Radomiak rozdawał prezenty, Federico je odbierał. Górnik zwycięski

Radomiak rozdawał prezenty, Federico je odbierał. Górnik zwycięski

Górnik Zabrze nie zamierza wybierać między Ekstraklasą a europejskimi pucharami. Kilka dni po wymagającym spotkaniu z Ferencvárosem zabrzanie pokonali na wyjeździe Radomiaka 3:1. Gospodarze popełniali błędy, a Peter Federico karał ich z bezwzględnością rasowego egzekutora.

Spotkanie od początku było otwarte. Swoje okazje tworzył Radomiak, ale jeszcze bliżej trafienia był Sondre Liseth, którego uderzenie z linii bramkowej wybił Kryspin Szcześniak. W 28. minucie pierwszy poważny błąd defensywy gospodarzy wykorzystał Federico. Skrzydłowy Górnika przejął piłkę i precyzyjnym strzałem dał zabrzanom prowadzenie.

Tuż przed przerwą Conrado zagrał ręką we własnym polu karnym. Do jedenastki podszedł Kacper Urbański i pewnym uderzeniem zdobył swoją pierwszą bramkę w Ekstraklasie. Górnik schodził więc do szatni z dwubramkową przewagą.

Po zmianie stron Radomiak próbował wrócić do spotkania, ale kolejny prezent otrzymał Federico. Adrian Dieguez podał piłkę wprost pod nogi zawodnika Górnika, a ten nie zastanawiał się długo i po raz drugi wpisał się na listę strzelców. Gospodarze odpowiedzieli jedynie golem Rafała Wolskiego z rzutu karnego. Zabrzanie dowieźli zwycięstwo 3:1 i po dwóch rozegranych meczach ligowych mają komplet punktów. Pełny przebieg spotkania

Peter Federico wygląda tak, jakby miał magnes na gole. Piłka po błędach przeciwników szuka właśnie jego, a on nie potrzebuje dodatkowego zaproszenia. Nie komplikuje, nie szuka efektownych rozwiązań i nie daje obrońcom czasu na naprawienie pomyłki. W Radomiu dwukrotnie zachował się jak rasowy egzekutor – bezkompromisowo wykorzystał błędy rywali i właściwie rozstrzygnął losy spotkania.

Coraz większy wpływ na grę zespołu ma również Urbański. Pierwszy gol w Ekstraklasie – nawet jeśli zdobyty z rzutu karnego – jest ważnym momentem, ale jego rola nie ogranicza się do bramki. Pomocnik coraz odważniej bierze odpowiedzialność za rozegranie, szuka piłki i nadaje rytm akcjom Górnika. Wyrasta na prawdziwego lidera środka pola.

Osobne słowa uznania należą się Lisethowi. Takiego walecznego Norwega brakowało zabrzanom w ostatnich spotkaniach. Był niezwykle przydatny w grze tyłem do bramki, utrzymywał piłkę pod presją i absorbował obrońców, robiąc miejsce partnerom. Sam dwukrotnie był bliski zdobycia bramki, ale tym razem zabrakło mu odrobiny szczęścia. Gola nie strzelił, jednak wykonał mnóstwo pracy, bez której ofensywa Górnika nie funkcjonowałaby tak dobrze.

Nie był to występ bezbłędny. Radomiak miał swoje okazje, a w drugiej połowie potrafił stworzyć pod bramką Philippa Schulzego trochę zamieszania. Górnik ponownie pokazał jednak jakość, skuteczność oraz umiejętność przetrwania trudniejszych momentów. Dwa mecze, dwa zwycięstwa i sześć punktów mimo równoczesnej walki w Europie.

Podsumowując i cytując klasyka: nie jest źle. Można nawet powiedzieć, że jest nieźle.

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *