Wisła Kraków przegrała mecz, który mogła wygrać. Wszystko przez dziurawą obronę

Wisła Kraków przegrała mecz, który mogła wygrać. Wszystko przez dziurawą obronę

Po udanym powrocie do PKO BP Ekstraklasy po czterech latach przerwy i wygranej na własnym stadionie 2:1 z pucharowiczem – GKS-em Katowice, podopieczni Mariusza Jopa pojechali do Gliwic. Mieli się tam zmierzyć z Piastem Gliwice, który przez wielu ekspertów i dziennikarzy jest wskazywany jako kandydat do spadku. „Biała Gwiazda” chciała przywieźć z tego trudnego terenu cenne trzy punkty.

Ta sztuka jednak się nie udała. Górą w tym starciu była ekipa prowadzona przez Daniela Myśliwca, która po szalonym spotkaniu zwyciężyła z Wisłą 4:3. Słowo „szalone” idealnie pasuje do przebiegu meczu, w którym padło 7 goli, podyktowano dwa rzuty karne (z czego jeden niewykorzystany), a łącznie oddano aż 42 strzały, z czego 20 było celnych. Do tego obrońcy obu ekip wyglądali w sobotę jak pachołki treningowe i zafundowali widowisko przypominające mecz o brązowy medal pomiędzy Francją a Anglią podczas niedawno zakończonych MŚ 2026, gdzie padło aż 10 bramek.

Pewnie mało kto z kibiców krakowskiego klubu spodziewał się przed startem sezonu, że najskuteczniejszym graczem ich ukochanej ekipy będzie Hiszpan – Jordi Sánchez. Tymczasem na boiskach PKO BP Ekstraklasy może się on pochwalić już trzema trafieniami: jednym w zeszłym tygodniu z GKS-em Katowice, a w sobotę zaliczył dublet. Patrząc na to, jak jeszcze niedawno w jubileuszowym meczu na 120-lecie Wisły Kraków z walijskim Wrexham AFC marnował sytuacje seryjnie (a nawet nie wykorzystał rzutu karnego), u byłego gracza Widzewa Łódź widać diamentralną zmianę. W sobotnie popołudnie Sánchez mógł wyjechać z Gliwic nawet z hat-trickiem, ponieważ piłka bardzo mocno go szukała. Ostatecznie 31-latek z Barcelony musiał zadowolić się „tylko” dwoma golami.

A skoro o rzutach karnych mowa – pod koniec pierwszej połowy Wisła Kraków mogła schodzić z boiska przy wyniku 2:2. Otóż po zagraniu piłki ręką w swoim polu karnym przez środkowego obrońcę Piasta – Igora Drapińskiego, do „jedenastki” podszedł austriacki skrzydłowy – Marko Božić. Tydzień wcześniej dzięki ogromnemu szczęściu pokonał bramkarza GKS-u Katowice – Gabriela Kobylaka. Tym razem – jak pisała w swoim wierszu Wisława Szymborska: „nic dwa razy się nie zdarza” – Božić fatalnie uderzył z karnego, a jego strzał bez problemu obronił bramkarz gospodarzy – Domen Gril. Do odbitej piłki dobiegł jeszcze Alan Uryga, ale jego próba dobitki wślizgiem wylądowała za słupkiem bramki Słoweńca.

Nie wiadomo, jak potoczyłyby się losy meczu, gdyby od pierwszych minut na boisku pojawił się najskuteczniejszy strzelec Betclic 1. Ligi z ubiegłego sezonu – Ángel Rodado. Hiszpan, znany z bardzo pewnego egzekwowania rzutów karnych, wszedł na plac gry na początku drugiej połowy wraz z Austriakiem -Juliusem Ertlthalerem. Trzeba przyznać, że rozruszał grę niemrawej dotąd „Białej Gwiazdy”. Dowodem na to była 69. minuta spotkania, w której Rodado po ogromnym zamieszaniu w polu karnym zagrał głową do Sáncheza, a ten cieszył się ze swojego drugiego trafienia. W jednej sytuacji nie dużo brakowało, aby jeden z ulubienców kibiców z drużyny 13-krotnego Mistrza Polski zdobył swojego pierwszego gola w PKO BP Ekstraklasie.

