Zadanie nieVUKOnalne. Zmiana trenera w Widzewie była nieunikniona…

Wczoraj do mediów trafiła informacja dotycząca odsunięcia Aleksandara Vukovicia od trenowania pierwszej drużyny Widzewa Łódź. Z perspektywy obserwatora aktualnej sytuacji klubu, ta decyzja w żadnym stopniu nie zaskakuje.  Z drugiej jednak strony budzi ona obawy dotyczące strategii Widzewa i jego najbliższej przyszłości.

Zatrudnienie Vukovicia miało zapobiec katastrofie – po 23. kolejkach i chaosie w gabinetach oraz na ławce trenerskiej, Widzew znajdował się w strefie spadkowej, zaledwie 2 punkty nad ostatnią Termalicą. Zarząd wiedział, że w takich sytuacjach nie ma miejsca na dalsze eksperymenty. Szczególnie, kiedy wśród sympatyków klubu panował niepokój i zupełnie usprawiedliwiona frustracja. Serba potraktowano jako ostatnią deskę ratunku, człowieka, który już dwukrotnie ratował kluby z sytuacji, wydawać by się mogło, beznadziejnych.

Bywało różnie…

Pierwszy, zwycięski mecz z Lechem Poznań, miał zwiastować, że podjęto słuszną decyzję. Następne spotkania pokazały jednak, że Widzew o dalszy ligowy byt będzie musiał walczyć do samego końca. Po bolesnej porażce w Warszawie wiele osób zastanawiało się, czy Widzew da radę wyjść zwycięsko z batalii o utrzymanie w Ekstraklasie. O wszystkim miały zdecydować wyniki w ostatnich trzech kolejkach.

Misja zakończona powodzeniem

Dzisiaj wiemy, że Widzew podołał. Nie był to jednak wymarzony scenariusz dla fanów czerwono-biało-czerwonych. Wiele w końcówce minionej kampanii zależało od wyników „sąsiadów” w tabeli, niż od samego Widzewa. Choć triumf z Piastem końcowo przypieczętował utrzymanie, trudno było znaleźć uśmiechy na twarzach wśród kibiców drużyny z Łodzi. Dla Widzewiaków, sezon 2025/2026 stał pod znakiem ciągłego niepokoju, stresu i szukania choć krzty nadziei na happy end. Nikt nie chciał powtórki.

Trochę takie pyrrusowe zwycięstwo

Gra Vukovicia nie przekonywała. Powszechną wiedzą było to, że Widzew nie będzie chciał ryzykować. Z tego względu postawiono na zachowawczość i defensywny styl. Koniec końców tak, opłaciło się. Widać jednak było, nawet po samych zawodnikach, że wszyscy są zmęczeni sytuacją Widzewa w tabeli. To nie tak miało być. Do klubu przyszły wielkie pieniądze, za którymi miały pojawić się zadowalające wyniki i znaczące wzmocnienia. A skończyło się rzucaniem koła ratunkowego z tonącego statku.

Nowy sezon miał rozpocząć się inaczej

Wszyscy trochę ochłonęli, piłkarze pojechali na obóz przygotowawczy, zakupiono kilku zawodników. Widzew chciał zapomnieć o demonach z przeszłości. Wraz z rozpoczęciem nowego sezonu snuto teorie, czy drużynie uda się wyjść na prostą, czy jednak wciąż brakuje jej stabilizacji. Co według mnie już od początku było dość absurdalne, bukmacherzy byli zgodni – tym razem zespół pokaże, że Widzew stać nawet na miejsce premiowane awansem do europejskich pucharów. Choć sezon zaczął się całkiem nie najgorzej (od dwóch remisów i zwycięstwa z Jagiellonią), kolejne spotkania pokazały, że wcale nie będzie tak kolorowo.

Nadchodząca powtórka z rozrywki

Od wygranej w Białymstoku, Widzew dwukrotnie zremisował i trzy razy zszedł z boiska na tarczy. Wliczam w to również odpadnięcie z Pucharu Polski. Znów pojawiła się złość i obawa przed tym, że ten sezon może wyglądać podobnie do poprzedniego. Trzeba było zacząć działać.

W międzyczasie, na stanowisku Dyrektora Sportowego zasiadł, po latach rozłąki, Łukasz Masłowski. Wraz z przyjściem jednego z ojców sukcesu Jagiellonii, ku nadziei fanów Widzewa, podjęto kroki w stronę zamknięcia burzliwego rozdziału we współczesnej historii klubu. Chcąc pozbyć się wcześniej wspomnianych demonów, zapadła decyzja o tym, aby z klubem pożegnał się Aleksandar Vuković.

Nie ma jednak żalu

W Widzewie chyba nikt nie powie, że zatrudnienie Vukovicia było błędem. Doświadczony trener zrobił to, co do niego należało – utrzymał w Ekstraklasie zespół, który stał nad przepaścią. Co więcej, Serb dał się poznać jako człowiek inteligentny, opanowany i rozumiejący futbol. Problem w tym, że wprowadzone metody, na dłuższą metę, nie przyniosłyby zadowalających rezultatów. W Łodzi zrozumiano, że strategia oparta na grze defensywnej, operowaniu długą piłką i wyczekiwaniu na dobrą okazję jest drogą donikąd

Kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa

W dniu pisania tego artykułu Widzew jest na 13. miejscu w tabeli. Kibice już wyczekują starcia z odwiecznym rywalem, czyli warszawską Legią. W klubie wiedzą, że trzeba zagrać va banque. Czas na futbol odważny, pozbawiony niepotrzebnej ogłady czy pragmatyzmu. Widzew stawia wszystko na jedną kartę – albo chcą spróbować wydostać się z kryzysu teraz, albo liczą na potknięcia innych. Ten drugi scenariusz po części ziścił się w poprzednim sezonie. Teraz pora na grę na własnych warunkach.

Czy w tym szaleństwie jest metoda?

Zatrudnienie nowego trenera i początek jego kariery w Widzewie to ważny sprawdzian dla nowych struktur Widzewa na czele z Łukaszem Masłowskim. W tym momencie wytaczana jest ścieżka, którą drużyna zapragnęła sobie podążać. Nikt nie wie, czy na tej ścieżce nie pojawią się przeszkody, które klub będzie próbował bezskutecznie pokonać. Być może jednak, tym razem, na przekór ostatnim perypetiom, przed nami początek czegoś przełomowego? Z tego założenia wychodzą na pewno ci, którzy mają już dość miernego Widzewa. O słuszności decyzji zarządu i o tym, gdzie znajdować będzie się drużyna, przekonamy się już za kilka tygodni.

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *