Żółta ściana nie pomogła. GieKSa żegna się z Europą po porażce z Hapoelem

Żółta ściana nie pomogła. GieKSa żegna się z Europą po porażce z Hapoelem

Arena Katowice wypełniła się żółtym kolorem, a kibice GKS-u od pierwszych minut robili wszystko, by ponieść swoją drużynę do kolejnego europejskiego comebacku. Tym razem jednak magia domowego stadionu nie zadziałała. GieKSa przegrała z Hapoelem Tel Awiw i zakończyła swoją przygodę z eliminacjami Ligi Konferencji.

Po emocjonującym dwumeczu z MŠK Žilina kibice w Katowicach uwierzyli, że w europejskich pucharach możliwe jest niemal wszystko. GKS potrafił już odwrócić losy rywalizacji przed własną publicznością, dlatego przed starciem z Hapoelem nadzieje były ogromne. Stawką był awans do kolejnej rundy eliminacji Ligi Konferencji.

Największe wrażenie jeszcze przed pierwszym gwizdkiem robili kibice. Trybuny Areny Katowice stworzyły prawdziwą żółtą ścianę. Głośny doping miał być dodatkowym paliwem dla zespołu Rafała Góraka, który musiał od początku szukać sposobu na odwrócenie niekorzystnego wyniku dwumeczu.

Chęci i wsparcia z trybun nie brakowało. Zabrakło jednak tego, co w takich spotkaniach najważniejsze – konkretów na boisku. Hapoel nie dał się wciągnąć w szalony mecz i skutecznie pilnował przewagi wypracowanej wcześniej. Z każdą kolejną minutą katowiczanie znajdowali się pod coraz większą presją, a izraelski zespół mógł grać dokładnie tak, jak chciał.

GieKSa próbowała, walczyła i do końca mogła liczyć na głośne wsparcie swoich kibiców. Tego wieczoru sama atmosfera nie wystarczyła jednak do napisania kolejnego europejskiego scenariusza z happy endem. Hapoel okazał się przeszkodą zbyt trudną do pokonania.

 

Koniec przygody, ale nie ma się czego wstydzić

Odpadnięcie zawsze boli, szczególnie gdy europejskie emocje wróciły do Katowic po tak długiej przerwie. Warto jednak spojrzeć na tę przygodę szerzej. GKS ponownie pojawił się na międzynarodowej scenie, przeszedł wymagający dwumecz z Žiliną i dał swoim kibicom kilka wieczorów, które jeszcze długo będą wspominane. Sam powrót GieKSy do europejskich pucharów nastąpił po ponad dwóch dekadach przerwy.

Pozostaje niedosyt, bo apetyt rósł wraz z każdym kolejnym spotkaniem. Szczególnie po tym, jak Arena Katowice pokazała, jak może wyglądać europejski wieczór przy pełnych i żyjących meczem trybunach.

Żółta ściana zrobiła swoje. Tym razem to jednak nie wystarczyło. Europejska przygoda GieKSy dobiegła końca, ale Katowice przypomniały, że na takie mecze czekały od lat.

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *