Gdzie drużyny z tamtych lat? Przegląd subiektywny odc. 3

Gdzie drużyny z tamtych lat? Przegląd subiektywny odc. 3

Bohaterem trzeciej części mikrocyklu o rywalach wielkiej Wisły ery Bogusława Cupiała jest drużyna Realu Saragossa, pierwszej większej europejskiej drużyny, pokonanej na europejskiej arenie przez zespół Białej Gwiazdy.

Drużyna z Aragonii jest niewątpliwie najmniej utytułowanym klubem z drużyn wspominanych w tej serii, ale na uwagę zasługuje przynajmniej z dwóch powodów.

Po pierwsze, w historii rywalizacji polsko-hiszpańskiej, potyczka z 2000 roku była pierwszym oficjalnym zwycięstwem ekipy z Polski nad hiszpańską drużyną. Wcześniej zdarzały się jednostkowe zwycięstwa (pobieżny research wskazuje bodajże jedno zwycięstwo w przegranym dwumeczu), natomiast nigdy wcześniej polskiej drużynie w europejskich pucharach nie udało się wyeliminować rywala z Półwyspu Iberyjskiego.

Po drugie, Saragossa nieodzownie kojarzy się z erą sukcesów Wisły, była bowiem pierwszym pucharowym zwycięstwem w pucharach, odniesionym w spektakularny sposób. Zwycięstwo to otwiera złoty czas Wisły w pucharach, który choć nie został okraszony awansem do wymarzonej Ligi Mistrzów, przyniósł jej kibicom wiele emocji i wzruszeń.

Good times

W przypadku Realu Saragossa bezpieczniej jest niepisać o złotych czasach – w prime drużyna miała swój czas taki co najwyżej srebrny, może z lekka pozłacany. Nigdy bowiem nie była potęgą ligi hiszpańskiej, nigdy nie zdobyła mistrzostwa Hiszpanii. Największym sukcesem założonego w 1932 roku klubu odniesionym na krajowym podwórku było wicemistrzostwo Hiszpanii z 1975 roku.

Więcej tytułów klubowi przyniosły rozgrywki Copa del Rey, w których Real zwyciężał aż sześciokrotnie. I to krajowy puchar stanowił dla Aragończyków bramę do europejskich rozgrywek, w których radzili sobie nad podziw dobrze. Dwukrotnie bowiem wygrywali puchary dzisiaj lokowane w rozgrywkach Ligi Europy – raz był to Puchar Miast Targowych (później UEFA) (1964) a raz Puchar Zdobywców Pucharów (1995). W swojej gablocie przechowuje również Superpuchar Hiszpanii, po zwycięskim meczu z Valencią (2004).

Dobre czasy przypadały zatem okresowo – nieźle było w latach 70-tych XX wieku, potem całkiem ciekawie na przełomie wieków. Podobnie jak dla Wisły, Parmy czy Schalke. Oddając jednak drużynie „Los Blanquillos” to co cesarskie przyznać należy, iż zaledwie osiem ekip spędziło w Primera Division więcej sezonów niż Saragossa.

Przez lata w jej składach, co prawda, nie roiło się od największych gwiazd światowego futbolu – przegląd stron poświęconych klubowi i jego zawodnikom nie przyniósł tu licznych trafień – aczkolwiek pojawiło się kilka nazwisk naprawdę ciekawych: jedne zaskakują, inne budzą pozytywne skojarzenia w inny sposób.

Z nazwisk, które kojarzyłem tymi największymi byli: jeden z najlepszych prawych obrońców świata wszechczasów, czyli Brazylijczyk Cafu, argentyńskie gwiazdy Pablo Aimar, Roberto Ayala czy Diego Milito, wielokrotny reprezentant i podpora defensywy Niemiec Andreas Brehme, czy wreszcie gwiazda Dortmundu Shinji Kagawa. Spośród Hiszpanów rozpoznałem super napastnika Davida Villę oraz późniejszą podporę Barcy, Gerarda Pique. Wyszukiwarki podpowiadają, że piłkarzami Saragossy w „przedpotopowych” czasach byli uznani później trenerzy Radomir Antić i Roberto Martinez.

Z ciekawostek związanych z Polską – przez pewien czas piłkarzem Realu był znany z występów w Białymstoku i Warszawie Marc Gual. W końcu też najważniejsze dla wiślaków – w sezonie 2014/2015 dziewiętnaście występów i dwa gole dla Saragossy zanotował obecny dyrektor sportowy Wisły, Vullnet Basha.

Mecze z Wisłą Kraków

Z Wisłą drużyna Realu mierzyła się w rozgrywkach Pucharu UEFA w 2000 roku. Obydwa zespoły spotkały się ze sobą na bardzo wczesnym etapie rozgrywek, bo już w I rundzie. O ile dla Saragossy był to początek rywalizacji, to Wisła miała już za sobą rozgrywany w rundzie kwalifikacyjnej dwumecz z bośniackim Żeljeżnicarem Sarajewo. Zdecydowanym faworytem dwumeczu byli Hiszpanie – jak wcześniej wspominałem, żadnemu dotąd polskiemu zespołowi nie udało się wyrzucić z pucharów hiszpańskiej drużyny.

Pierwszy mecz rozgrywany w Saragossie rozpoczął się od trzęsienia ziemi – bo to nieoczekiwanie Biała Gwiazda, po nomen-omen atomowym uderzeniu defensywnego pomocnika Radosława Kałużnego wyszła na prowadzenie. Niestety, później realizował się już tylko przewidywany wcześniej scenariusz – kolejne bramki zdobywali wyłącznie Hiszpanie. Real pewnie zwyciężył 4-1 i na rewanż do Krakowa wyruszał ze spokojną głową.

Mecz przy R22, z uwagi na brak oświetlenia, zaplanowano na nietypową porę, bo na godz. 15:00. Wczesna pora, dzień roboczy w środku tygodnia oraz solidne lanie na wyjeździe spowodowały, że stadion wypełniony był zaledwie w ¾. Ze wspomnień ojca wiem, że widownia dodatkowo skurczyła się w 5 minucie meczu, kiedy to kilku zdegustowanych widzów opuściło stadion. Powodem był samobój Marcina Baszczyńskiego, który w kuriozalnych okolicznościach pokonał golkeepera Wisły, nieżyjącego już dzisiaj Artura Sarnata.

1-4 na wyjeździe, 0-1 do przerwy, było po meczu. Tak w zasadzie myśleli wszyscy – piłkarze i działacze Realu, dziennikarze i kibice obecni na stadionie, komentujący to spotkanie dla TVP Andrzej Szeląg, a i piłkarzom Białej Gwiazdy taka refleksja nie była obca.

Na pewno w ten sposób sytuację oceniał trener krakowian, legendarny Orest Lenczyk. Myśląc już o kolejnym meczu ligowym, w przerwie ściągnął trzech podstawowych graczy, wystawiając w ich miejsce głębokie rezerwy, w tym młodego Nigeryjczyka Ikeanacho Kelechiego. Zawodnik ten nie zrobił w klubie wielkiej kariery, ale właśnie spotkanie z Saragossą zapewne będzie wspominał do końca życia. On to bowiem swoim strzałem dał sygnał do odrabiania strat (w zasadzie gol, choć przypisany Kelechiemu jest samobójem bramkarza Realu), a Wisła po dwóch golach Tomasza Frankowskiego i cudownej petardzie Kazimierza Moskala doprowadziła do dogrywki. Ostatecznie po rzutach karnych pokonała Aragończyków, a w następnej rundzie miała mierzyć się z renomowanym FC Porto. Legenda klubowa głosi, że Orest Lenczyk po wylosowaniu Smoków z Porto miał w typowy dla siebie ironiczny sposób skomentować: „Porto? I po jaką cholerę żeśmy przechodzili tę Saragossę…”

