Twarda gra o miliony. Czy Paolo Urfer nie przeszarżuje w sprawie Tomáša Bobčeka?

Spadek Lechii Gdańsk do Betclic 1. Ligi spowodował, że zespół z Trójmiasta musi ciąć koszty. Mimo że kadra w zespole Władysława Łupaszki tak naprawdę dopiero powstaje, w jego szeregach pozostał król strzelców PKO BP Ekstraklasy z zeszłego sezonu i zdobywca 20 bramek –  Tomáš Bobček. Słowacki napastnik, pomimo wielu ofert z zagranicznych klubów, nadal nie opuścił Gdańska.

Cena sukcesu Tomáša Bobčeka

Po degradacji stało się jasne, że dwukrotny reprezentant Słowacji nie zamierza spędzić kolejnego sezonu na pierwszoligowych boiskach. Bobček może liczyć na zainteresowanie m.in. z Niemiec (Werder Brema, Hamburger SV), Turcji (Samsunspor, Trabzonspor), a nawet z Francj – z klubu partnerskiego Chelsea – RC Strasbourg. Słowak chce zmienić otoczenie i spróbować sił w silniejszej lidze, lecz na jego drodze stanął właściciel gdańskiego klubu, Paolo Urfer. Propozycje rzędu 6–7 milionów euro nie przekonują nieugiętego Szwajcara.

W piątek Tomasz Włodarczyk z portalu Meczyki.pl poinformował, że 24-letnim napastnikiem interesuje się włoskie Frosinone Calcio, przejęte niedawno przez amerykański fundusz Clara Vista. Według doniesień mediów klub z Włoch zaoferował za reprezentanta Słowacji około 10 milionów euro. Kwota ta zbliżyłaby się do rekordów transferowych PKO BP Ekstraklasy – Ante Crnaca, Kacpra Kozłowskiego czy Jakuba Modera, którzy odchodzili odpowiednio z Rakowa Częstochowa, Pogoni Szczecin i Lecha Poznań za 11 milionów euro. Większość polskich klubów przyjęłaby taką propozycję z pocałowaniem ręki, tymczasem właściciel Lechii gra va banque i zamierza wycisnąć z tego transferu jak najwięcej.

Przyczyna jest prosta: gdy Lechia Gdańsk w lipcu 2023 roku kupowała Bobčeka ze słowackiego MŠK Ružomberok za 600 tysięcy euro, w umowie zagwarantowano poprzedniemu klubowi 25% zysku od kolejnej sprzedaży. Utrata jednej czwartej zarobku jest dla Urfera sporym problemem, dlatego zdecydował się na twarde negocjacje. Szwajcar mocno ryzykuje — może ugrać jeszcze więcej albo zostać z niczym. Najgorszym scenariuszem byłaby sytuacja, w której Bobček musiałby przynajmniej do końca rundy jesiennej występować w barwach Lechii na boiskach Betclic 1. Ligi.

Mimo że klub boryka się z problemami finansowymi a także z brakami kadrowymi po spadku z PKO BP Ekstaklasy i pilnie potrzebuje środków aby wzmocnić swój skład, szefostwo nie zamierza sprzedawać swojej największej gwiazdy poniżej oczekiwań biznesmena. Choć Bobček trenuje z drużyną i wyleczył już swoje urazy po zakończeniu sezonu 2025/2026, na razie tkwi w zawieszeniu. Czas gra na jego niekorzyść, ponieważ najsilniejsze ligi europejskie rozpoczynają rozgrywki ligowe, a okno transferowe w większości krajów zamyka się 1 września.

W kolejce do odejścia z Gdańska stoją również inni zawodnicy: Ukraińcy Ivan Zhelizko i Bogdan Viunnyk, bośniacki kapitan drużyny Rifet Kapić czy kolumbijski skrzydłowy Camilo Mena. Na nich Urfer także może zarobić spore pieniądze, choć nie tak duże jak na słowackim napastniku.

W najbliższych dniach przekonamy się, co Paolo Urfer ostatecznie postanowi. Obie strony chcą rozstania, jednak Szwajcar wie, jaka wysoka jest stawka. Wie doskonale, że sam słowacki napastnik wchodzi w najlepszy wiek dla piłkarza w którym to czas na regularne strzelanie goli co idzie przy tym większa rozpoznawalność czy na końcu idąc dalej walkę o wyjściową jedenastkę chociażby w reprezentacji Słowacji, która po braku awansu na MŚ 2026 również potrzebuje pokoleniowej rewolucji i wprowadzenia wschodzących gwiazd, do których bez wątpienia należy zdecydowanie jeszcze gracz Lechii Gdańsk.

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *