W sobotnie popołudnie Zagłębie Sosnowiec, po wyjazdowej porażce z Sandecją Nowy Sącz 0:1 w ramach ostatniej, 34. kolejki Betclic II ligi, przypieczętowało swój spadek do III ligi. W przyszłym sezonie „Zagłębiacy” na stadionie ArcelorMittal Park będą mierzyć się z takimi drużynami jak LKS Goczałkowice-Zdrój czy MKS Kluczbork.
Winę ponoszą wszyscy
Główną odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponoszą ludzie decyzyjni wokół klubu. Wszystko zaczyna się od prezydenta Sosnowca – Arkadiusza Chęcińskiego ( głównego właściciela), który za wszelką cenę unika sprzedaży klubu, woląc obsadzać kluczowe stanowiska zaufanymi ludźmi. Gdy pojawiają się inwestorzy – jak choćby były reprezentant Polski i biznesmen – Marek Koźmiński, który chciał odkupić akcje Zagłębia – negocjacje kończą się fiaskiem. Po wielomiesięcznych rozmowach z miastem, w grudniu 2025 roku, Koźmiński zrezygnował z zakupu, publikując na platformie X oświadczenie. Wynikało z niego w skrócie, że prezydent ma zupełnie inną wizję prowadzenia klubu niż ta, którą on sam proponował.
Choć prezydent Sosnowca w swoich komunikatach regularnie podkreśla, jak wielokrotnie pomagał Zagłębiu, efekt tych działań jest porażający: w ciągu ostatnich 7 lat klub spadł z Ekstraklasy na poziom III ligi. To można nazwać tylko jednym słowem: totalną katastrofą.
Szanowni Kibice @zaglebie_eu
Z bólem serca muszę ogłosić moją rezygnację z ubiegania się o zakup waszego ukochanego klubu. Poniżej znajdziecie krótkie uzasadnienie mojej decyzji.
Życzę wam samych sukcesów i szybkiego awansu do @_Ekstraklasa_ bo ten klub i miasto na to zasługuje pic.twitter.com/VePZYLW72j— Marek Koźmiński (@kozminski_marek) December 4, 2025
Totalny burdel panuje również w gabinetach prezesów i na ławce trenerskiej Zagłębia Sosnowiec. W sezonie, w którym klub obchodzi 120-lecie istnienia, kibice otrzymali festiwal organizacyjnej niekompetencji. Od maja 2024 roku klubem zarządzała kobieta – Katarzyna Biały. W kwietniu 2026 roku, z inicjatywy prezydenta Chęcińskiego, na stanowisko wrócił – Marcin Jaroszewski. To najdłużej rządzący prezes w nowożytnej historii klubu (2013–2021), za którego kadencji Zagłębie świętowało dwa awanse. Ostatnio zarządzał stadionem w ArcelorMittal Park, ale jego wielki powrót okazał się klęską. Heroiczna walka o utrzymanie w Betclic II lidze zakończyła się fiaskiem i Jaroszewski misję odbudowy klubu zacznie dopiero w III lidze.
Karuzela trenerska w tej kampanii to już zupełny absurd – drużynę prowadziło aż czterech szkoleniowców. Zaczął – Marek Gołębiewski (były trener Legii Warszawa), ale w Sosnowcu wytrzymał zaledwie 68 dni i 8 meczów. Zastąpił go – Wojciech Łobodziński, sprowadzony z Miedzi Legnica. Pochodzący z Bydgoszczy 43-latek zaczął dobrze, ale po pół roku i serii 9 meczów z zaledwie jedną wygraną, poleciał ze stanowiska w marcu tego roku.
Kolejny ruch był wręcz komiczny. Stery przejął trener rezerw – Grzegorz Bąk. Po kilku dniach klub podpisał z nim i jego sztabem kontrakt do czerwca 2027 roku, a już 17 kwietnia… Bąka w klubie nie było. Wytrzymał miesiąc, poprowadził 5 meczów (4 porażki, 1 remis). To nie była praca, to był czysty epizod. Na koniec stery przejął Tomasz Łuczywek (były asystent Jacka Magiery i Artura Derbina). Mimo chęci, Łuczywek nie zdołał uratować ligi. I choć w zeszłym tygodniu Zagłębie ograło u siebie KKS Kalisz 3:0 w niezłym stylu, to dla kibiców było już za późno. Fani, mając dość tej amatorszczyzny, zaczęli bojkotować mecze i wygrana rzutem na taśmę nie skłoniła ich do powrotu.
