Kompromitacja przy Bułgarskiej. Lech Poznań roztrwonił marzenia o Lidze Mistrzów

Kompromitacja przy Bułgarskiej. Lech Poznań roztrwonił marzenia o Lidze Mistrzów

29 lipca 2026 roku zapisał się na kartach historii polskiej piłki klubowej w jednoznacznie negatywny sposób. To, czego Lech Poznań dokonał w środowy wieczór, roztrwaniając przewagę 4:1 wywalczoną w Danii w starciu z tamtejszym mistrzem – Aarhus GF – pokazało, że próby dostania się do wymarzonego raju, jakim byłby awans do fazy ligowej Ligi Mistrzów, mogą jeszcze trochę potrwać.

Piłka nożna uczy pokory. W środę gracze Lecha Poznań to słowo kompletnie zlekceważyli. Patrząc na grę większości zawodników mistrza Polski, można było się zastanawiać, czy nie spotkali się na boisku po raz pierwszy w życiu. Duńska ekipa z łatwością zdobywała kolejne gole, odrabiając straty sprzed tygodnia, i nawet po trafieniu rezerwowego Lecha – Filipa Jagiełły, potrafiła błyskawicznie odpowiedzieć. U podopiecznych Nielsa Frederiksena kompletnie nie byłoidać było charakteru ani zaangażowania. Ba, wydaje mi się, że myśli zawodników były już przy meczu III rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów z mistrzem Azerbejdżanu – Sabah Baku. W tym zespole gra przecież były piłkarz Lecha – Tymoteusz Puchacz, który – w przeciwieństwie do swojego byłego klubu – być może zdoła awansować do tego upragnionego raju.

Ten dwumecz idealnie pokazał również, że trener Lecha – Niels Frederiksen ma ogromne problemy z prowadzeniem zespołu w europejskich pucharach. W poprzednich latach porażki przykrywano wyższą klasą rywala, jak choćby belgijskiego Genk czy ukraińskiego Szachtara Donieck. Jeśli jednak osłabiony przeciwnik przyjeżdża do Poznania, a gra od początku wygląda fatalnie, zaś kluczowe zmiany przeprowadza się dopiero w 81. minucie przy stanie 0:3 dla Aarhus GF, to z zarządzaniem meczem jest coś mocno nie tak. Nawet patrząc na samą mimikę twarzy Duńczyka można było zauważyć, że niedowierzał co się dzieje.

Do tego niemal każdy z zawodników wyjściowej jedenastki spisał się tragicznie (może poza rezerwowym Jagiełłą). Bramkarz –  Mateusz Lis wyglądał tak, jakby ten występ całkowicie go sparaliżował – niemal każdy strzał w stronę jego bramki kończył się golen w siatce. Potwierdzają to statystyki: 6 celnych strzałów na bramkę i 4 stracone goli. W mediach dużo mówiono o tym, że Lech kupił najlepszego bramkarza ligi tureckiej poprzedniego sezonu, który w niedalekiej przyszłości może trafić do reprezentacji Polski. Z kolei patrząc na Roberta Gumnego, który był dziś głównym winowajcą utraty dwóch bramek, aż trudno uwierzyć w dane z portalu Transfermarkt. Widnieje tam 101 występów w Bundeslidze i 6 meczów w reprezentacji Polski – dziś wyglądało to jednak jak jakiś błąd w systemie.

Kompromitacja w Poznaniu to także ogromny kamyczek do ogródka dziennikarzy i ekspertów piłkarskich, którzy już przed rewanżowym starciem snuli wizje o tym, z kim Lech zagra w IV rundzie po ewentualnym pokonaniu Sabah Baku. Pojawiały się wręcz głosy, że po ewentualnym awansie do Ligi Mistrzów ekipa ze stolicy Wielkopolski odskoczy finansowo i sportowo pozostałym rywalom z PKO BP Ekstraklasy. No to odskoczyli… ale w stronę Wysp Owczych. To właśnie tam Lech Poznań zmierzy się w III rundzie kwalifikacji Ligi Europy z tamtejszym mistrzem – KÍ Klaksvík, który w II rundzie kwalifikacji LM uległ mistrzowi Litwy – Žalgirisowi Kowno.

Lech Poznań w środę dokonał czegoś niemożliwego. Miał najłatwiejszą drogę do Ligi Mistrzów od kilkunastu lat, a właściciele klubu wraz z dyrektorem sportowym przeprowadzili transfery, które na papierze mocno się broniły. Na samym końcu Poznań stał się jednak pośmiewiskiem całej piłkarskiej Polski. „Kolejorz” już po raz siódmy próbował dostać się do piłkarskiego raju i po raz kolejny nie dotarł nawet do fazy play-off, odpadając na pierwszej możliwej przeszkodzie.

Jak na razie kolejny rok z rzędu najbliżej Ligi Mistrzów w nowszej historii polskich klubów był Raków Częstochowa pod wodzą Dawida Szwargi (w sezonie 2023/24). Na drodze „Medalików” stanął wtedy ówczesny mistrz Danii – FC Kopenhaga (z Fabianem Piaseckim w ataku, grającym obecnie w pierwszoligowym ŁKS-ie Łódź). Ekipa z Jasnej Góry potrafiła jednak po drodze pokonać takie firmy jak Flora Tallinn, Karabach Agdam czy Aris Limassol. Z kolei Lech nie potrafił ograć mistrza Danii, dla którego awans w takich okolicznościach jest ogromnym sukcesem. Jedno jest pewne: Środowy rezultat będzie ciągnął Lecha Poznań przez długie lata i ciężko będzie o tym wydarzeniu zapomnieć.

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *