Fenomen z Płocka: od podium do spadku — czy Wisła powtórzy historię z sezonu 22/23?

Fenomen z Płocka: od podium do spadku — czy Wisła powtórzy historię z sezonu 22/23?

Gdy ostatnim razem Wisła Płock tak dobrze zaczęła sezon, to po 34 kolejce skończyła w strefie spadkowej. W prawdzie drużyna Pavola Stano nie była liderem Ekstraklasy pod koniec rundy jesiennej to jednak możemy znaleźć wiele cech wspólnych z Nafciarzami trenera Mariusza Misiury.

Między innymi obie Wisły były niepokonane w Ekstraklasie przez pierwsze 6 kolejek. Dobrą serię Stano zakończył Widzew w Sercu Łodzi, natomiast Misiura poległ po raz pierwszy w lidze na wyjeździe z Arką Gdynia. Obaj trenerzy również nie pałają miłością do Pucharu Polski. Wiślacy pożegnali się z turniejem w drugiej (Pavol Stano) i w pierwszej rundzie (Mariusz Misiura). Najważniejszą jednak cechą łączącą obie Wisły jest ich dorobek punktowy. Porównując ich poczynania na przestrzeni rundy jesiennej Ekstraklasy, to drużyna Stano zdobyła 28 punktów w 17 kolejkach zajmując 6 miejsce w tabeli ligowej. Aktualna forma Wisły Płock (niepokonana od 10 spotkań we wszystkich rozgrywkach), a przede wszystkim jej pozycja w lidze to temat, który obudził wiele emocji oraz przysporzył wielu pochwał dla trenera Mariusza Misiury i jego drużyny pod koniec rundy jesiennej sezonu 25/26. Nafciarze pod jego wodzą uzbierali 30 punktów w 18 kolejkach i zostali sensacyjnym liderem Ekstraklasy na czas przerwy.

Głównym grzechem w mojej ocenie całej ekipy Pavola Stano z sezonu 22/23 było bez wątpienia zimowe okno transferowe. Sprzedaż jednego z najlepszych piłkarzy w zespole w ostatnim dniu okienka, brak sensownych zastępstw oraz gigantyczny spadek motywacji i formy w starym, zaś kluczowym, trzonie drużyny. Hiszpan Davo, który stanowił o sile ataku Wisły z Łukaszem Sekulskim, a grał w Polsce tylko pół roku, został sprzedany do Belgii za około 600 tysięcy euro. Brak jakościowych zastępstw czy zmienników dobitnie wybrzmiało w wiosennej rundzie, gdy wspaniali do tamtej pory Rafał Wolski, Dominik Furman i wspomniany już Łukasz Sekulski przestali „dowozić”. Do tego doszła fatalna forma obrony i przepis na spadek był gotowy.

Dlaczego uważam, że obecna Wisła Płock nie powtórzy tych samych błędów i przynajmniej utrzyma się w Ekstraklasie? Pierwszym zasadniczym powodem jest sam trener – Mariusz Misiura. W Płocku jest już drugi rok, a przez te lata zdążył załatać panujące dziury kadrowe, wprowadzić swoją filozofię oraz styl taktyczny. Choć jak sam powiedział w wywiadzie u Tomasza Ćwiąkały, w odpowiedzi na zarzuty o granie defensywnej piłki:

Zobaczmy, że u nas na pozycji numer 6 gra najczęściej Pacheco, który jest ofensywnym zawodnikiem, na pozycjach numer 10 gra najczęściej Kunik i Nowak, którzy nie są ultra defensywnymi zawodnikami. Na pozycji wahadłowych to jest Rogeli, który jest skrzydłowym (…) i Lecoeuche, tak samo jest skrzydłowym. Tak naprawdę gramy typowymi trzema obrońcami…

Sam Misiura prezentuje się jako trener wyważony, racjonalny, ale też bardzo oddany swoim przekonaniom i piłkarzom.

Innym powodem, dla którego kibice Nafciarzy mogą spać spokojnie z myślą o przyszłości są transfery przeprowadzone od momentu powrotu do Ekstraklasy. Wiktor Nowak (w prawdzie na razie w formie wypożyczenia), Tomas Tavares czy najnowszy zimowy transfer- Bokho Matvey są tylko pojedynczymi przykładami z wielu młodych piłkarzy, którzy pokazują filozofię panującą aktualnie w Wiśle Płock.

Trzecim powodem jest zmiana mentalności i filozofii gry samej Wisły. W pierwszej połowie sezonu pokazali, że ich główną siłą jest szczelna obrona i dostosowywanie swojej gry pod rywala. Nafciarze stracili najmniej bramek w całej Ekstraklasie (12), a w samej lidze ulegli tylko Arce Gdynia i Jagielloni Białystok. Największa w tym zasługa oczywiście trenera Misiury. Wisła za jego kadencji wybiera grę w formacji 3-5-2, która charakteryzuje się dużą mobilnością piłkarzy oraz elastycznością taktyczną. Na pochwałę zasługuje również obrońca z Wysp Owczych – Andrias Edmundsson, filar zespołu defensywnego w Wiśle i człowiek, który powoli wyrasta ponad jakość Ekstraklasy.

Myślę, że nawet najzagorzalsi kibice Nafciarzy nie widzą jednak Wiślaków w pierwszej czwórce Ekstraklasy. Legia, Raków, Lech czy Pogoń mimo słabej formy czy nieregularności realistycznie nadal stanowią duże zagrożenie na wysokie pozycje w lidze. Mimo, że przyszłość wygląda dla nas w kolorowych barwach, należy skupić się na najważniejszym zadaniu jakie stawia sobie każdy beniaminek, czyli utrzymaniu.

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *