Jeszcze kilka lat temu trudno byłoby uwierzyć, że GKS Katowice będzie reprezentował Polskę w europejskich pucharach, a jego lider odbierze statuetkę dla najlepszego piłkarza całej Ekstraklasy.
GieKSa przez lata bardziej kojarzyła się z niespełnionymi ambicjami niż sukcesami. Wielki klub, wielka historia, wierni kibice, a na boisku? Wiele sezonów poza elitą, w pewnym momencie nawet spadek do II ligi i kolejne lata spędzane na zapleczu.
Dzisiaj ten sam klub gra w Europie.
I chyba właśnie dlatego historia GKS-u Katowice jest tak ciekawa. Bo nie wydarzył się tam żaden cud. Nie pojawił się bogaty właściciel, który w jedno lato kupił kilkunastu piłkarzy i postanowił zaatakować ligę. Nie było budowania drużyny od zera po każdym niepowodzeniu. Była za to cierpliwość, która w polskiej piłce ciągle jest towarem deficytowym.
A jej twarzą jest Rafał Górak.
Trener, który dostał coś niezwykle rzadkiego – czas
Górak wrócił do Katowic latem 2019 roku. W momencie wyjątkowo mało efektownym – GKS właśnie spadł do II ligi. Dwa lata później był już na zapleczu Ekstraklasy. Potem przyszły kolejne sezony budowania zespołu, aż w 2024 roku GieKSa po 19 latach wróciła do najwyższej klasy rozgrywkowej.
Warto zatrzymać się właśnie przy tym fragmencie.
Dzisiaj łatwo powiedzieć, że Górak jest architektem sukcesu. Znacznie trudniej było w niego wierzyć wtedy, gdy GKS był po prostu jednym z wielu pierwszoligowców. Klubem z ogromnymi ambicjami, którego wyniki nie zawsze do tych ambicji pasowały.
W Katowicach nie naciskano jednak przycisku „reset” przy pierwszej okazji.
Pozwolono trenerowi stworzyć drużynę według własnego pomysłu. Pozwolono mu popełniać błędy, zmieniać zawodników, rozwijać tych, których miał i krok po kroku przesuwać granicę możliwości zespołu.
Efekt?
Awans do I ligi. Potem awans do Ekstraklasy. W pierwszym sezonie po powrocie bardzo solidne ósme miejsce i 49 punktów. Rok później już piąta pozycja, półfinał Pucharu Polski i przepustka do europejskich pucharów.
To nie jest przypadek. To jest proces.
Nowak twarzą odrodzonej GieKSy
Być może jeszcze lepiej filozofię GKS-u pokazuje historia Bartosza Nowaka.
Katowiczanie nie sprowadzili gwiazdy z zagranicy za miliony euro. Wzięli piłkarza doskonale znanego w Ekstraklasie, który miał już za sobą grę w Górniku Zabrze i mistrzostwo Polski z Rakowem Częstochowa. Wiedzieli, co potrafi, i – co jeszcze ważniejsze – wiedzieli, jak chcą go wykorzystać.
Dwa lata później Nowak zakończył sezon z dziewięcioma bramkami i dwunastoma asystami. Został wybrany najlepszym pomocnikiem oraz najlepszym piłkarzem całej Ekstraklasy.
To brzmi wręcz symbolicznie.
Piłkarz, który nie był największą gwiazdą Rakowa, stał się największą gwiazdą ligi w Katowicach.
Bo dobra polityka transferowa nie zawsze polega na znalezieniu 19-latka z ligi słoweńskiej, sprzedaniu go po roku za trzy miliony euro i ogłoszeniu sukcesu działu skautingu. Czasem polega na czymś znacznie prostszym – znalezieniu dobrego zawodnika, który pasuje do drużyny.
GKS w ostatnich latach właśnie tak budował kadrę. Bez transferowego szaleństwa. Zawodnicy doświadczeni mieszali się z tymi, którzy dopiero mieli coś udowodnić. Najważniejsze było nie nazwisko, a przydatność w systemie.
I tutaj ponownie wracamy do Góraka. Bo GieKSa sprawia wrażenie zespołu, w którym piłkarze bardzo często wyglądają lepiej jako część drużyny, niż wskazywałaby na to suma ich indywidualnych możliwości.
To jedna z największych pochwał, jakie można wystawić trenerowi.
Nowy stadion przyszedł w idealnym momencie
Do sportowego rozwoju dołączył jeszcze jeden element – infrastruktura.
30 marca 2025 roku GKS po raz pierwszy zagrał na Arenie Katowice. Nowoczesny, 15-tysięczny stadion zastąpił wysłużoną Bukową, a premierowe derby z Górnikiem Zabrze zostały wyprzedane.
Nowy stadion sam nie strzela bramek. Nie wykonuje pressingu i nie zdobywa punktów.
Ale potrafi zmienić klub.
Daje większe możliwości komercyjne, poprawia komfort kibiców, pozwala inaczej rozmawiać ze sponsorami i przede wszystkim wysyła sygnał: tutaj naprawdę buduje się coś poważnego.
W przypadku GieKSy stadion pojawił się dodatkowo w najlepszym możliwym momencie. Klub nie wprowadzał się na piękny obiekt jako drużyna pogrążona w marazmie. Wprowadzał się jako beniaminek Ekstraklasy, który właśnie pokazywał, że powrót do elity nie był tylko chwilową przygodą.
Dzisiaj na tym samym stadionie rozgrywane są europejskie wieczory.
Jeszcze niedawno brzmiałoby to jak fantazja.
Kibice byli, zanim pojawiły się sukcesy
Jest też coś, czego nie da się kupić żadnym transferem ani wybudować razem ze stadionem.
Kibice.
GKS przez 19 lat czekał na powrót do Ekstraklasy. W międzyczasie zdążył spaść nawet na trzeci poziom rozgrywkowy. Mimo to za klubem cały czas jeździli ludzie, dla których GieKSa nie zaczęła istnieć wraz z awansem.
Kiedy w maju 2024 roku GKS grał w Gdyni mecz decydujący o powrocie do Ekstraklasy, na trybunach wspierało go ponad 700 kibiców z Katowic. Zwycięstwo 1:0 dało awans, choć przed ostatnią kolejką to Arka miała trzy punkty przewagi. GieKSa znalazła się na miejscu premiowanym bezpośrednim awansem dopiero po ostatnim gwizdku całego sezonu.
To chyba pasuje do tej historii najbardziej.
Nic nie przyszło łatwo.
Ani powrót z II ligi. Ani awans do Ekstraklasy. Ani utrzymanie się w niej. Ani europejskie puchary.
Kibice byli jednak wcześniej.
Dlatego dzisiejsze mecze na nowej Arenie mają trochę inny smak. Dla kogoś z zewnątrz to po prostu kolejny ekstraklasowy stadion wypełniony kilkunastoma tysiącami ludzi. Dla sympatyków GKS-u jest to nagroda za lata oglądania swojego klubu daleko od miejsca, do którego – patrząc na jego historię i potencjał – zawsze powinien należeć.
Z przeciętniaka do pucharowicza
W 2021 roku GKS Katowice dopiero wracał z II ligi na zaplecze Ekstraklasy.
W 2024 roku awansował do elity.
W 2025 był już solidnym ligowcem.
W 2026 zajął piąte miejsce, awansował do europejskich pucharów, a Bartosz Nowak został wybrany najlepszym piłkarzem Ekstraklasy. GieKSa wróciła przy tym do Europy po 23 latach przerwy.
Pięć lat.
W futbolu to jednocześnie bardzo dużo i niewiarygodnie mało.
Historia GKS-u pokazuje jednak przede wszystkim, jak wiele można osiągnąć, kiedy klub przestaje szukać dróg na skróty. Kiedy trener dostaje czas. Kiedy transfery mają sens, a nie tylko dobrze wyglądają w dniu prezentacji. Kiedy rozwój sportowy idzie w parze z rozwojem infrastruktury. I kiedy za wszystkim stoi społeczność, która była przy klubie również wtedy, gdy europejskie puchary można było oglądać w Katowicach co najwyżej w telewizji.
Dzisiaj GieKSa sama w nich gra.
I być może właśnie to jest w całej tej historii najbardziej imponujące.
Nie to, jak wysoko GKS Katowice znalazł się w tak krótkim czasie.
Ale to, że patrząc na drogę, którą przeszedł, trudno wskazać moment, w którym ktoś wykonał ruch wyglądający na desperacki skok do przodu.
GieKSa nie wyskoczyła nagle z przeciętności.
Ona z niej po prostu wyrosła.
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.







Ryszard Górecki Trenerrr
Tylko gratulować !!!
GKS i jej Trener Pan
Rafał Górak to model,który powinny naśladować kluby w Polsce.
,