Górnik gra jak kandydat na mistrza. Ale ma jeden problem, który może go drogo kosztować

Górnik Zabrze wrócił po przerwie reprezentacyjnej i zrobił dokładnie to, czego oczekiwali jego kibice. Pokonał na wyjeździe Jagiellonię Białystok 3:1, umacniając się na pozycji lidera Ekstraklasy.

Bohaterem spotkania został Sondre Liseth, ale po końcowym gwizdku sporo mówiło się także o kontrowersyjnych decyzjach sędziów. Zabrzanie mają powody do zadowolenia, choć sobotni wieczór przypomniał również o problemie, który w dalszej części sezonu może okazać się bardzo kosztowny.

 

 

Problemy gospodarzy i przemeblowany Górnik

Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem było wiadomo, że nie będzie to zwyczajne spotkanie. Jagiellonia przystępowała do meczu bez Adriana Siemieńca na ławce trenerskiej. Szkoleniowiec został ukarany sześcioma meczami dyskwalifikacji za aferę z wiadomościami wysyłanymi do sędziego. Jego obowiązki podczas spotkania przejął Mikołaj Łuczak.

Jakby problemów było mało, gospodarze musieli poradzić sobie również bez kontuzjowanego Norberta Wojtuszka. Wszystko to w momencie, gdy drużyna przeżywa wyraźny kryzys formy.

Zresztą o problemach Jagiellonii pisaliśmy już w przedmeczowej zapowiedzi. Pytanie brzmiało, czy Górnik będzie potrafił je wykorzystać.

Górnik wraca do gry. Czy wykorzysta problemy Jagiellonii?

Zabrzanie również mieli swoje zmartwienia. Aż dziewięciu zawodników zostało powołanych do reprezentacji, a niektórzy wrócili ze zgrupowań z naprawdę pokaźną liczbą minut w nogach. Sam Erik Janža rozegrał cztery pełne spotkania w barwach Słowenii.

Michal Gašparík zdecydował się więc na kilka zmian. Na ławce znaleźli się między innymi Peter Federico, Erik Prekop i Kacper Urbański. Od pierwszej minuty szansę otrzymał natomiast Sondre Liseth.

Jak się później okazało, był to jeden z najlepszych wyborów słowackiego szkoleniowca.

 

Pierwsza połowa bez większych fajerwerków

Pierwsze 45 minut trudno nazwać wielkim widowiskiem. Obie drużyny starały się grać odważnie, ale płynnych, składnych akcji było stosunkowo niewiele. Momentami spotkanie przypominało bardziej wzajemne badanie możliwości niż starcie dwóch zespołów mających wysokie aspiracje.

Jeżeli jednak komuś należało przyznać niewielką przewagę, była to Jagiellonia. Gospodarze częściej potrafili nadać swoim atakom konkretny kierunek.

Szczególnie aktywny był Jesús Imaz, który w 27. minucie otrzymał znakomite podanie od Yukiego Kobayashiego. Hiszpan uderzył z pierwszej piłki, ale świetną interwencją popisał się Philipp Schulze. Wcześniej niemiecki bramkarz skutecznie zatrzymał także próbę po akcji Ousmane\’a Sowa.

Górnik również miał swoje okazje. Groźnie uderzali Maksym Chłań i Yvan Ikia Dimi, a pod koniec pierwszej połowy dwukrotnie bliski zdobycia bramki był Paulo Bernardo. W obu przypadkach znakomicie spisał się Sławomir Abramowicz.

Do przerwy mieliśmy więc bezbramkowy remis, który nie zapowiadał jeszcze tego, co wydarzy się po zmianie stron.

 

Siedem minut, które zmieniły wszystko

Górnik wyszedł na drugą połowę zupełnie inaczej. Zabrzanie przyspieszyli, zaczęli grać zdecydowanie konkretniej i błyskawicznie przełożyli to na wynik.

