W pochmurne niedzielne popołudnie wraz ze stała ekipą wyjazdową udajemy się w podróż do Serca Łodzi, gdzie ma zawitać nasz ponadczasowy i odwieczny rywal – Legia Warszawa. Mimo ciągłych perturbacji, zmian i trzęsień ziemi w Klubie z miasta włókniarzy, wierzymy, że w tak prestiżowym meczu Widzewek zagra dobre spotkanie i zdoła przeciwstawić się drużynie gości, która sama ma problemy natury podobnej.
Zanim dojeżdżamy na miejsce zatrzymujemy się na jednej ze stacji benzynowych, gdzie spotykamy czteroosobową grupę kibiców w czerwonych koszulkach udających się w tym samym kierunku co my. Zbijamy piątki, wymieniamy kilka zdań, życząc sobie nawzajem wygranej odjeżdżając w kierunku Łodzi. Na szerokim chodniku przed Świątynią przy Piłsudskiego 138 parkujemy na dwie i pół godziny przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Powoli rusza strefa kibica, w której zaczyna gęstnieć od napływających na mecz kibiców. Kupujemy po jednym klubowym napoju i siadamy tuż przy strefie, gdzie rozłożony jest wielki telebim z myślą o tych, którzy nie maja możliwości wejścia na stadion. Jest to świetna inicjatywa klubu oraz stacji telewizyjnej transmitującej mecze Ekstraklasy.
Na scenie pod dużym ekranem, pojawia się gość całej strefy – Marcel Krajewski – nieobecny podczas dzisiejszego meczu z powodu urazu stawu skokowego. Kończąc degustację klubowego napoju udajemy się do bramek, aby wejść już na stadion, skosztować na spokojnie meczowego cateringu i odpocząć po długiej podróży, ładując siły na wielkie emocje, jakie za niedługi czas przed nami. Zauważamy, że jak na porę, jaka dzieli nas od rozpoczęcia widowiska jest więcej ludzi niż zwykle podczas innych domowych spotkań. Wniosek: – rywal elektryzuje i przyciąga.
W oczekiwaniu na mecz obserwujemy rozgrzewkę obu ekip. Wychodzący na nią zawodnicy Widzewa dostają gromkie brawa od kibiców, którzy już zasiedli na widowni. Swoją drogą nie jedna ekipa z Ekstraklasy chciała by mieć w takiej liczbie publikę na swoich domowych meczach, jaką mają zawodnicy czerwono – biało – czerwonych podczas przedmeczowych przygotowań.
Dołącza do nas T. którego znamy z poprzednich spotkań. Dowód na to, że Serce Łodzi to nie tylko mecze, ale i miejsce do zawierania myślę długoletnich znajomości. Rozmawiamy o ostatnich wyczynach w Pucharze Polski, poziomie tego meczu i obawach, aby gra Widzewa nie wyglądała podobnie jak kilka dni wcześniej. Chwilę przed meczem zaczyna się doping. Mocny, głośny i dobrze zsynchronizowany.
Taniec Eleny Michała Lorenca, który rozbrzmiewa podczas wyjścia zawodników na murawę. Głośny klaps z trybun w rytm muzyki w jego trakcie oraz głośny okrzyk RTS to dla mnie niezmiennie najpiękniejszy moment w meczu od lat.
Dzieje się, tak na murawie, jak i na trybunach. Niezła gra naszych zawodników, nieśmiałe ataki są przyczyną niesamowitej wrzawy od publiki, która w liczbie bez mała osiemnastu tysięcy zdziera gardła w dopingu. Arbiter tego spotkania, którym jest Pan Artur Gryckiewicz z Torunia przerywa na kilka minut spotkanie z powodu zadymienia i słabej widoczności. To pokłosie efektownej oprawy kibuców z Zegara, która została okraszona materiałami pirotechnicznymi.
Doping, mecz, dyskusje i ogromny wybuch radości. Sędzia po obejrzeniu materiału na monitorze VAR dyktuje rzut karny dla Widzewa. W 66 minucie do eksplozji radości doprowadza publikę Sebastian Bergier, który wykorzystał „jedenastkę’. Mecz w szampańskich nastrojach toczy się dalej, a my zaczynamy być pełni obaw, gdyż nasz zespół zaczyna się cofać do obrony. Efektem tego wyrównujący gol na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry, którego autorem jest Krasniqi.
Wracając do domu w deszczowy późny wieczór robimy swoje autorskie podsumowanie tego starcia z motywem przewodnim: „Jest niedosyt, bo było naprawdę blisko, ale obiektywnie, oceniając mecz i jego przebieg – wynik sprawiedliwy”.
Na miejscu jesteśmy chwilę przed pierwszą w nocy. Mimo zmęczenia i lekkiego niedosytu na chwilę przed naciśnięciem klamki drzwi domu pomyślałem, że mimo to jestem szczęśliwy. Serce Łodzi działa na mnie jak najlepsze kurorty sanatoryjne. Miejsce, w którym czuję się jak w domu przy najbliższej rodzinie, która jest mi życzliwa zwyczajnie za to, że jestem. Takich odczuć jak moje jest wśród Was na pewno więcej. Życzę sobie i każdemu, aby te odczucia, wspólne chwile trwały wiecznie, wierząc, że „Jeszcze przyjdą takie czasy, kiedy Widzew będzie grał, o mistrzostwo ekstraklasy i puchary zdobywał”.
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.





Patryk Froncek
Świetny artykuł, Panie Sławku! Sanatorium Łódź ❤️ Na mnie Zabrze działa tak samo!