Oczywiście Božić w drugiej połowie zrehabilitował się za wcześniejsze niepowodzenie i fantastycznym strzałem z dystansu pokonał bramkarza Piasta Gliwice. Patrząc jednak na końcowy wynik, można czuć duży niedosyt – Wisła spokojnie mogła z Gliwic wywieźć przynajmniej remis. Można się też zastanawiać, czy sztab szkoleniowy na czele z Mariuszem Jopem nie popełnił błędu, nie dając szansy na egzekwowanie tego rzutu karnego komuś innemu, chociażby Frederico Duarte.

W 73. minucie spotkania na boisku pojawił się francuski skrzydłowy – Elie Youan, który zastąpił strzelca bramki na 2:2 dla Wisły – Marko Bożicia. I trzeba przyznać, że z przebiegu gry zmiana ta była po prostu fatalna. Były młodzieżowy reprezentant Francji mocno spowalniał akcje „Białej Gwiazdy” i podejmował wiele nieprzemyślanych decyzji. Efektem tego była stracona bramka na 4:3, przy której nie pokrył z Carbo strzelca gola dla Piasta Gliwice – Leandro Sancy. Choć trzeba przyznać, że winni byli też defensorzy krakowskiego klubu, którzy bezczynnie przyglądali się, jak piłka wpada do bramki Marcela Łubika. W porównaniu z poprzednim weekendem, kiedy Youan pokazał próbkę swoich dużych umiejętności, w sobotę zaprezentował się z kompletnie ciemnej strony.

Co do samej obrony Wisły Kraków – ocena ich gry mieści się dzisiaj w granicach dwójki, z małym plusem dla Raoula Gigera. Szwajcar z całej linii defensywnej krakowskiej ekipy zaprezentował się najlepiej, przynajmniej dopóki nie doznał kontuzji po akcji na 0:2 dla Piasta i nie musiał przedwcześnie opuścić boiska w 34. minucie (zastąpił go Holender Julian Lelieveld). W przypadku Gigera musimy czekać na dokładne wyniki badań i informację o ewentualnym czasie przerwy w grze.

Alan Uryga rozegrał słaby mecz – o ile po wygranej z GKS-em można było postawić przy nim jeszcze delikatny plus, o tyle w Gliwicach zaprezentował absolutny dramat, tragicznie kryjąc i raz po raz zostawiając rywali bez opieki. Słabiej niż w debiucie wypadł też Maisonneuve, który sprowokował rzut karny i zawalił bramkę dla Piasta. W jego przypadku widać jednak gołym okiem, że potrzebuje po prostu lepszego partnera na środku obrony niż Uryga. Może trener Jop powinien dać szansę komuś z trójki: Mariusz Kutwa, Wiktor Biedrzycki lub wracający do zdrowia Darijo Grujčić. Szczególnie ten pierwszy zasługuje na grę w pierwszym składzie „Białej Gwiazdy”, ponieważ w zeszłym sezonie prezentował solidny poziom, a Wisła z nim w składzie nie traciła zbyt wielu bramek. Z kolei Biedrzycki potrafił zdobywać mnóstwo goli po rzutach rożnych, które w sobotę wyraźnie w Wiśle szwankowały. Do grona najsłabszych na boisku dołączył niewidoczny w pozytywnych akcjach Krzyżanowski. Powielił on schemat z pierwszego spotkania – w drugiej połowie wyraźnie brakowało mu tlenu, przez co seryjnie przegrywał pojedynki. Lelievelda natomiast ciężko ocenić, jednakże można ocenić go ciut lepiej niż w przypadku Urygi czy Maisonneuve.

Przegrany mecz z Piastem Gliwice jest dla Wisły Kraków tak zwanym zimnym prysznicem. Ma on pokazać, że w tym sezonie każdy punkt trzeba będzie ciężko wywalczyć na boisku, a nadrzędnym celem przy Reymonta pozostaje nadal utrzymanie w PKO BP Ekstraklasie. Jeśli na koniec wydarzy się coś więcej, będzie to po prostu miła niespodzianka dla wszystkich kibiców „Białej Gwiazdy”.

 

 

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *