Mecz Korony Kielce z Wisłą Płock to starcie w wadze derbowej. Co prawda nie jest to pojedynek na miarę finałów Pucharu Polski pomiędzy Industrią Kielce a Wisłą, ale emocji i podtekstów również nie brakowało. To inna liga i inne oczekiwania — jedni walczą o utrzymanie pozycji w środku tabeli i marzą o czymś więcej, drudzy, jako beniaminek, chcą udowodnić swoją wartość oraz „utrzec nosa” wyżej notowanym rywalom co im się udaje sądząc po miejscu okupującym fotel lidera.
Spotkanie 18. kolejki Ekstraklasy, kończące rundę jesienną, zakończyło się remisem 1:1 — wynikiem, który z perspektywy obu stron można uznać za sprawiedliwy.
Pierwsza połowa pod dyktando Korony
Od pierwszych minut to Korona ruszyła zdecydowanie mocniej. Gospodarze stwarzali sytuacje i częściej meldowali się pod bramką rywali, jednak trzon Wisły Płock funkcjonuje w tym sezonie bardzo dobrze, co potwierdził kolejny raz bramkarz Rafał Leszczyński.
Zespół trenera Mariusza Misiury stracił w tym sezonie tylko 15 goli i ani razu nie dał sobie strzelić dwóch bramek w jednym meczu. Nie inaczej było w Kielcach. Po dobrym dośrodkowaniu w 13. minucie były piłkarz Korony wpakował piłkę do siatki i wyprowadził Nafciarzy na prowadzenie.
Całe spotkanie układało się jak typowy mecz Wisły — gospodarze mieli więcej z gry, ale nie przekładało się to na klarowne sytuacje bramkowe. Pierwsza połowa była wyrównana, choć przy stracie bramki Wiktor Popov z pewnością mógł zachować się lepiej.
Druga połowa: od anulowanego gola po wyrównanie
Po przerwie Korona ponownie ruszyła do ataku. Wisła jednak znów jako pierwsza znalazła drogę do bramki, lecz gol nie został uznany z powodu spalonego. Wciąż było 0:1, a zegar tykał na korzyść gości.
W 84. minucie świeżo wprowadzony Nono wygrał przebitkę w polu karnym i oddał strzał. Piłka odbiła się od Konstantinosa Sotiriou, myląc bramkarza i dając gospodarzom wyrównanie. Od tego momentu Korona złapała wiatr w żagle, a gdyby nie przestrzelona sytuacja Antonina, mogło skończyć się kompletem punktów dla złocisto-krwistych.
Ostatecznie jednak wynik 1:1 był adekwatny do wydarzeń na boisku.
Nastroje po meczu
Jacek Zieliński (Korona Kielce):
— Szkoda. Bardzo chcieliśmy wygrać ten ostatni mecz i dać radość kibicom. Zespół bardzo się starał, był zaangażowany, ale nie przełożyło się to na zdobycze punktowe, mimo dobrych, bardzo dobrych sytuacji. Mecz nam się nie ułożył — szybko straciliśmy bramkę i musieliśmy gonić. Chłopcy zagrali z dużą ambicją i zaangażowaniem. Widać było, że „gryźli trawę”. Opinie są podzielone. Kiedy się goni cały mecz i wyrównuje w końcówce, to ten punkt też trzeba docenić, choć apetyty były większe.
Trener zwrócił także uwagę na nastroje wokół zespołu:
— Patrzę na opinie ludzi i wygląda to, jakby tu był pogrzeb. Chcę przypomnieć, że w tym roku w 34 meczach zdobyliśmy 51 punktów, co daje średnią 1,47 na spotkanie. Jesteśmy klubem z trzecim najniższym budżetem w lidze — z czym na Księżyc? Doceńcie to, co ten zespół zrobił.
Mariusz Misiura (Wisła Płock):
— Chciałem podziękować moim piłkarzom za fantastyczny rok. Wchodzę do szatni i widzę zespół smutny i niezadowolony, choć zdobyliśmy 30 punktów w 18 meczach. To pokazuje ich ambicję i charakter. Szanujemy punkt zdobyty w Kielcach, bo Korona to bardzo dobra drużyna, trudna do grania. Daliśmy z siebie wszystko. W końcówce były problemy fizyczne — to był dla nas ciężki rok.
Wisła liderem, ale… bez komfortu
Wisła Płock, mimo serii pięciu remisów, wskoczyła na pozycję lidera Ekstraklasy. To jedno z największych zaskoczeń sezonu. Jednak do strefy spadkowej Nafciarze mają zaledwie 11 punktów przewagi, co nie pozwala jeszcze mówić o pełnym komforcie.
Kibice dopisali
Na EX-BUD Arenie pojawiło się 8,5 tys. kibiców. Jak na tę frekwencję, doping stał na bardzo wysokim poziomie i niósł Koronę szczególnie w końcówce spotkania.
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.







Dodaj komentarz