Spotkanie z Lechią Gdańsk, było wyjątkowe dla Pawła Dawidowicza. Doświadczony obrońca wrócił do miejsca, w którym rozpoczęła się jego piłkarska kariera. „Lechia jest w moim sercu” – powiedział po zakończonym spotkaniu.
Paweł Dawidowicz trafił do Lechii Gdańsk jako młody, 16-letni zawodnik. To w Gdańsku, rozpoczęła się jego seniorska kariera. W Biało-Zielonych barwach, rozegrał 36 spotkań, zdobywając gola i asystę. Szybko zauważyła go portugalska Benefica Lizbona, do której trafił za 2,5 miliona euro.
Po blisko 12 latach, obrońca wywodzący się z Ostródy, wrócił do Gdańska. Miało to miejsce, przy okazji meczu Lechii z jego obecną drużyną, Rakowem. Dawidowicz spędził na boisku 90 minut, a jego zespół odniósł cenne zwycięstwo 2:1. Po ostatnim gwizdku, Dawidowicz został zapytamy o emocje, które towarzyszą mu wraz z powrotem na gdański stadion.
Paweł Dawidowicz: Życzę Lechii jak najlepiej
„Nie sądziłem, że jak wejdę na to boisko, to do oczu podejdą mi łzy. Super wspominam ten czas, życzę Lechii jak najlepiej, tak klub jest w moim sercu. […] Według mnie Gdańsk ma wszystko, by być potęgą w Ekstraklasie, supermiasto, super stadion i super kibice. Myślę, że dźwigną się, poradzą sobie z problemami finansowymi i za kilka lat będą w czołówce” – powiedział Dawidowicz.
Paweł Dawidowicz nie krył wzruszenia przy okazji powrotu do Gdańska ⚽
Posłuchajcie rozmowy z piłkarzem Rakowa 👇
📺LIGA+ trwa w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/snPRLcajEn
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 25, 2026
Dzięki temu zwycięstwu, zespół spod Jasnej Góry wskoczył na czwarte miejsce w tabeli. W najbliższą sobotę, 2 maja, podopieczni Łukasza Tomczyka w ramach finału Pucharu Polski, zmierzą się z Górnikiem Zabrze. Patrząc na obecną sytuację w stawce i wszech panujący ścisk, triumf w krajowym pucharze jest najłatwiejszym sposobem, by dostać się do Europejskich Pucharów.
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.







Dodaj komentarz