W 51. minucie prowadzenie gościom dał Jarosław Kubicki. Pomocnik, który jeszcze niedawno reprezentował barwy Jagiellonii, wykorzystał zamieszanie w polu karnym po akcji prawą stroną. Przy trafieniu swój udział miał również Liseth, który delikatnym zagraniem skierował piłkę w stronę strzelca.

Siedem minut później Norweg sam wpisał się na listę strzelców. Po rzucie rożnym i zamieszaniu w szesnastce dopadł do futbolówki, a następnie efektownym uderzeniem z powietrza podwyższył prowadzenie na 2:0.

Gol i asysta w ciągu siedmiu minut. Trudno o lepszą odpowiedź na zaufanie trenera.

Liseth był bezsprzecznie jednym z najważniejszych zawodników sobotniego spotkania. Nie tylko znalazł się tam, gdzie powinien, ale potrafił także pracować na korzyść całego zespołu. Właśnie takich występów Górnik potrzebuje od swoich napastników.

Jagiellonia nie zamierzała jednak składać broni.

W 67. minucie Jesús Imaz wykorzystał sytuację w polu karnym i strzałem z ostrego kąta pokonał Schulzego. Przy tym trafieniu bramkarz zabrzan zdecydowanie mógł zachować się lepiej.

Gospodarze złapali kontakt i ruszyli po wyrównanie. Kilka minut później Imaz ponownie trafił do siatki, ale po analizie VAR bramka została anulowana.

Końcówka była nerwowa. Nie zabrakło kolejnych okazji, emocji i przerwy spowodowanej zadymieniem boiska. Ostatecznie Górnik wytrzymał napór gospodarzy, a w ostatniej akcji spotkania Kacper Urbański ustalił wynik na 3:1.

 

Trzy kontrowersje, które rozgrzały Białystok

Trudno podsumować ten mecz bez osobnego przyjrzenia się pracy zespołu sędziowskiego. Arbiter Wojciech Myć i współpracujący z nim sędziowie VAR mieli wyjątkowo pracowity wieczór. Niestety, nie wszystkie ich decyzje spotkały się ze zrozumieniem.

Pierwsza kontrowersja pojawiła się już w pierwszej połowie, kiedy Josema zagrał piłkę do własnego bramkarza, a Schulze złapał ją w ręce. Sędzia nie dopatrzył się jednak przewinienia. Jeżeli zagranie obrońcy było celowym podaniem stopą do bramkarza, zgodnie z przepisami gospodarzom należał się rzut wolny pośredni.

Jeszcze większe emocje wzbudziło starcie Rafała Janickiego z Jesúsem Imazem. Obrońca Górnika nadepnął na nogę rywala w polu karnym, ale arbiter nie zdecydował się na podyktowanie jedenastki. Co ciekawe, sam Janicki przyznał później, że kontakt rzeczywiście miał miejsce i nie byłby zaskoczony przyznaniem rzutu karnego.

Czy każde przypadkowe nadepnięcie musi oznaczać jedenastkę? Niekoniecznie. Nie można jednak dziwić się gospodarzom, że oczekiwali w tej sytuacji przynajmniej dokładniejszej analizy.

Najwięcej dyskusji wywołała jednak sytuacja z 75. minuty. Imaz doprowadził do wyrównania, ale po obejrzeniu powtórek sędzia anulował trafienie, dopatrując się wcześniejszego przewinienia Andersa Klynge na Malthe Højholcie.

Powtórki pokazują, że zawodnik Górnika pierwszy zagrał piłkę, ale sama kolejność kontaktów nie rozstrzyga jeszcze jednoznacznie, czy doszło do faulu. Istotna pozostaje ocena późniejszego starcia obu piłkarzy.

Można znaleźć argumenty przemawiające za decyzją arbitra, choć równie łatwo zrozumieć oburzenie gospodarzy. Zwłaszcza że pierwotnie bramka została uznana, a dopiero interwencja VAR doprowadziła do zmiany decyzji.

Jedno jest pewne. Wszystkie trzy sytuacje okazały się niekorzystne dla Jagiellonii. W Białymstoku mają więc prawo mówić o sporym niedosycie.

Nie zmienia to jednak faktu, że Górnik rozegrał znakomity fragment drugiej połowy i potrafił wykorzystać swoje szanse. Dziewięć celnych strzałów zabrzan przy trzech gospodarzy również nie wzięło się z przypadku.

 

Górnik ma drużynę na wielkie rzeczy. Ale co z bramką?

Po dziesięciu kolejkach Górnik ma na koncie 25 punktów i zasłużenie przewodzi ligowej stawce. Trudno już mówić o przypadku czy chwilowej zwyżce formy. Zabrzanie pokazują, że potrafią wygrywać na różne sposoby, również wtedy, gdy nie wszystko układa się po ich myśli.

Michal Gašparík zbudował zespół, w którym praktycznie na każdej pozycji panuje mocna rywalizacja. Zawodnicy wchodzący z ławki potrafią zmieniać losy spotkań, a szeroka kadra pozwala radzić sobie nawet z tak wymagającą przerwą reprezentacyjną.

Jest jednak jeden wyjątek. Pozycja bramkarza.

Philipp Schulze potrafi popisywać się znakomitymi interwencjami. W Białymstoku kilkukrotnie ratował swoją drużynę, zwłaszcza w pierwszej połowie. Problem w tym, że świetne parady przeplata z błędami, których na tym poziomie po prostu nie powinno być.

Przy golu Imaza można mieć do niego spore pretensje. To kolejny sygnał, że młodemu Niemcowi brakuje jeszcze stabilności.

Nie chodzi o to, żeby Schulzego skreślać. Wręcz przeciwnie. To zawodnik z potencjałem, który może jeszcze bardzo się rozwinąć. Tyle że w drużynie walczącej o najwyższe cele trudno opierać obsadę bramki praktycznie na jednym zawodniku, nie mając za jego plecami równie wartościowej alternatywy.

Konkurencja jest potrzebna nie tylko po to, żeby mieć kogo wystawić w razie kontuzji. Jest potrzebna również po to, żeby pierwszy bramkarz nie mógł poczuć się zbyt pewnie, a każdy słabszy występ miał swoje sportowe konsekwencje.

Górnik ma obecnie bardzo szeroką i wyrównaną kadrę. Dlatego tym bardziej dziwi, że akurat na tak ważnej pozycji rywalizacja jest wyraźnie słabsza.

Jeżeli zabrzanie rzeczywiście chcą bić się o mistrzostwo Polski, wzmocnienie konkurencji między słupkami powinno być jednym z priorytetów.

 

Lider, którego trzeba traktować poważnie

Wyjazdowe zwycięstwo nad Jagiellonią ma swoją wagę. Zwłaszcza po trzech tygodniach przerwy i przy problemach kadrowych wynikających z licznych powołań do reprezentacji.

Górnik nie rozegrał idealnego meczu. Miał słabsze momenty, pozwolił gospodarzom wrócić do gry i korzystał również na kontrowersyjnych rozstrzygnięciach sędziowskich. Mimo wszystko zdobył trzy punkty na trudnym terenie.

To właśnie odróżnia drużyny, które potrafią zachwycić przez kilka kolejek, od tych, które rzeczywiście mogą walczyć o najwyższe cele.

Po dziesięciu spotkaniach Górnik ma osiem zwycięstw, remis i tylko jedną porażkę.

Dzisiaj nie trzeba już pytać, czy zabrzanie są w stanie włączyć się do walki o mistrzostwo.

Znacznie ciekawsze wydaje się pytanie, jak długo będą potrafili utrzymać tak wysoką dyspozycję.

 

Jagiellonia Białystok – Górnik Zabrze 1:3 (0:0)

Bramki: Jesús Imaz (67\’) – Jarosław Kubicki (51\’), Sondre Liseth (58\’), Kacper Urbański (90+14\’).

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *