Zwycięstwo, które nie cieszy. Lech wymęczył wygraną z KÍ Klaksvík.

Zwycięstwo, które nie cieszy. Lech wymęczył wygraną z KÍ Klaksvík.

Lech Poznań wygrał z KÍ Klaksvík 1:0 w pierwszym meczu III rundy eliminacji Ligi Europy, ale trudno po końcowym gwizdku mówić o powodach do optymizmu. Mistrz Polski dopisał do swojego konta zwycięstwo, jednak sposób, w jaki ono zostało wywalczone, pozostawia ogromny niedosyt. Po kompromitującym odpadnięciu z eliminacji Ligi Mistrzów z AGF Aarhus kibice oczekiwali zdecydowanej reakcji. Zamiast pewnego zwycięstwa nad teoretycznie słabszym rywalem zobaczyli zespół, który przez ponad 80 minut bił głową w mur i sprawiał wrażenie kompletnie pozbawionego pomysłu.

Początek spotkania dawał nadzieję, że Lech szybko ustawi sobie mecz. Gospodarze od pierwszych minut zamknęli rywali na ich połowie, a już w 9. minucie Patrik Walemark zagroził bramce po rzucie wolnym. Chwilę później to jednak goście pokazali, że nie przyjechali do Poznania wyłącznie pokopać piłkę. Mocny strzał zza pola karnego Jóannesa Danielsena był pierwszym ostrzeżeniem dla Kolejorza.

Kolejne minuty przyniosły serię dogodnych okazji dla Lecha, Sayyadmanesh najpierw przegrał pojedynek z fantastycznie dysponowanym Jensenem, chwilę później obił poprzeczkę, a następnie bramkarz Klaksvík zatrzymał również uderzenie Walemarka. Niedługo później świetną okazję zmarnował Antoni Kozubal. Problem polegał jednak na tym, że Lech nie potrafił wykorzystać swojej przewagi. Każda kolejna akcja kończyła się albo świetną interwencją golkipera gości, albo fatalną decyzją w decydującym momencie.

Po przerwie obraz meczu praktycznie się nie zmienił. Lech nadal prowadził grę, lecz wciąż brakowało jakości pod bramką rywala. Strzały były niedokładne, ostatnie podania nie trafiały do adresatów, a kolejne stałe fragmenty gry nie przynosiły efektów. Co gorsza, w 68. minucie to gospodarze mogli zostać skarceni. Po rzucie rożnym piłka trafiła w poprzeczkę bramki Mateusza Lisa i tylko odrobina szczęścia sprawiła, że Kolejorz nie przegrywał.

Przełamanie przyszło dopiero w 81. minucie. Yannick Agnero wykorzystał fantastyczne długie podanie od Mikaela Ishaka i wygrał sytuację sam na sam, zdobywając jedyną bramkę spotkania. Chwilę później Lech znów miał problemy. Goście byli o krok od wyrównania, lecz kapitalną interwencją po strzale głową popisał się Mateusz Lis, ratując drużynie zwycięstwo.

Najlepszym piłkarzem był bez wątpienia bramkarz Mark Jensen. Golkiper rozegrał znakomite zawody i wielokrotnie utrzymywał swój zespół w grze. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że jego świetna postawa nie może być żadnym usprawiedliwieniem dla Lecha. Mistrz Polski był po prostu dramatycznie nieskuteczny. Zespół stworzył wiele sytuacji, ale brakowało pomysłu, spokoju i wykończenia.

Końcowy wynik daje Lechowi minimalną zaliczkę przed rewanżem, ale trudno uznać ją za bezpieczną. Jednobramkowe zwycięstwo u siebie to zdecydowanie za mało. Jeśli Kolejorz zaprezentuje podobną skuteczność na Wyspach Owczych, awans do fazy play-off wcale nie będzie formalnością.

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *