O włos od kompromitacji na Malcie! Biało-czerwoni wymęczyli zwycięstwo z wyspiarzami.

O włos od kompromitacji na Malcie! Biało-czerwoni wymęczyli zwycięstwo z wyspiarzami.

Reprezentacja Polski zakończyła eliminacje do Mistrzostw Świata 2026 w żenująco słabym stylu. Biało-czerwoni męczyli się z Maltą, która dwukrotnie doprowadzała do wyrównania. Na pomoc przyszedł jednak Piotr Zieliński, który w 85. minucie strzelił bramkę i zapewnił podopiecznym Jana Urbana trzy punkty (wygrana 3:2). Cóż, powiało czasami Michał Probierza!

 

Spotkanie zaczęło się od silnego strzału Bartosza Slisza. Jego uderzenie wybronił maltański bramkarz – Henry Bonello – a w kolejnych minutach to jego kadra zaczęła przejmować inicjatywę. W pierwszym kwadransie kilkukrotnie w polu karnym biało-czerwonych zrobiło się naprawdę gorąco. W 32. minucie wynik otworzyli nasi zawodnicy, ale radość Roberta Lewandowskiego, który zdobył ów gola, i spółki nie potrwała długo. Cztery minuty później niespodziewanie wyrównali gospodarze. Przy tym trafieniu trzeba zganić polską defensywę, a w szczególności Michała Skórasia, który po raz drugi podczas listopadowych meczów kadry (bliźniacza sytuacja miała miejsce w piątek na PGE Narodowym) nie zauważył zawodnika za swoimi plecami, co w konsekwencji zaskutkowało straconym golem.

Co ciekawe, był to pierwszy gol reprezentacji Malty strzelony polskiej kadrze. Pokonanie bramkarza biało-czerwonych zajęło im dokładnie sześć spotkań lub… prawie 45 lat. Dokładnie tyle minęło od naszej pierwszej potyczki z wyspiarzami. W dalszych minutach gospodarze zaczęli przeważać. Miejscowi grali dziś ładnie, schludnie a co najważniejsze przemyślanie. Aż miło oglądało się ich grę, a można pokusić się o stwierdzenie, że prezentowali się dziś o niebo lepiej niż podopieczni Jana Urbana. Ci byli cieniem zespołu, który w piątek remisował z szóstą w rankingu FIFA Holandią. Wróciły stare demony i lekceważenie w teorii słabszego przeciwnika. 

 

Drugą połowę biało-czerwoni chcieli rozpocząć od gola. Swoje sytuacje miał zarówno Jakub Kamiński jak i Robert Lewandowski. Podopieczni Jana Urbana próbowali aż do skutku i w 59. minucie wyszli na prowadzenie. Gola zdobył Paweł Wszołek. Powtórzyła się sytuacja z pierwszej połowy – szybko po bramce naszych, miejscowi odpowiedzieli. Pięć minut po bramce Wszołka, w polu karnym faulowany był jeden z graczy Malty. Sędzia Igor Pajac nie przerwały gry i chwilę później do siatki trafili Polacy. Dopiero po golu – i końcu akcji – sędzia za pomocą VAR-u zweryfikował sytuację, podyktował rzut karny i w konsekwencji anulował trzeciego gola ekipy znad Wisły. Wyspiarze ,,jedenastkę” wykorzystali i tym samym po raz drugi wyrównali. 

Minuty mijały, a wynik ani rusz. Polscy kibice zaczęli poważnie martwić się, że ich ukochana kadra skompromituje się na Malcie przegrywając. Ostatecznie fakt, skompromitowała się, ale nie przegrała. W 85. minucie bramkę na wagę zwycięstwa strzelił Piotr Zieliński. Na tym się skończyło. Polacy wygrali, ale i tak zagrali żenująco słabo. Aż powiało czasami Michał Probierza, a powrotu do nich przecież nie chcemy!

 

Kibice dali show!

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *