Jeszcze niedawno Raków Częstochowa był przykładem tego, jak z niewielkiego klubu zbudować mistrza Polski. Dziś drużyna zamyka tabelę Ekstraklasy, właściciel otwarcie mówi o zmęczeniu, a problem stadionu od lat pozostaje nierozwiązany. Do tego dochodzą zaskakujące decyzje personalne i niepokojące sygnały ze środowiska kibicowskiego. Czy Michał Świerczewski powoli traci wiarę w projekt, który sam stworzył?
Piątkowa porażka 1:4 z GKS-em Katowice była kolejnym ciosem dla kibiców Rakowa Częstochowa. Po dziesięciu spotkaniach częstochowianie mają zaledwie trzy punkty i zajmują ostatnie miejsce w tabeli PKO BP Ekstraklasy. Zespół, który jeszcze niedawno walczył o mistrzostwo Polski i europejskie puchary, stał się jednym z głównych kandydatów do spadku.
Sportowa katastrofa to jednak tylko część problemów. Coraz więcej pytań dotyczy przyszłości całego projektu, którego twarzą od ponad dekady pozostaje Michał Świerczewski.
Świerczewski miał już dość? Właściciel nie ukrywał wątpliwości
We wrześniu, podczas prezentacji Tomasza Kaczmarka jako nowego szkoleniowca Rakowa, właściciel klubu zdobył się na zaskakującą szczerość.
Jak informował \”Sport.pl\”, Świerczewski przyznał, że po raz pierwszy od dłuższego czasu poważnie zastanawiał się, czy nie jest już zbyt zmęczony prowadzeniem klubu. Mówił o nieprzespanych nocach i wątpliwościach, których wcześniej nie doświadczał w takim stopniu.
Jednocześnie zapewniał, że nie zamierza porzucać Rakowa nawet w przypadku degradacji do niższej klasy rozgrywkowej. Dopuszczał jednak możliwość oddania klubu inwestorowi, który byłby w stanie zapewnić mu lepszą przyszłość.
Co więcej, podczas tej samej konferencji zapowiedział zmianę podejścia do funkcjonowania Rakowa.
Właściciel przyznał, że dotychczasowa próba ucieczki do przodu poprzez sukcesy sportowe, europejskie puchary i kosztowne inwestycje nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Zapowiedział stabilizację i odbudowę struktur, nie wykluczając nawet kilku sezonów, w których Raków będzie walczył o znacznie skromniejsze cele niż dotychczas.
To istotna deklaracja. Szczególnie w zestawieniu z tym, co w ostatnich miesiącach działo się w gabinetach klubu.
Zaskakujące wybory trenerów. Przypadek czy zmiana ambicji?
Warto przyjrzeć się decyzjom dotyczącym ławki trenerskiej. Od odejścia Marka Papszuna Raków sprawia wrażenie klubu, który nie potrafi znaleźć właściwego kierunku.
Najpierw postawiono na Łukasza Tomczyka, szkoleniowca, który wcześniej prowadził Polonię Bytom. Wybór był odważny, ale trudno było nie dostrzec ryzyka związanego z powierzeniem tak wymagającego projektu trenerowi bez doświadczenia w prowadzeniu drużyny Ekstraklasy.
Co ciekawe, jeszcze na początku maja prezes Wojciech Cygan publicznie przekonywał, że Tomczyk jest częścią długofalowego projektu i powinien otrzymać czas na realizację swojej wizji. Kilkadziesiąt godzin później szkoleniowiec stracił pracę.
Jego następcą został Dawid Kroczek, wcześniej związany ze sztabem Marka Papszuna. Początkowo wyniki przemawiały na jego korzyść. Raków zakończył sezon na czwartym miejscu i wywalczył prawo gry w europejskich pucharach. Nowy sezon przyniósł jednak serię porażek, a Kroczek również pożegnał się ze stanowiskiem.
Kolejna decyzja? Tomasz Kaczmarek, wykupiony z Radomiaka Radom. Szkoleniowiec z doświadczeniem w Polsce i za granicą, ale bez sukcesów, które czyniłyby go oczywistym kandydatem do ratowania jednego z najbardziej ambitnych projektów ostatnich lat.
Dziś również ta nominacja nie przynosi oczekiwanych rezultatów.
I tutaj pojawia się pytanie, którego trudno uniknąć.
Czy tak zaskakujące wybory personalne są wyłącznie efektem błędów w zarządzaniu, czy mogą mieć związek ze zmianą podejścia właściciela do dalszych inwestycji w Raków?
Być może klub, który jeszcze niedawno chciał rzucać wyzwanie największym, nie jest już gotowy ponosić równie dużego ryzyka finansowego. Zamiast inwestować w uznane nazwiska, konsekwentnie szuka mniej oczywistych rozwiązań.
Nie ma podstaw, by sugerować, że ktokolwiek w Rakowie celowo doprowadza drużynę do słabych wyników. Nie sposób jednak nie zauważyć, że seria nietrafionych decyzji personalnych zbiegła się w czasie z publicznymi deklaracjami właściciela o konieczności ograniczenia ryzyka i zmianie dotychczasowej strategii.
Stadion. Problem, który może przesądzić o wszystkim
Nie da się analizować przyszłości Rakowa bez przypomnienia o jego największym problemie infrastrukturalnym.
Stadion przy ulicy Limanowskiego, mogący pomieścić około 5,5 tysiąca widzów, od dawna nie odpowiada sportowym ambicjom klubu. Świerczewski wielokrotnie podkreślał, że bez nowoczesnego obiektu Raków nie będzie w stanie rozwijać się w sposób, jakiego oczekuje właściciel.
W sierpniu władze Częstochowy zabezpieczyły 5,25 mln zł na przygotowanie projektu stadionu na terenie dawnego Elanexu. To krok w dobrym kierunku, ale nie oznacza jeszcze rozpoczęcia budowy. Środki przewidziano na prace projektowe do 2028 roku, a finansowanie samej inwestycji nadal pozostaje otwartą kwestią.
Dla biznesmena, który od lat finansuje rozwój klubu z prywatnych środków, perspektywa kolejnych lat oczekiwania może być trudna do zaakceptowania.
Raków przez długi czas rekompensował ograniczenia infrastrukturalne wynikami sportowymi. Sukcesy pozwalały przyciągać sponsorów, budować rozpoznawalność i generować dodatkowe przychody.
Teraz ten mechanizm przestaje działać. Drużyna przegrywa, europejskie puchary pozostają poza jej zasięgiem, a nowego stadionu nadal nie ma.
Niepokojące sygnały ze środowiska kibicowskiego
W ostatnim czasie dotarła do nas również wiadomość, której autor powołuje się na informacje pochodzące od kibica związanego ze środowiskiem ultras Rakowa.
Według tej relacji Michał Świerczewski ma być coraz mniej zainteresowany dalszym inwestowaniem w klub, a ewentualny spadek z Ekstraklasy mógłby oznaczać koniec Rakowa w jego dotychczasowej formie.
Podkreślmy, że są to nieoficjalne i niezależnie niepotwierdzone informacje. Nie wiemy, czy rzeczywiście odzwierciedlają zamiary właściciela. Tym bardziej że jego wrześniowe wypowiedzi wskazywały, iż nie planuje opuszczać klubu, niezależnie od poziomu rozgrywkowego.
Nie zmienia to jednak faktu, że podobne obawy mogą pojawiać się wśród kibiców obserwujących obecną sytuację.
Bo choć Świerczewski deklaruje przywiązanie do Rakowa, nie oznacza to automatycznie gotowości do finansowania go na dotychczasowym poziomie przez kolejne lata.
Czy Raków jest gotowy na życie bez wielkich pieniędzy?
Przez lata częstochowski klub stanowił dowód na to, że dzięki konsekwencji, odpowiedniemu zarządzaniu i zaangażowaniu prywatnego inwestora można rzucić wyzwanie najbogatszym polskim drużynom.
Teraz Raków znalazł się w sytuacji, której jeszcze niedawno trudno było sobie wyobrazić.
Spadek do pierwszej ligi nie musiałby oznaczać końca klubu. Mógłby jednak zmusić właściciela do gruntownego przemodelowania finansowania i ograniczenia kosztów. A to oznaczałoby prawdopodobnie pożegnanie z częścią zawodników i znacznie mniejsze ambicje.
Być może obserwujemy właśnie początek takiej zmiany. Nie gwałtowne odejście Świerczewskiego, ale stopniowe wygaszanie modelu opartego na dużych nakładach finansowych i nieustannej walce o najwyższe cele.
Być może właściciel chce po prostu zatrzymać finansową spiralę, uporządkować struktury i poczekać na rozwiązanie problemu stadionu.
A może obecny kryzys jest wyłącznie skutkiem błędnych decyzji sportowych, które nie mają nic wspólnego z jego przyszłymi planami?
Na dziś nie sposób tego przesądzić.
Jedno jest pewne. Raków potrzebuje czegoś więcej niż kolejnej zmiany trenera. Potrzebuje jasnej odpowiedzi na pytanie, czym chce być w najbliższych latach.
Bo nawet jeśli częstochowianie utrzymają się w Ekstraklasie, wielki Raków, który znamy z ostatniej dekady, może już nigdy nie wyglądać tak samo.
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.








Dodaj komentarz