Zagłębie Sosnowiec w sezonie 2025/2026:
– dwoje prezesów,
– czterech trenerów,
– dwóch dyrektorów sportowych,
– dwóch pełnomocników zarządu ds. sportowych,
– jeden manager pierwszego zespołu,
– osiem zwycięstw,
– jeden wielki dramat.— 100% Zagłębie Sosnowiec (@100Zaglebie) May 30, 2026
Przejdźmy do sedna – na boisku nie grają przecież prezesi ani trenerzy, tylko piłkarze. Przed sezonem eksperci i dziennikarze byli zgodni: Zagłębie Sosnowiec miało bezproblemowo awansować. I trudno się dziwić, bo na papierze ten skład wyglądał imponująco. Do klubu ściągnięto zawodników z ogromnym ekstraklasowym i pierwszoligowym bagażem: Mateusza Matrasa, Dawida Szota (byłego gracza Wisły Kraków), Patryka Gogóła czy Jewgienija Szykawkę, który chwilę wcześniej strzelał dla Korony Kielce. Zimą, ku uciesze kibiców, wrócił stary znajomy – Szymon Sobczak. I jak to się skończyło? Zespół z największym budżetem w stawce i takimi nazwiskami wylądował w III lidze. Nawet kiedy po jesieni Zagłębie było dziewiąte, eksperci wciąż powtarzali, że zaraz odpalą i awansują. Zamiast wielkiego sukcesu wyszła jednak spektakularna kompromitacja, której ostateczny akt rozegrał się wczoraj w Nowym Sączu.
Spadek uruchomił lawinę. Trener Tomasz Łuczywek na konferencji pomeczowej ogłosił pierwszą decyzję: odsunięty ostatnio od składu Szymon Sobczak nie zagra w III lidze. Powrót 33-letniego snajpera do Sosnowca to absolutna katastrofa – 12 meczów, zero goli, zero asyst. Kompletne dno. Szokuje fakt, że podpisano z nim umowę aż do czerwca 2028 roku. Ktoś w zarządzie, kto dał zielone światło na tak długi kontrakt i gigantyczną pensję, powinien wylecieć z klubu w trybie natychmiastowym. Przez tę niekompetencję Sobczak może teraz oczekiwać olbrzymiej odprawy za zerwanie umowy. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że zanim napastnik trafił do Sosnowca, negocjował z Sandecją Nowy Sącz. Tam jednak, gdy usłyszeli jego oczekiwania finansowe na poziomie 35 tysięcy złotych netto miesięcznie, natychmiast zerwali rozmowy. W Sosnowcu nikt nie widział w tym problemu, co idealnie podsumowuje absurd, w jakim ten klub funkcjonował.
Szymon Sobczak definitywnie zniknął z radarów @SandecjaNS ⚽️ Nowosądeczanie próbowali, rozmawiali i negocjowali, ale 35 000 netto miesięcznie, których żąda zawodnik, to zbyt wiele 💲 Poszukiwania napastnika trwają więc nadal, a czasu do rozpoczęcia rundy wiosennej coraz mniej 😎
— Michał Śmierciak (@MichalSmierciak) February 14, 2026
Teraz trzeba zadać sobie pytanie: Co dalej? Wydaje się, że Zagłębie Sosnowiec musi po raz kolejny przeprowadzić głęboką rewolucję – zarówno w kadrze, jak i w całym pionie sportowym. Być może rozwiązaniem jest postawienie na zdecydowanie tańszych piłkarzy, czyli młodzieżowców, zamiast na graczy, którzy najlepsze lata mają już za sobą, a ich główną motywacją są wysokie zarobki. Marcina Jaroszewskiego – a być może także Tomasza Łuczywka ( jak zostanie na tym stanowisku) – czeka ogrom pracy, aby wyciągnąć klub z totalnego regresu, jakiego doświadczył w ciągu ostatnich siedmiu lat.
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.







Dodaj komentarz