Okienko zamknięte, nowego napastnika brak. Co ma w planach Widzew?

Przemyślana strategia, czy świadome ryzyko – co z linią ofensywną Widzewa Łódź?

Quo vadis, Widzewie? Takie pytanie może zadać kibic tego łódzkiego klubu, patrząc na aktualną, ofensywną sytuację kadrową drużyny prowadzonej przez Igora Jovicevicia. Na pozycji napastnika, Widzew dysponuje tylko dwoma zawodnikami – Sebastianem Bergierem i Andim Zeqirim.  Wraz z dniem 25 lutego, skończyło się okienko dla ekstraklasowych klubów. Oznacza to zatem jedno – nie doświadczymy wzmocnień na tej pozycji aż do końca bieżącego sezonu. Czy decyzja o tym, aby nie ściągać kolejnej „9” na Al. Piłsudskiego 138 jest słuszna? Trudno powiedzieć, lecz bez wątpienia może być ona uznana za dość ryzykowne posunięcie.

 

Przegląd kadrowy widzewskich dziewiątek

Ostatni mecz z Cracovią odbył się bez obecności w składzie, pauzującego za kartki, najlepszego strzelca Widzewa, Sebastiana Bergiera. Ściągnięty w lato z GKSu Katowice napastnik jest jak na razie najjaśniejszą gwiazdą ofensywy Łodzian. Ma on już na koncie 11 trafień, będąc najskuteczniejszym zawodnikiem grającym na szpicy w Widzewie od czasów gry Marcina Robaka. Według ekspertów, to właśnie 26-letni napastnik jest jednym z niewielu graczy, którzy najbardziej wyróżniają się na tle dość słabo dysponowanego w tym sezonie Widzewa.

Problem w tym, że przy nieobecności Bergiera, do dyspozycji chorwackiego szkoleniowca pozostaje tylko jeden gracz, Andi Zeqiri. Szwajcar, ściągnięty jeszcze za kadencji Mindaugasa Nikoliciusa, okrzyknięty, dość pompatycznie, „perłą w koronie”, ma za sobą dość trudny okres. Nie dość, że za rywala ma skutecznego Bergiera, to również on sam nie może ustabilizować swojej formy. Jego gra w ostatnich tygodniach nie napawa optymizmem, szczególnie, iż od letniego transferu wpisał się on na listę strzelców w lidze tylko jeden raz w pamiętnym, wygranym spotkaniu z Piastem Gliwice.

Jak gra Szwajcar?

Zeqiri ma jednak trochę inną charakterystykę boiskową niż Bergier. Podczas gdy Polak ma tendencję do gry fizycznej i szukania dogodnej okazji do strzelenia bramki, Szwajcar, jest zawodnikiem grającym trochę niżej, unikającym bezpośredniego kontaktu, niejednokrotnie opierając swoją grę na walorach szybkościowych i aktywnej współpracy. Widzew jednak, patrząc na specyfikę gry zespołu, potrzebuje typowego lisa pola karnego. Szwajcar nie wpisuje się jednak w ten archetyp. Ofensywne nawyki szwajcarskiego napastnika mogły być zauważone w meczach z Wisłą Płock (gdzie Zeqiri popisał się ładną asystą przy bramce Emila Kornviga), a także w dość mało atrakcyjnym starciu z Cracovią, gdzie kilkukrotnie przesuwał się na dogodną pozycję do stworzenia sytuacji bramkowej, co nie było wykorzystywane przez kolegów z drużyny.

Zeqiri był również w tym sezonie kilkukrotnie ustawiony jako drugi napastnik, towarzyszący Bergierowi przy akcjach ofensywnych. Ten wariant, koniec końców, został porzucony przez trenera Łodzian na rzecz pozostawienia na szpicy napastnika z Polski. Obok niego, z linii pomocy został przesunięty, wcześniej wspomniany, Emil Kornvig, lecz nie jest on nominalnie napastnikiem. Rolą Duńczyka jest raczej wspomaganie linii ataku poprzez aktywne prowadzenie gry w ofensywnej formacji pomocy (można go zatem określić typową „dziesiątką”).

Brak transferu zalążkiem problemów

Biorąc pod uwagę aktualny stan osobowy na pozycji napastnika, rodzi się dość oczywiste pytanie – co w sytuacji, gdy któryś z dwóch nominalnych graczy na tej pozycji wypadnie na dłużej? Wówczas, do dyspozycji Igora Jovicevicia pozostanie tylko jeden gracz, a co za tym idzie, Widzew mógłby narobić sobie problemów na tle kadrowym, co w obliczu trudnej sytuacji w tabeli mogłoby być niezwykle ryzykowne i bolesne w skutkach.

Rynek napastników, szczególnie w ekstraklasowych realiach, jest, jak wiadomo dość skomplikowany. Trudno jednoznacznie określić, kto, kolokwialnie mówiąc, wypali, a kto będzie tylko cieniem wobec reszty. Bardzo często można spotkać się z opinią, że nasza liga jest najlepszym weryfikatorem umiejętności piłkarskich. Z realiami Ekstraklasy zderzyło się już kilka nabytków Widzewa w ostatnich latach. Byli to chociażby Said Hamulic (bohater ostatniego transferu Wisły Płock), Lubomir Tupta, Imad Rondic, Hubert Sobol, czy niedawno wypożyczony do Red Star FC, występującego w Ligue 2, Pape Meissa Ba. To właśnie Senegalczyk miał być w tym sezonie opcją nr 3 na pozycji napastnika.

Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Meissa Ba, podsumowując liczbę rozegranych minut w Widzewie, nie wyrobił nawet 90 minutowej normy meczowej. Zaliczył występ w tylko 4 spotkaniach, rozgrywając pełną połowę wyłącznie we wrześniowym meczu z Arką Gdynia, gdzie został zmieniony na starcie drugiej części meczu przez Andiego Zeqiriego. Ściągnięcie Senegalczyka z niemieckiego Schalke spotkało się z dość dużą krytyką – Meissa Ba miał być w Widzewie zawodnikiem dość mało aktywnym, mającym problemy z aklimatyzacją w zespole i aspektami fizycznymi. Łącząc to z dość burzliwą sytuacją na ławce trenerskiej Widzewa, były napastnik Schalke stał się drugo-, a może nawet trzeciorzędnym graczem klubu z Łodzi.

Szanse na rozwiązanie kłopotów wypuszczone z rąk?

Aspektem, który również może zostać uznany za dość intrygujący, może być wypożyczenie Antoniego Klukowskiego do 1. ligowej Polonii Warszawa. Młody napastnik nie dostawał może wielu szans na grę, lecz w meczach sparingowych zostawał wystawiony na popularnej „dziewiątce”, co pozwalało uznać, że to właśnie on wyrastał na naturalnego zastępcę na pozycji napastnika dla starszych kolegów z zespołu. Ponadto, stawał się on również dość częstym wyborem na tej pozycji dla trenera drugiej drużyny Widzewa, grającej w 3. Lidze. Wbrew idei „dawania szans polskim zawodnikom”, głoszonej przez pion sportowy Łodzian, podjęto jednak decyzję o tymczasowym oddaniu ich młodego gracza w szeregi klubu z Warszawy. Choć decyzja ta jest prawdopodobnie podyktowana chęcią „ogrania” Klukowskiego na niższym szczeblu, w obliczu braków kadrowych na pozycji napastnika, taki manewr powinien być uznany za niezbyt logiczny.

Nie sposób również nie wspomnieć o zakończonej negatywnie dla Widzewa sadze transferowej związanej z Mariuszem Stępińskim, który trafił do Korony Kielce. Były gracz czterokrotnego mistrza Polski przez długi czas był łączony z czerwono-biało-czerwonymi. Plotki nasiliły się jeszcze bardziej, gdy większościowym udziałowcem klubu stał się Robert Dobrzycki, zasilając Widzew ogromnymi pieniędzmi. Rozpalone nadzieje kibiców legły jednak w gruzach, gdyż negocjacje transferowe pomiędzy Widzewem i Stępińskim zostały zakończone fiaskiem. Bez względu na powód niesatysfakcjonującego rezultatu rozmów, potencjalne ściągnięcie byłego gracza Hellasu Verona, Nantes czy Arisu Limassol byłoby dla Widzewa rozwiązaniem wielu problemów na płaszczyźnie ofensywnej. Przenosiny nie doszły jednak do skutku, co skrzętnie wykorzystał klub ze stolicy województwa świętokrzyskiego, ściągając Stępińskiego do Korony Kielce za kwotę 650 tysięcy euro.

Według niektórych, nie ma co się martwić…

W strukturach Widzewa panuje jednak względny spokój. Robert Dobrzycki, w jednym z ostatnich wywiadów, zaznaczył, że nikt w klubie nie martwi się o utrzymanie. Idąc tym tokiem rozumowania, można uznać, że sytuacja Widzewa jest pod kontrolą. Brzmi to jednak dość irracjonalnie, zważając na obecność łódzkiego zespołu w strefie spadkowej Ekstraklasy. Z drugiej strony, to właśnie Łodzianie rozbili bank w zimowym okienku transferowym, finalizując osiem transferów (pozyskując m.in, Steve’a Kapuadiego, grającego przedtem w Legii Warszawa). Kroki wobec wyjścia z kryzysu zostały więc podjęte. Postanowiono jednak na pozostawienie dwóch zawodników na pozycji napastnika. Czym podyktowana jest ta decyzja?

Być może Widzew czeka na wyjątkową okazję. Możliwe jest również to, że pion transferowy ma już kogoś na oku, lecz krok w stronę kupna chce zrobić dopiero w lato. Całkiem realna wydaje się być również opcja, że w Widzewie nikt nie krząta sobie głowy problemem wzmocnienia formacji ofensywnej, opartej na dobrej dyspozycji Sebastiana Bergiera i wcale nie takiej złej grze Andiego Zeqiriego. Taka filozofia prowadzi jednak do konkluzji, że Łodzianie igrają z ogniem.

Aktywny transferowo Widzew zmaga się ostatnio z problemami w kwestii stabilizacji formy. Do Łodzi ściągnięto wielu nowych, jakościowych piłkarzy, który potrzebują czasu na zgranie i aklimatyzację. W tych wzmocnieniach widać chęć zmiany negatywnego stanu rzeczy i wyjścia z dołka, a w przyszłości potencjalnej walki o coś więcej, co właściciel klubu powtarza jak mantrę. Najważniejsze jest w tym jednak odpowiednie zarządzanie w sytuacji kryzysowej. Choć po okienku transferowym wiele pozycji zostało zabezpieczonych, zatem nie trzeba martwić się o jakościową rotację, tak myśląc o kwestii ataku, fani Widzewa nie mogą spać spokojnie.  Czy brak transferu napastnika okaże się jednak dobrą decyzją? O tym przekonamy się po ostatnim meczu aktualnego sezonu Ekstraklasy.

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *