Bryan Fiabema odchodzi z Lecha Poznań – transfer, który niektórych może cieszyć.

Dzisiaj rano Lech coś dosyć spodziewanego w ostatnim czasie. Mianowicie jest to odejście z klubu Bryana Fiabemy, dotychczasowego napastnika Kolejorza, który nie darzył dobrą formą.

Fiabema został sprzedany do norweskiego Fredrikstad FK i oficjalnie wraca do ojczyzny. Podpisał on kontrakt do końca 2030 roku. Wartość transferu ma wynosić 140 tysięcy euro, ale nie jest to potwierdzona informacja. 

Pobyt Fiabemy w Lechu

Bryan Fiabema podpisał kontrakt z Kolejorzem w lipcu 2024 roku. Przychodził wtedy za darmo z rezerw hiszpańskiego Realu Sociedad, a jeszcze wcześniej grywał w rezerwach Chelsea czy w ojczystym Rosenborgu. Spodziewano się wtedy po nim, że wykaże ogromny talent, nic bardziej mylnego. Pierwszy sezon napastnika w Poznaniu był wręcz tragiczny, zagrał w aż 28 meczach i nie zanotował ani jednej bramki, co jak na napastnika przystało było fatalnym wynikiem. Udało mu się asystować przy jednej bramce, ale to dalej nie usprawiedliwia żadnych goli. Następny sezon Norweg zagrał tylko do połowy i wyglądał on już nieco lepiej. W dziesięciu rozegranych spotkaniach strzelił dwie bramki i to dosyć ważne. Pierwsza w meczu z Widzewem Łódź na 2:1, która dała zwycięstwo jego klubowi. Druga z GKSem Katowice na 0:1, ona również podarowała wygrany mecz, gdyż był to jedyny gol przez całe 90 minut. Na rundę wiosenną Bryan przeniósł się na wypożyczenie do holenderskiego ADO Den Haag. Zagrał w 16 meczach i strzelił aż 4 gole i udało mu się awansować z drużyną do Eredivisie. Nie wystarczało to, żeby po powrocie wrócić do kadry lechitów. Nie pojechał na obóz przygotowawczy do Wronek, wrócił do Norwegii, w której trenował indywidualnie. Było tak aż do definitywnego odejścia, czyli do dzisiaj.

Fiabema przychodził do Lecha jako plan na przyszłość, jak już wcześniej pisałem, ma on naprawdę mocną ścieżkę kariery. Na pewno celowano również, żeby został on zastępcą Mikaela Ishaka, nie podołał on jednak temu wyzwaniu. Kiedy rok temu na Bułgarskiej zawitał Yannick Agnero, jego osoba spadła na ostatnie miejsce w ataku Kolejorza.

Ciężko znaleźć jego najważniejsze momenty oprócz tych dwóch bramek. Przez cały pobyt w Poznaniu był on bowiem memem kibiców, coś w stylu Rajovicia w Legii. Było to spowodowane oczywiście marnowanymi setkami i nie tylko.

 

Miejmy nadzieję, że 23-latek odnajdzie się w nowym zespole, a jego kariera jeszcze zdoła wypalić.

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *