Słońce, plaża i powrót Ekstraklasy. Na inaugurację jubileuszowego, setnego roku istnienia naszych rodzimych ligowych rozgrywek otrzymaliśmy spotkanie, które przypomniało nam, dlaczego tak właściwie kochamy tę ligę. Derby najpiękniejszych herbów w lidze już w pierwszych minutach pokazały, jak brutalne bywa przejście na wyższy szczebel rozgrywkowy.
Początek rywalizacji w Radomiu upłynął pod znakiem dwóch „bombonier” w szeregach defensywy gości. Duet stoperów – Duje Dujmović oraz Aleksandar Djermanović – już w pierwszych ośmiu minutach zapisał się w protokole sędziowskim żółtymi kartkami. Obie kary wynikały z nieudolnego naprawiania własnych błędów przy rozegraniu piłki. Nerwowość narastała: Djermanović niemal sprowokował stratę w strefie podbramkowej, a Dujmović po faulu na Rafale Wolskim mógł mówić o sporym szczęściu, że sędzia Jarosław Przybył nie wyrzucił go z boiska. Aż się prosiło, by podziwiać ich wyczyny w akompaniamencie motywu muzycznego z Benny Hilla. Trener Moskal postanowił nie czekać na pierwszą czerwoną kartkę i błyskawicznie przeprowadził zmianę, ściągając elektrycznego Chorwata z murawy.
Radomiak natomiast już od pierwszego gwizdka narzucił wysoki pressing, konsekwentnie wykorzystując niepewność i chaos w defensywie rywala. Najpierw po świetnie zapowiadającej się kontrze rozpoczętej przez debiutującego w barwach gospodarzy Conrado, Jana Grzesika przed wpakowaniem piłki do bramki uprzedził bramkarz gości. Wreszcie w 43. minucie koronkowa akcja przyniosła skutek. Idealna dwójkowa akcja Grzesika i Ouattary, piłka do Roberto Alvesa, który pewnym uderzeniem otworzył wynik spotkania.
Druga połowa nie kazała nam długo czekać na kolejne gole. Sprytne rozegranie rzutu wolnego przez Wolskiego i przytomne odegranie Luquinhasa pozwoliło Janowi Grzesikowi wykończyć akcję i do asysty dołożyć gola na 2:0. Trzeba przyznać, że ekipę z Radomia pod wodzą powracającego do Ekstraklasy Tomasza Kaczmarka ogląda się momentami naprawdę fantastycznie.
Wieczysta próbowała odpowiedzieć – pierwsze trafienie Stefana Feiertaga skasował VAR ze względu na pozycję spaloną, lecz w 58. minucie napastnik dopiął swego i wykańczając podanie Mikiego Villara, niemal wpadł z piłką do siatki. Gol kontaktowy natchnął krakowian, by coraz śmielej ruszać do przodu. Bardzo bliski wyrównania był Tobias Christensen, lecz trafił jedynie w słupek. Radomiak miał z kolei przynajmniej kilka okazji, by zamknąć mecz trzecią bramką, lecz raz za razem minimalnie chybiał.
Ostatecznie spotkanie obfitowało w twardą, fizyczną walkę do ostatnich minut – goście kończyli w osłabieniu po drugiej żółtej kartce dla Mikkela Maigaarda za drugi z kolei faul taktyczny. Christos Donis próbował jeszcze wyrównać szanse, lecz jego ostre wejście skończyło się jedynie żółtkiem.
Trzeba przyznać, że to inauguracyjne starcie godnie rozpoczęło setny rok naszej rodzimej ligi. Zasłużona wygrana Radomiaka, opatrzona bardzo widowiskową grą, może kibiców z Radomia niezmiernie cieszyć. Z drugiej strony, no cóż, w Wieczystej nie brakuje jakości z przodu, natomiast z tyłu czeka ich jeszcze sporo pracy, przede wszystkim nad zachowaniem chłodnej głowy.
Radomiak Radom 2-1 Wieczysta Kraków
43′ Roberto Alves
49′ Jan Grzesik
57′ Stefan Feiertag
90+1′ Mikkel Maigaard (Czerwona kartka)
Radomiak Radom: Filip Majchrowicz – Conrado (83′ Fernand Goure), Adrian Dieguez, Kryspin Szcześniak, Zie Ouattara – Ibrahima Camara (83′ Che Nunnely) – Luquinhas, Rafał Wolski (75′ Kacper Karasek), Roberto Alves (89′ Jeremy Blasco), Jan Grzesik – Abdoul Tapsoba (75′ Christos Donis).
Wieczysta Kraków: Antoni Mikułko – Matus Vojtko, Duje Dujmović (33′ Antonio Milić), A. Djermanovic, Karol Fila – Lucas Piazon, Ben Lederman (79′ Petar Pusić), Mikkel Maigaard – Lisandro Semedo (68′ Tobias Christensen), Stefan Feiertag (79′ Paulinho) – Miki Villar (68′ Tobiasz Mras).
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.







Dodaj komentarz