tak piątkowy występ ocenia trener łodzian, Igor Jovićević.
Na razie wygląda to naprawdę mizernie – jeden lepszy mecz niewiele tu zmieni. Widzew nadal raczej przebudowuje niż zdobywa punkty, a na konkrety przyjdzie nam jeszcze poczekać. Mimo wszystko Łodzianie pozostają jednym z ciekawszych projektów w Ekstraklasie… głównie dlatego, że nigdy nie wiadomo, czy kolejny mecz będzie kolejnym festiwalem chaosu i rozczarowań, czy nagłym przebłyskiem geniuszu.
Widzew Łódź 0-0 Cracovia
Widzew: Drągowski – Krajewski (90+2. Isaac), Andreou, Wiśniewski, Cheng – Bukari, Lerager, Shehu, Fornalczyk (90+2. Pawłowski) – Kornvig, Zeqiri (85. Álvarez)..
Cracovia: Madejski – Šutalo, O. Wójcik, Henriksson, Piła – Praszelik (54. Dominguez), Al-Ammari, Klich (C) (90+1. Charpentier) – Hasić (90+1. Selan), Sans (46. Kameri) – Zahiroleslam (74. Bogacz).
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.







Dodaj komentarz