Piękny mecz, cud w Krakowie, legenda założycielska Wisły w pucharach nowej ery. Oglądając fragmentu tego meczu można pokusić się o smutną refleksję jak wielu Legend tamtej Wisły nie ma już z nami: Artur Sarnat, Orest Lenczyk, obecny na ławce trenerskiej Andrzej Iwan czy komentujący przez lata mecze Wisły Andrzej Szeląg.

Spadek z ligi

Nie ukrywam, że tamten mecz jest powodem, dla którego Saragossa znalazła się w przeglądzie. Jak wspominałem, nie jest potężną marką, a raczej solidnym rzemieślnikiem, przy czym podobnie jak omawiane wcześniej drużyny, dysponuje gorącą bazą kibicowską czy pojemnym stadionem (podobnie jak Synerise Arena La Romareda ma ok 34 tys. pojemności – na warunki hiszpańskie niezbyt duży, ale nadal konkretny). Nie jest i nie była więc marką premium, ale spełniała warunki klubu klasy medium.

 Fakt faktem, jeszcze przez blisko dziesięć lat od meczu w Krakowie – z małym incydentem – z powodzeniem rywalizowała w Primera Division i w europejskich pucharach. W latach 2001 i 2004 sięgała po Puchar Króla, w sezonie 2004/2005 dotarła aż do 1/8 Pucharu UEFA. Ów incydent to sezon 2008/2009, kiedy to klub spadł na rok do drugiej ligi. Jak w przypadku pozostałych klubów, przyczyną słabej postawy na boisku były kłopoty finansowe. Zbiegły się one z przejęciem klubu (w 2006 roku) przez nowego właściciela. Obiecywane złote góry i LM na La Romareda przegrały z postępującą degradacją drużyny zakończoną roczną banicją w Segunda Division.

Po powrocie przez 4 kolejne lata lokował się nie wyżej niż na 13 miejscu, usiłując rozpaczliwie utrzymać ekstraklasowy byt. Niestety nowy właściciel wykazywał coraz mniejsze zainteresowane klubem, w szczególności płatnościami za transfery oraz inne bieżące wydatki. Finalnie, w swoim ostatnim ekstraklasowym sezonie (2012/2013) zadłużony na blisko 150 mln € klub zajął niechlubne 20 miejsce i na stałe stoczył się w odmęty II ligi.

Agonia. Pozbawieni nadziei

O ile w tym czasie dwukrotnie bliski był awansu, zajmując 3 lokatę, to w 2022 roku doszło do ponownej zmiany właścicielskiej, po której sytuacja klubu jeszcze się pogorszyła. Nie do końca wiadomo było kim są i kogo reprezentują nowi właściciele, pojawiły się niejasności związane z budową nowego stadionu, a w końcu otwarty konflikt z kibicami. Wdrożone zarządzanie klubem okazało się nieporozumieniem, doprowadziło do tego, że obecnie trwałość bytu drugoligowego jest poważnie zagrożona. Kiedy przystępowałem do pisania tej serii drużyna zajmowała przedostatnie 21 miejsce, mając jeszcze iluzoryczne szanse na odrobienie 4 punktów do bezpiecznego 18 miejsca, dzierżonego przez drużynę FC Cadiz.

Dziś wiemy, że była to agonia klubu – Real zaliczył spadek do III ligi i jest to najgorszy wynik w historii klubu i kolejny cios dla kibiców Los Blanquillos. Los tych ostatnich jest tym gorszy, że w odróżnieniu od świętujących odrodzenie kibiców w Zagłębiu Ruhry czy stolicy Małopolski, nie widać dla nich cienia nadziei na powrót do sukcesów odnotowywanych we wcześniejszych latach.

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *