Magiczne 20 minut. Legia Warszawa zwycięża z Jagiellonią Białystok!

Podopieczni Marka Papszuna kontynuują imponującą passę bez porażki w PKO BP Ekstraklasie. W hicie 9. kolejki Legia Warszawa pokonała na wyjeździe Jagiellonię Białystok 3:1. O losach tego emocjonującego starcia przesądziło zaledwie 20 minut.

 

Nadzieje zespołowe

Starcia pomiędzy Jagiellonią a Legią od lat budzą ogomne emocje. Nie inaczej było w Białymstoku, gdzie miejscowi kibice liczyli na przełamanie lekkiego kryzysu i odbudowę formy swojego zespołu. Jaga przystępowała do meczu z 10. pozycji w tabeli z dorobkiem 12 pkt w siedmiu meczach, mając ogromne oczekiwania wobec tego pojedynku.

Zupełnie inne nastroje panowały w obozie gości. Odkąd na czele zespołu stoi Marek Papszun, drużyna regularnie punktuje i w trwającym sezonie ligowym nie poniosła jeszcze porażki. Przyjeżdżając do Białegostoku z 3. miejsca i dorobkiem 16 pkt w ośmiu spotkaniach, warszawianie byli pewni siebie. Jak się szybko okazało, mieli do tego powody.

Nokaut w dwadzieścia minut

Jagiellonia rozpoczęła grę od środka. Od pierwszych sekund szczęście uśmiechało się do przyjezdnych. Już w 15. minucie sędzia podyktował rzut karny dla Legii, a piłkę na jedenastym metrze ustawił Rafał Augustyniak. Chwilę później Legia cieszyła się prowadzeniem w meczu. To nie był koniec radości, gdyż zaledwie cztery minuty później było już 2:0. Paweł Wszołek posłał precyzyjne dośrodkowanie w pole karne, a dzięki doskonałemu zgraniu z udziałem Zorana Arsenića debiutanckim trafieniem w barwach Legii cieszył się Jan Kuchta.

Dwubramkowe prowadzenie gości zmusiło Jagiellonię do natychmiastowej reakcji. Gospodarze ruszyli do odrabiania strat, budując atak pozycyjny. Ich determinacja przyniosła skutek, gdy po faulu w polu karnym arbiter ogłosił rzut karny. Bramkarz Legii chował ręce przy interwencji, lecz Nik Prelec okazał się szybszy i sprytniejszy. Jagiellonia zdobyła bramkę.

Białostoczanie poszli za ciosem i byli o krok od wyrównania, kiedy Guilherme Montoia zagrał idealną piłkę do Jesúsa Imaza. Hiszpan jednak spudłował, wprawiając miejscowych kibiców w ogromne rozczarowanie. Tuż przed przerwą, w 45. minucie, Legia miała okazję na kolejny triumf. Uderzenie Pawła Wszołka zatrzymał jednak Sławomir Abramowicz.

Walka z dymem i utracone okazje Jagi

Po przerwie tempo meczu nie spadło ani na moment. W 52. minucie Eryk Kozłowski przeciął dośrodkowanie Pawła Wszołka, co skończyło się rzutem rożnym dla gospodarzy. Chwilę później sam Wszołek oddał strzał z dystansu. Była to bardzo dobra próba, lecz bramkarz Jagiellonii stanął na wysokości zadania.

Gra została chwilowo zatrzymana z powodu zadymienia stadionu, lecz nie uśpiło to zawodników. Po wznowieniu gry Jagiellonia znów szukała wyrównania. W 64. minucie doskonałą szansę ponownie miał Jesús Imaz, jednak bramkarz Legii wytrzymał presję. Niewykorzystane sytuacje zemściły się na gospodarzach w 75. minucie. Legioniści pokazali, że ich stałe fragmenty gry popłacają. Po wrzucie z autu w polu karnym pojawił się niesamowicie prezentujący się w tym spotkaniu Paweł Wszołek, który ustawił wynik na 3:1.

W końcówce nadzieje miejscowych ponownie zaiskrzyły, gdy sędzia wstępnie ogłosił rzut karny na ich korzyść. Radość trwała jednak krótko, gdyż wideoweryfikacja doprowadziła do zmiany decyzji i ostatecznie pogrzebała nadzieje Jagiellonii Białystok. Mimo doliczenia aż 9 minut wynik nie uległ już zmianie. Legia wywiozła z Białegostoku komplet punktów.

Przetasowania w czołówce. Legia goni lidera

Pojedynek w Białymstoku przyniósł swoje skutki w ligowej tabeli. Zwycięstwo pozwoliło Wojskowym awansować na 2. miejsce. Tym samym warszawianie przeskoczyli Wisłę Kraków i tracą obecnie zaledwie trzy punkty do liderującego Górnika Zabrze. Czyni to ich jednym z głównych faworytów do tytułu. Jagiellonia z kolei pozostała na 10. lokacie, w samym środku ligowej stawki.

Przed obiema ekipami kolejne wyzwania, jednak ich cele na ten sezon są dosyć odmienne: Legia chce umacniać pozycję na podium i walczyć o fotel lidera, podczas gdy białostoczan czeka intensywna walka o wydostanie się z kryzysu i przesuwanie się w górę tabeli. Być może czeka nas w tym sezonie jeszcze wiele zaskoczeń.

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *